Nowy numer 48/2021 Archiwum

Czas i miejsce, w którym mam być

– Jesteśmy iskrami, które mają zapalić w innych doświadczenie Pana Boga. Naszą największą troską jest to, aby doprowadzić drugiego człowieka do spotkania z Jezusem – mówi ks. Wiesław Mielewczyk.

Kilka tygodni temu Oktawia Galbierska oraz ks. Mielewczyk otrzymali od abp. Tadeusza Wojdy krzyże misyjne i zostali posłani na misje. Uroczystości odbywały się w ich rodzimych parafiach. – Bardzo mocno wewnętrznie przeżyłam Mszę św. posłania. Dzięki temu poczułam w pełni, że Kościół posyła mnie na misje oraz że w tym czasie jest ze mną wspólnota parafialna pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa z Gdyni – mówi Oktawia. – Miałem w sercu wielką radość, że obrzęd posłania na misje był w parafii, w której się wychowałem, gdzie byłem ministrantem, przeżyłem prymicje. Cieszę się, że dar Bożego błogosławieństwa otrzymałem w obecności parafian, przyjaciół i najbliższych mi osób – zaznacza ks. Wiesław.

Intensywny czas

W końcu nadszedł długo oczekiwany wylot na misje. Oktawia, zgodnie z planem, wyruszyła do Kazachstanu, a ks. Wiesław – do Boliwii. Jak przyznają misjonarze, ostatnie dni przed podróżą były bardzo intensywne. – Po Mszy św. posłania przeżyłam absolutnie szalony tydzień. Był to czas dopinania wszelkich spraw organizacyjnych, ubezpieczeniowych, zdrowotnych. Było tego bardzo dużo i w pewnym momencie byłam już zmęczona. W międzyczasie żegnałam się ze swoimi przyjaciółmi, znajomymi, z rodziną. To były trudne, ale i radosne rozmowy, spotkania, w których mówiliśmy do siebie: „Do zobaczenia za dwa lata”. Marzyłam, żeby w końcu wsiąść do samolotu, odlecieć i być już w Kazachstanie – wspomina misjonarka. – Faktycznie, doświadczyłem dużo takich intensywnych bodźców związanych z pożegnaniami. Jednak przede wszystkim był to czas wielkiej radości i pokoju serca. Myślę, że to zasługa osób, które modliły się i nadal modlą za mnie. W ciągu roku, kiedy przygotowywałem się do misji, rozdałem w różnych miejscach ponad 6 tys. różańców z prośbą o modlitwę za misjonarzy, za misje czy za mnie. Wierzę, że to wstawiennictwo spowodowało, iż przed wylotem odczuwałem duży pokój serca. I przez cały czas ewidentnie otrzymuję wiele łask i wsparcie Pana Boga, który mi towarzyszy – podkreśla kapłan.

Pierwsze dni

W Boliwii na ks. Wiesława czekał ks. Jarosław Dziedzic, który posługuje tamtejszej społeczności od 7 lat. – Ksiądz Jarek odebrał mnie z lotniska, zaopiekował się i pomógł przy wszystkich formalnościach. Przy wlocie do Boliwii otrzymałem wizę na 30 dni, a po 2 tygodniach pojechałem do Cochabamby i tam, z pomocą siostry zakonnej, misjonarki, zgłaszałem się w urzędach i dostałem wizę na 3 lata. Potem udało mi się wyrobić dowód osobisty. Było bardzo dużo tych formalności. 3–4 dni musiałem na to poświęcić, ale udało się i mam już wszystko skompletowane – opowiada ks. Wiesław. Oktawia do Atyrau wyruszyła 12 września. – Przyjechałam do parafii pw. Przemienienia Pańskiego i spotkałam się najpierw z proboszczem, a później z administratorem apostolskim. Zamieszkałam w ośrodku duszpasterskim, w którym znajdują się plebania i kościół. Parafi jest malutka, liczy ok. 60 wiernych. W budynku obok mieszkają siostry elżbietanki, które prowadzą centrum dla dzieci. Tam też odbywają się np. zajęcia muzyczne, z rysunku czy warsztaty rękodzieła artystycznego. Siostry mają punkt z odzieżą, w którą zaopatrują potrzebujących. Na terenie parafii działa też ośrodek Caritas dla dzieci z zespołem Downa, który realizuje program terapii indywidualnej. Na razie moim głównym zadaniem jest posługa wśród dzieci i młodzieży. Spotykamy się na katechezach, zabawach, wspólnie gotujemy, gramy w planszówki, oglądamy filmy religijne. Obecnie w Kazachstanie jest czas powolnego odradzania się po pandemii – mówi Oktawia.

W pierwszych dniach pobytu w Boliwii ks. Wiesław spotkał się z dużą życzliwością i otwartością miejscowej społeczności. – Zostałem przyjęty bardzo pozytywnie. Ludzie się cieszą i doceniają to, że są misjonarze, którzy opuszczają swoją ojczyznę, bliskich i chcą głosić Chrystusa w innych zakątkach świata. Parafia, w której posługuję, jest bardzo rozległa – należy do niej 108 wiosek. W głównej miejscowości mieszka ok. 2 tys. ludzi. Kiedy pojawiam się gdzieś po raz pierwszy, to najczęściej z ks. Jarkiem, siostrą zakonną lub katechistami. Moje zadania związane są głównie z posługą kapłańską, a więc ze sprawowaniem sakramentów. Codziennie mamy Eucharystię w kościele parafialnym. Kilka razy w tygodniu odprawiamy Msze św. w kaplicach w wioskach lub na cmentarzach. Obecnie przypatruję się przygotowaniom dzieci i młodzieży do przyjęcia sakramentów bierzmowania i Pierwszej Komunii Świętej, gdyż z początkiem grudnia kończy się rok szkolny. Zaangażowałem się też w formację ministrantów. Działają tu wspólnota i zespół młodzieży, którym towarzyszę. Przy parafii realizujemy pomoc charytatywną w ramach międzynarodowej Caritas. Są różne programy agrarne, żeby lepiej wykorzystywać możliwości ziemi, czy też inicjatywy związane z dożywianiem. Niedawno byłem na spotkaniu, gdzie oddano do użytku piec do wypieku chleba. Będzie on służył kilku rodzinom – opowiada ks. Mielewczyk.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama