• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Długo czekałaś, Polsko! Stanowczo za długo!

    Justyna Liptak Justyna Liptak

    dodane 28.08.2016 16:30

    - Dokładnie 70 lat temu w piwnicy więzienia przy Kurkowej siedemnastoletnia „Inka” - Danuta Siedzikówna i 42-letni ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk” zostali zamordowani - mówił abp Sławoj Leszek Głódź w bazylice Mariackiej w Gdańsku.

    Na wstępie homilii metropolita gdański nawiązał do pierwszego czytania Ezechielowego proroctwa: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów” (Ez 37,12). „Oto ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe” (Ez 37,5) . – Z Ezechielowym proroctwem stajemy wobec tych dwóch trumien. Złożono w nich doczesne szczątki naszej siostry, śp. Danuty Siedzikówny „Inki” i brata naszego, śp. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Żołnierzy wyklętych – żołnierzy niezłomnych. Za wierność Bogu i Polsce na śmierć skazanych i straconych – mówił arcybiskup.

    – Niegdyś zostały złożone w grobowej jamie bez szacunku przynależnego ludzkiemu ciału. Bez modlitwy ostatniego pożegnania. Po latach niewiedzy, gdzie je ukryto – zostały odnalezione. Podniesione z niej z czcią i pietyzmem. Zidentyfikowane – podkreślił metropolita.

    Arcybiskup zaznaczył, że odnalezienie „Inki" i „Zagończyka" było możliwe dzięki wytężonej pracy wielu ludzi. – To zespół archeologów i antropologów z Instytutu Pamięci Narodowej pod kierunkiem pana profesora Krzysztofa Szwagrzyka. Wspólnota w służbie prawdy i pamięci. Z determinacją poszukująca i odkrywająca utajone groby polskich bohaterów – ofiar komunistycznych zbrodni. To również genetycy z Instytutu Medycyny Sądowej, którzy te szczątki wydarte niepamięci starają się zidentyfikować. Przekazać rodzinom. Bliskim. Narodowi i ojczyźnie. Aby można było na ich trumnach złożyć pożegnalny pocałunek – dar ojczyzny, żegnającej bohaterów dróg ku wolności. Po chrześcijańsku pogrzebać tych, których sakrament chrztu związał z Chrystusem – na wieczność – mówił.  

    Metropolita przywołał również postać ks. Mariana Prusaka, kapelana powstania warszawskiego, więźnia PRL-u, która była świadkiem śmierci skazańców. – Przebywał wówczas na plebanii kościoła garnizonowego we Wrzeszczu. Chwilowo zastępował nieobecnego proboszcza, swego przyjaciela. Nocą został przewieziony na Kurkową. Wyspowiadał skazańców. Po latach zrelacjonował swoje przeżycia. Wspominał widok gromady młodych ludzi, zapewne ubowców, którzy przywitali skazańców obelgami i rynsztokowymi wyzwiskami. Komendę prokuratora wojskowego: „Po zdrajcach narodu ognia”, którą zakończył odczytywanie uzasadnienia wyroku śmierci. Okrzyk ich dwojga: „Niech żyje Polska!” – przypominał abp Głódź.

    – Sanitariuszko „Inko” , poruczniku „Zagończyku”, wasz ostatni okrzyk: „Niech żyje Polska”, który rozległ się na progu waszej śmierci, nie zamilkł. Biegnie ku nam. Przenika nasze serca! Przejmujący symbol waszej wielkości i dzielności. Waszej chwały i sławy. Waszej miłości i ofiary. To on przyprowadził tu dziś Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Wezwał nas wszystkich, abyśmy się tu stawili. W imię Polski, która nie zginęła. Żyje! Wolna i niepodległa! – podkreślił metropolita.

      "Jest mi smutno, że muszę umierać, powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". To słowa "Inki" skreślone niedługo przed egzekucją
    Justyna Liptak /Foto Gość
    – Okrzyk naszych braci i sióstr, obywateli polskiej ojczyzny, żołnierzy heroicznego antykomunistycznego powstania. Po latach nazwano ich żołnierzami wyklętymi. Żołnierzami niezłomnymi. Ale nazywano ich także inaczej: bandytami, zdrajcami ojczyzny, sługusami reakcji. Byli tropieni, tępieni, torturowani w czasie śledztw, zabijani, skazywani na wieloletnie wyroki, obdzierani z żołnierskiej czci, honoru, godności. Nie tylko oni, ale i ich rodziny – straszone i upokorzone. Antykomunistyczne powstanie, którego żołnierzami była „Inka” i por. „Zagończyk”, wybuchło ze sprzeciwu przeciw włączeniu Polski do bezbożnego, ateistycznego sowieckiego systemu. Rozpłomieniało w różnych miejscach ojczyzny – mówił kaznodzieja.

    Arcybiskup przytoczył również treść ulotki zredagowanej, na Pomorzu Gdańskim, najpewniej przez mjr. „Łupaszkę”. – Formułuje ona zwięźle i jednoznacznie cel podjętej walki. Ukazuje rodowód tych, którzy podjęli walkę:. „(…) nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wsi polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród (…), my chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”. Polski w znaku Białego Orła w dumnej królewskiej koronie, a nie sierpa i młota. Polski w znaku Maryi - przewodniczki na Chrystusowych drogach narodu „semper fidelis". Królowej Polskiej Korony. Wspomożycielki polskiego Kościoła – wyjaśniał.

    Metropolita zaznaczył, że dziś słyszy się, iż pewne ugrupowania zawłaszczają sobie słowo patriotyzm. – Tymczasem patriotyzm to nie jest moneta przetargowa. Ma być w nas, w naszych sercach. Tak jak był w sercach żołnierzy niezłomnych, którzy byli i są bohaterami polskiej wolności. Sługami ojczyzny. Autentycznymi polskimi patriotami – mówił abp Głódź.

    Arcybiskup Głódź nawiązał również do jednodniowej pielgrzymki św. Jana Pawła II do ojczyzny w maju 1995 roku. – Miała miejsce w nieprzyjaznej wobec katolickiej wspólnoty atmosferze, kiedy postkomuniści atakowali Kościół. Kreowali go na głównego przeciwnika wolności i demokracji w naszej ojczyźnie. To wtedy, w Skoczowie, św. Jan Paweł II zadał dramatyczne pytanie: „Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień?". Niestety może. Owocem tej amnezji historycznej jest zaczadzenie umysłu i manipulacja historyczną pamięcią, która nie skończyła się jak nożem uciął w 1989 roku. Trwała dalej, choć już nie tak agresywna, nie tak cyniczna. Zaciążyło to na drodze ostatnich dziesięcioleci. Na procesie oczyszczenia historycznej pamięci ze złogów kłamstwa, ideologicznych i politycznych manipulacji – mówił metropolita.

    – Relatywizowano historię powojennych lat. Kaleczono świadomość wchodzących w życie pokoleń. A wy młodzi często sami - po omacku - szukacie bohaterów i prawdy. To fenomen harcerstwa i skautingu, w którym młodzież wychowuje młodzież – dodał.

    – Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci. Staje w prawdzie swych czynów. Składa meldunek o wiernej i ofiarnej służbie ojczyźnie. Ich historia płynie wreszcie zgodnie z prądem polskich sumień – podkreślił metropolita.

    – Długo czekałaś „Inko” na ten dzień! Długo czekałeś nań, Panie Poruczniku „Zagończyku”! Długo czekałaś, Polsko! Stanowczo za długo! Panie Prezydencie, dziękujemy za awanse: za stopień oficerski „Inki” i „Zagończyka” – mówił metropolita.

    Po tych słowach w bazylice Mariackiej rozległo się głośne "cześć i chwała Bohaterom".

    Przeczytaj także:

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Stefan1
      28.08.2016 20:41
      Taki wpis znalazłem w Dzienniku.pl. Uważam że taka jest prawda, niestety.
    • Stefan1
      28.08.2016 20:41
      "19 stycznia 1945 r. gen. Okulicki rozwiązał siły zbrojne AK i zwolnił z przysięgi wojskowej żołnierzy AK. Czy zatem można tych co nie podporządkowali się rozkazowi nazywać żołnierzami? Chyba nie. Na to są inne określenia."
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół