• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Stocznia w eterze

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 23/2013

    dodane 06.06.2013 00:00

    – Na to, żeby mówić o naszym życiu w Stoczni Gdańskiej zgodziliśmy się z pewnym oporem – wspomina Czesław Szultk, były stoczniowiec. Jest jednym z tych, których wspomnienia spisała i przeniosła na stoczniowy mur w 2004 roku artystka Iwona Zając.

    Po ośmiu latach, w styczniu tego roku, mur otaczający stocznię od ul. Jana z Kolna został zburzony. Razem z nim zniknęły wspomnienia stoczniowców. Teraz w tym miejscu powstaje droga, która przetnie nową dzielnicę Gdańska, Młode Miasto. Ale zanim maszyny budowlane rozbiły mur, spisane na nim słowa zostały sfotografowane, a dokumentację nieistniejącego już projektu przeniesiono do internetu. To nie wszystko. Iwona Zając wyjęła z własnych archiwów taśmy z nagraniami rozmów ze stoczniowcami. Nagrania zostały oczyszczone z zakłóceń i także umieszczone w sieci. Ale to był dopiero początek nowego przedsięwzięcia związanego ze Stocznią Gdańską. – Teraz oczyszczone, ale niepozbawione zakłóceń i odgłosów stoczni dźwięki będą odtwarzane jako zapis głosu ludzi, którzy w większości stąd odeszli – mówi artystka.

    – Dzięki współpracy z Radiem Gdańsk po raz pierwszy w obrębie nieistniejącego muru będzie można na falach radiowych wsłuchać się w ich opowieści. Zależy mi, by w przyszłości instalacja w postaci nadajnika pozostała w mieście na stałe. 1 i 2 czerwca, podczas Festival Hydro Active City, autorka projektu mogła wypróbować, czy jej pomysł uda się zrealizować. Przez dwa dni w miejscu, w którym rozpoczynało się niegdyś stoczniowe ogrodzenie i namalowany na nim mural, działał nadajnik radiowy o niewielkim zasięgu, emitujący nagrania rozmów przeprowadzonych ze stoczniowcami niemal przed dekadą. – To niezwykłe doznanie – tam, gdzie kiedyś stał mur, będzie można odbierać głosy stoczniowców przez telefon komórkowy albo przez radio – mówi Iwona Zając. – W całym przedsięwzięciu pomagają mi Piotr Jagielski, jeden z twórców Radia „Solidarność”, i montażysta Marek Iwanowski. Nie chcemy, żeby to przerodziło się w stację radiową o dużym zasięgu. Te wspomnienia są związane z tym miejscem i będą odbierane w obrębie muru. Mam nadzieję, że uda się tam na stałe zainstalować nadajnik. Teraz testujemy miedzy innymi, jak dużo prądu będzie on pobierać. Szukam też instytucji, która mogłaby wesprzeć ten projekt. Nie będzie to na pewno Europejskie Centrum Solidarności. Na to nie zgadzają się stoczniowcy. Na ścianie budynku przy ul. Jana z Kolna 30, gdzie zaczynał się mur, zainstalowano tabliczkę z kodem QR. Po „zeskanowaniu” go smartfonem będzie można wejść na stronę internetową przedsięwzięcia i obejrzeć zdjęcia muralu oraz przeczytać teksty dotyczące projektu. „Stoczniowej” radiostacji także będzie można posłuchać przez telefon. – Osiem lat temu Iwona namawiała nas do udziału w projekcie dość długo – mówi Czesław Szultk. – Przyjeżdżała do stoczni regularnie na rowerze i w końcu przekonała nas, że to, co robi, nie jest na pokaz, że to jest prawdziwe. To była jedyna okazja na to, żeby ktoś spoza stoczni mógł wysłuchać wspomnień ludzi, którzy całe życie tu przepracowali i są związani z tym miejscem. A dla nas jedyna możliwość, żeby się własnymi przemyśleniami, nadziejami, wspomnieniami i wątpliwościami podzielić z innymi. Podobnego zdania jest jego kolega, także były stoczniowiec, Janusz Ośka. – Mural pokazał, jak ciężka jest praca w stoczni. Musimy o tym pamiętać i przypominać kolejnym pokoleniom. Żeby historia znała losy stoczniowców, bo nasze wnuki mogą już tego nie pamiętać. Jeśli my o to nie zadbamy, to pamięć o robotnikach ze Stoczni Gdańskiej zaginie.Strona projektu „Stocznia w eterze”: http://www.stoczniaweterze.com

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół