• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Cuda na kółkach

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 32/2013

    dodane 08.08.2013 00:00

    – Pierwszy motocykl nabyłem za 300 złotych w wieku 8 lat. Odkładałem z urodzin i imienin oraz bułek maślanych. Codziennie miałem kupować je sobie w drodze do szkoły. Nigdy tego nie robiłem i tak ziarno do ziarnka...

    Zczasem do pierwszego motocykla dołączyły kolejne jednoślady, a także samochody. Witold Ciążkowski skończył technikum samochodowe, bo jak sam przyznaje, musiał nauczyć się, jak naprawiać i doprowadzać do błysku swoje cacka. Z biegiem lat przybyło ich już tak dużo, że nie mieściły się w garażu. W 2007 roku, kiedy kolekcja liczyła kilkadziesiąt odrestaurowanych pojazdów, pan Witold założył Gdyńskie Muzeum Motoryzacji.

    Przekraczając próg hali ekspozycyjnej, przenosimy się na urokliwą, brukowaną uliczkę z lat 20. XX wieku. – Interesuję się historią. Fascynuje mnie klimat dawnych miejsc. Wszystkie elementy wystroju pozyskiwałem latami – opowiada kolekcjoner. Najstarszym eksponatem prezentowanym w muzeum jest motocykl Raleigh z 1917 roku. Na wystawie znajdziemy także motory angielskie, francuskie, niemieckie, belgijskie oraz słynne polskie Sokoły. Jednak, jak podkreśla pan Witold, najwięcej emocji wzbudzają samochody. Szczególnie Ford T z 1926 roku. Henry Ford pragnął stworzyć samochód dla przeciętnej amerykańskiej rodziny. Auto miało być tanie, łatwe w naprawie i w prowadzeniu. Początkowo produkcja jednego egzemplarza zajmowała 12 godzin. Czas ten skrócił się potem do 90 minut. Co ciekawe, auto posiada trzy pedały. Lewy odpowiada za jazdę do przodu, środkowy do tyłu, a prawy uruchamia hamulec zasadniczy. Z tego względu w przedwojennej Polsce do prowadzenia Forda T potrzebowano oddzielnej kategorii prawa jazdy. Samochód wyprodukowano w liczbie ponad 15 milionów egzemplarzy. Obecnie w Polsce znajduje się zaledwie 10 takich aut, w tym tylko jeden na Wybrzeżu. Jego odrestaurowanie zajęło blisko pół roku. – Odnawianie pojazdów jest pracochłonne, kosztowne i zabiera wiele czasu. Te, które kupuję, zazwyczaj są w fatalnym stanie. Gdyby były w lepszym, nie byłoby mnie na nie stać. Zawsze dążę do tego, aby każde auto i motocykl wyglądały tak, jakby dopiero co wyszły z taśmy produkcyjnej – mówi kolekcjoner. W ciągu sześciu lat istnienia muzeum odwiedziło już kilkadziesiąt tysięcy miłośników motoryzacji. – Mieliśmy gości z tak egzotycznych krajów jak Urugwaj oraz Chile. Normą są wizyty Japończyków oraz obywateli Stanów Zjednoczonych – mówi pan Witold. Dzisiaj muzeum dysponuje niemal 200 zabytkowymi samochodami i motocyklami, a także dawnymi narzędziami, książkami technicznymi, plakietkami z rajdów samochodowych, a nawet papierośnicami zawodników. Aż 80 proc. eksponatów, z powodu braku miejsca, nie jest wystawiana. Muzeum otwarte jest od poniedziałku do soboty od 9.00 do 17.00.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół