• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Trud, który ma sens

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 16/2014

    dodane 17.04.2014 00:00

    – W wadowickim kościele wpadł mi do głowy pomysł, żebyśmy kanonizację Jana Pawła II uczcili pielgrzymką rowerową – opowiada Zbigniew Czajka, który wraz z trzema innymi śmiałkami wyruszył na do Rzymu, ostro pedałując.

    Wychodzę z kościoła, mówię to Jankowi. A on na to: „dokładnie o tym myślałem, jadąc do Wadowic” – kontynuuje.

    Wielka czwórka

    Jest ich czterech. Co łączy developera, właściciela firmy energetycznej, informatyka i architekta? Miłość do Jana Pawła II i… rowerowych podróży. Znają się ze wspólnych wyjazdów. W zeszłym roku odbyli pielgrzymkę śladami św. Brygidy, z Karlskrony do Wadsteny. Od lat jeżdżą też na pielgrzymki do Częstochowy. Raz w roku biorą udział w papieskiej sztafecie z Wadowic do Gdańska. – Idea jest taka, żeby myśl i duchowość Jana Pawła II niejako zawieźć z jego rodzinnego miasta na Wybrzeże – mówi pan Zbyszek. To właśnie podczas Mszy rozpoczynającej ten trzydniowy maraton rowerowy pojawił się pomysł, by połączyć trud z modlitwą i uczcić kanonizację wspólnym wyjazdem.

    Przygotowania od kuchni

    Piotr Zabłudowski, informatyk i programista, jest autorem znaku graficznego pielgrzymki. On także przygotowuje jadłospis. – Piotr w sprawach kuchni jest mistrzem. Przyznam, że kiedy czytam menu, trudno mi rozszyfrować niektóre pojęcia. Że nie wspomnę o smaku – mówi ze śmiechem pan Zbyszek. Pomagają też przyjaciele. Wekują gotowe dania, przyrządzane głównie z kaszy. Słoiki pojadą samochodem, razem z ekwipunkiem i częściami zapasowymi. Nie chcieli ryzykować wyjazdu z samymi sakwami. Droga jest długa i przykro byłoby rezygnować z dalszego pielgrzymowania, gdyby np. przytrafiła się jakaś kontuzja. Początkowo myśleli o kamperze. – Doszliśmy jednak do wniosku, że byłoby to zbyt komfortowe. A i pobudka byłaby trudniejsza. Z namiotu wstaje się lepiej – stwierdza Wojciech Mielnik, sopocki architekt. On będzie siedział za kierownicą auta dostawczego, towarzyszącego pielgrzymom. – Jesteśmy w 13 tygodniu przygotowań pod względem rodzinnym, zawodowym i fizycznym – relacjonuje Zbigniew Czajka. – Dieta, ćwiczenia kondycyjne to ciężka praca. Przejechałem 2400 km. Jeździliśmy też razem. To bardzo ważne, żeby się zgrać – dodaje. Przygotowania to jednak nie tylko trening dla ciała. Uczestnicy w szczegółach planują każdy dzień. – Mamy rozpisany cały rozkład. Wiadomo, że odstępstwa od planu są nieuniknione. Decyduje pogoda, albo zaistniałe zdarzenia. Jednak kiedy wszystko jest zaplanowane, łatwiej nam będzie to objąć – mówi Wojciech Mielnik.

    Prawie jak w zakonie

    Plan pielgrzymkowego dnia jest imponujący. Wstawanie o 5.30, później rozruch, gimnastyka, rozciąganie i przygotowanie śniadania. W trakcie przygotowań do wyruszenia na trasę – śpiew godzinek. Po śniadaniu pierwszy etap. Około 70 kilometrów. – Około godziny dziesiątej będzie przerwa na batonik – śmieje się pan Zbigniew. Potem kolejne trzy godziny jazdy i półtorej godziny na obiad. Trzeci etap to już końcówka. Dziennie muszą przejechać około 200 kilometrów. Później trzeba się nieco ogarnąć. Ale na tym nie koniec. Na miejscu, gdzie będą nocować, czeka ich modlitwa. – Każdy wiezie swój worek z intencjami. Podchodzimy do tego bardzo serio – dzieli się pan Wojciech. Na zakończenie dnia – rozważanie nauczania Jana Pawła II. – To rekolekcje w drodze. W pierwszym okresie, jeszcze w Wielkim Poście, rozważać będziemy stacje Drogi Krzyżowej. Później będziemy modlić się Koronką do Miłosierdzia Bożego – opowiada pan Wojciech.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół