Nowy numer 16/2018 Archiwum

Z wizytą u Madonny

– Swoista „maryjomania” panowała w średniowiecznym Gdańsku. Wizerunki Matki Bożej towarzyszyły gdańszczanom nie tylko w kościołach, ale także w zaciszu domowym. Spoglądały ze sztućców, talerzy, a nawet... szklanek do wznoszenia toastów – mówi Ewa Trawicka, archeolog.

Kult Matki Bożej jest zjawiskiem szczególnym i niezwykle istotnym dla wszystkich katolików. Jego początki sięgają IV w., jednak prawdziwe apogeum przypada na koniec średniowiecza. Najwięcej zabytków maryjnych odkrytych w nadmotławskim grodzie datowanych jest na XV w. i początek XVI stulecia. W tym czasie gdańszczanie na masową skalę peregrynowali po całej Europie, odwiedzając miejsca kultu Maryi.

Plakietki, dzwoneczki i ampułki

– W trakcie badań archeologicznych w obrębie historycznej części miasta odkryto przeszło 1200 zabytków, które wiązać można z kulturą pielgrzymkową. Są to przede wszystkim plakietki pielgrzymie, dzwonki i ampułki na wodę z cudownych źródeł. Większość z nich związana jest z kultem Matki Bożej – informuje Ewa Trawicka, pracownik Muzeum Archeologicznego.

Wszystkie te przedmioty, będące rodzajem „pamiątki z podróży”, sprzedawane były pątnikom w większości sanktuariów europejskich. – Naszywano je w widocznym miejscu na ubranie – najczęściej kapelusz, kołnierz kaptura lub torbę podróżną. Dzięki temu, już z daleka odróżniało się pielgrzymów od zwykłych podróżnych – wyjaśnia E. Trawicka. Poza plakietkami we wszystkich większych ośrodkach pielgrzymkowych można było kupić również inne dewocjonalia. Dużą popularnością cieszyły się rozmaite przedmioty wydające dźwięki: dzwoneczki, grzechotki, gwizdki. Powszechnie wierzono, że wygrywane na nich melodie odpędzają demony i złą pogodę. Należało jednak wcześniej dotknąć nimi świętej relikwii lub cudownego wizerunku. W wielu ośrodkach pątniczych znajdowały się źródełka, których wodom przypisywano cudowne właściwości lecznicze. Podobną moc uzdrawiania miały posiadać też rozmaite płyny związane z relikwiami. Na przykład rozrzedzana krew świętego czy wypływające systematycznie z relikwii oleje. – W ośrodkach kultu sprzedawano specjalne ampułki, które po napełnieniu świętym płynem lub wodą ze źródełka, pielgrzymi mogli zabrać do domu i stosować jako lekarstwo. Ampułki noszono często na szyi w charakterze amuletu lub przymocowane do ubrania – informuje E. Trawicka.

Kij do ręki i w drogę

W okresie późnego średniowiecza w całej Europie funkcjonowało kilkaset ośrodków kultu maryjnego, z których kilkadziesiąt miało charakter ponadregionalny. Spośród przeszło 300 plakietek pielgrzymich związanych z kultem Matki Bożej odnalezionych w Gdańsku, udało się do tej pory jednoznacznie rozpoznać zaledwie 6 ośrodków: Aardenburg, Akwizgran, Amersfoort, Einsiedeln, Rocamadour i Lede. Gdańszczanie, wyruszając na pielgrzymkę, musieli odpowiednio przygotować bagaż. – Obowiązywała zasada: „zabrać tak mało, jak tylko możliwe i tak wiele, ile trzeba”. W pochewce przytroczonej do pasa noszono nóż, w worku zarzuconym na plecy chowano odzież, parę zelówek, kubek, sieć lub wędkę do łowienia ryb oraz krzesiwo do rozpalania ogniska. Wodę pitną transportowano w wydrążonej dyni, pęcherzu zwierzęcym, ceramicznej manierce z dwoma uszkami do zawieszenia lub skórzanym bukłaku – mówi E. Trawicka. Nieodłącznym atrybutem pielgrzyma był kij, który pomagał w drodze, a w razie potrzeby mógł służyć także do obrony. Przed deszczem i chłodem chroniła peleryna, która pełniła też funkcję przykrycia podczas snu. Kapelusz z szerokim rondem, najczęściej opuszczonym do przodu, osłaniał przed słońcem. Pielgrzymi bardzo często przed wyruszeniem w drogę, składali różnego rodzaju śluby. Niektórzy powstrzymywali się od jedzenia mięsa. Inni szli całą drogę na boso. Popularną formą pokuty było także wstrzymywanie się od... mycia. – Ci ostatni pątnicy otaczani byli szczególnym szacunkiem, a wydzielane przez nich zapachy nazywano „świętymi woniami” – tłumaczy E. Trawicka. Ubodzy ludzie podróżowali bez gotówki. Niekiedy żebrali, innym razem zarabiali po drodze wykonując doraźne prace. Przekazując informacje z odległych stron, często dostawali w zamian posiłek. Dziennie pątnicy pokonywali średnio ok. 30 kilometrów. Na noc zatrzymywali się w klasztorach, gospodach i specjalnych noclegowniach rozmieszczonych gęsto wzdłuż głównych szlaków pielgrzymkowych. Na pielgrzyma czyhało po drodze także wiele różnorakich niebezpieczeństw. – Szczególnie groźne były przeprawy przez góry. Łatwo było zabłądzić, poślizgnąć się, spaść ze skały lub przemarznąć. Realnym zagrożeniem były też bandy rabusiów. Chętnie napadały ludzi w górach, gdzie ruch był niewielki – wyjaśnia E. Trawicka. Dotarłszy do celu, pątnik udawał się na całonocne modły, w czasie których przyjmował trzy postawy: bicie czołem, pozycję klęczącą z oczami i rękoma wzniesionymi ku niebu oraz klęczenie ze złączonymi rękoma, co upowszechniło się w XIII w.

Madonna bez głowy

Gdańszczanie nie oddawali czci Maryi jedynie poprzez pielgrzymowanie. Madonna towarzyszyła im na co dzień. – Jej wizerunki i inskrypcje o tematyce maryjnej możemy znaleźć na kaflach piecowych, naczyniach, sztućcach, świecznikach, a także biżuterii i fragmentach strojów – wylicza E. Trawicka. Kres kultu maryjnego w mieście przyniosła reformacja. Podczas eksploracji średniowiecznej kloaki przy ul. Tokarskiej w Gdańsku, archeolodzy znaleźli figurki Madonny z obciętymi głowami. Był to na pewno wynik reformacyjnej „wojny z bałwanami”, czyli zwalczania kultu obrazów, relikwii, świętych oraz właśnie kultu maryjnego. Po 1526 r., w mieście nastąpił bardzo szybki zanik katolicyzmu i co za tym idzie, adoracji Matki Bożej. Wystawę „Archeologiczne świadectwa kultu maryjnego w średniowiecznym Gdańsku” można odwiedzać w Muzeum Archeologicznym do końca maja.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma