• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Przymiarki teorii do rzeczywistości

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 38/2014

    dodane 18.09.2014 00:00

    Alumni w parafiach. – Z praktyk klerycy wracają radośni. Czują się umocnieni w przekonaniu o słuszności swojego wyboru – mówi ks. prał. Grzegorz Szamocki, rektor GSD.

    Proboszczowie chętnie zgłaszają się do seminarium po kleryków. – Tych zgłoszeń jest z reguły więcej niż alumnów studiujących na rocznikach objętych programem praktyk – mówi ksiądz rektor. – Wybieramy więc te parafie, które nie tylko potrzebują duszpasterskiego wsparcia, ale również takie, w których kleryk może się wiele nauczyć. Chodzi nam o to, by ta praktyka była jak najbardziej wszechstronna – dodaje. Jak podkreśla ks. Szamocki, praktyki są wpisane w program kształcenia przyszłych kapłanów. Opiera się ono na czterech płaszczyznach, którymi są: formacja ludzka, duchowa, intelektualna i pastoralna.

    – To w ramach tej ostatniej klerycy odbywają praktyki w parafiach, gdzie ćwiczą się duszpastersko w głoszeniu słowa Bożego, sprawowaniu liturgii publicznej z ludem. Wreszcie uczą się budowania właściwych relacji z wiernymi i uczą katechezy – wylicza. Formacja pastoralna pozwala im poznać co najmniej pięć parafii. Pierwsze wyjazdy na praktyki odbywają już na czwartym roku w okresie Wielkiego Postu. Trwają półtora tygodnia. Mają wówczas wymiar szkolno-katechetyczny. Kolejne odbywają we wrześniu, na początku piątego roku. – To praktykowanie w liturgii, począwszy od czytania słowa Bożego, poprzez przygotowywanie komentarzy, modlitwy wiernych, wprowadzenie dzieci do uczestnictwa we Mszy św., aż po pracę z dziećmi, młodzieżą, ministrantami – opowiada rektor. We wrześniu do parafii udają się także diakoni. – Mają w ciągu ostatniego roku praktykę na trzech parafiach. We wrześniu na jednej, później od października do końca stycznia jeżdżą na niedziele do innej. W trzeciej parafii praktykują w Wielkim Poście. Podczas roku akademickiego są to zwykle parafie miejskie. Wówczas dojeżdżają z seminarium. We wrześniu i w Wielkim Poście to często parafie wiejskie, położone dalej od Oliwy – relacjonuje ks. Grzegorz Szamocki.

    Młody ksiądz w szkole

    Cisza. Aż trudno uwierzyć, że to zajęcia z trzecią klasą gimnazjum. Prowadzi kleryk Andrzej Lojtek. Używa słów, które trafiają do uczniów. Zna ich język. Obok przy tablicy stoi katecheta. Słucha, czasem dodaje kilka zdań. – Z klerykiem współpracuję już po raz czwarty lub piąty. Uważam, że te praktyki są bardzo dobre. Sam przez nie przechodziłem. Jako diakon pracowałem w Małym Kacku. Z perspektywy oceniam, że ten czas zaowocował w moim życiu dobrym kontaktem z młodzieżą. Człowiek wchodząc w kapłaństwo, przeżywa spotkanie z czymś, co już poznał. Nie wchodzi do jakiejś nowej rzeczywistości – mówi ks. Dariusz Bobek, katecheta w gimnazjum nr 2. – Księdzem jestem od trzech lat i nie mam jakiegoś superdoświadczenia. Ale staram się jak najlepiej wprowadzić kleryka w pracę w szkole oraz na parafii, z grupami duszpasterskimi – zapewnia. Oprócz katechizacji Andrzej pracuje także w parafii. Ale formacja, która tu się odbywa, polega także na kontakcie z drugim człowiekiem. – Bardzo wiele wnosi doświadczenie wspólnoty, która jest na plebanii. Spotykam się ze starszymi kapłanami. W sopockiej parafii NSPJ jest dwóch księży emerytów, którzy bardzo chętnie dzielą się swoim doświadczeniem duszpasterskim. Jeden z nich wspomina, jak to miał 33 katechezy w tygodniu – mówi z uśmiechem Andrzej Lojtek. Poprzednią praktykę odbywał w Luzinie. – Pochodzę z Gdyni. Mieszkałem tam od urodzenia. Przebywając przez dwa tygodnie w Luzinie, zobaczyłem zupełnie inną rzeczywistość, inny świat, inny sposób myślenia. Teraz Sopot. Zaledwie kilka kilometrów od mojej rodzinnej parafii na Karwinach, a jest to parafia o całkiem innym charakterze. Poznanie różnych placówek daje bogactwo doświadczeń do przyszłej pracy duszpasterskiej – ocenia.

    Różnorodność buduje

    Paweł Łuczak pochodzi z parafii w Swarzewie. Tam od dziecka poznawał specyficzne duszpasterstwo, jakie realizowane jest w maryjnych sanktuariach. Obecnie odbywa praktykę w kościele św. Franciszka z Asyżu w Gdańsku. – Poprzednią praktykę miałem na parafii wiejskiej w Giemlicach. A praca tutaj, w Gdańsku, jest swego rodzaju przeskokiem. – Moim marzeniem było trafić na miejską parafię – dzieli się Paweł. – Pochodzę z parafii wiejskiej. Środowisko w mieście znacznie różni się od tego wiejskiego. To zupełnie inna emocjonalność, inne problemy… To także nieco inna pobożność. Na Kaszubach ta pobożność jest prosta. Jej filarami są sakramenty i Różaniec. Tutaj są przeróżne duszpasterstwa. Myślę, że grupy duszpasterskie w mieście nie tylko dają ludziom rozwój duchowy, ale są często odskocznią od samotności, której ludzie doświadczają w blokach – zauważa. Jakie widzi różnice pomiędzy formacją w seminarium a czasem spędzonym na parafii? – Tego nie można porównywać. Nauka w seminarium dobrze przygotowuje nas od strony teoretycznej. Praktyki są po to, by móc zastosować to wszystko w rzeczywistości. Jeżeli człowiek potrafi to połączyć, osiąga efekty – komentuje. – Seminarium to nie zamrażarka. Nie mrozimy się tam na sześć lat, żeby później ruszyć do walki ze złem i przeciwnościami – żartuje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół