• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nowy wymiAR historii

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    To pierwszy taki przewodnik w Polsce. Jego kanwą było życie i wspomnienia byłego więźnia.

    Felicjan Łada w milczeniu zbliża się do Bramy Śmierci. Zatrzymuje się tuż za nią, tylko przez chwilę zerka na zwiedzających, aby już po chwili znowu spojrzeć na wrota, które wiodły do miejsca, w którym życie ludzkie nie miało większego znaczenia.

    To było zimą...

    20 stycznia 1943 r. do KL Stutthof przyjeżdża transport tzw. Polizeihäftlingów, czyli więźniów policyjnych, wśród których jest również Felicjan Łada. Aresztowany jesienią 1942 r. w Gdyni, otrzymuje w Stutthofie numer 18 252 i „czerwony trójkąt”. To początek obozowej drogi, która zapoczątkuje w przyszłości powstanie aplikacji „Stutthof. Nowy wymiAR”.

    AR, czyli z angielskiego augmented reality, oznacza rozszerzoną rzeczywistość i świetnie oddaje założenie tego projektu – by pokazać dawny obóz koncentracyjny z perspektywy byłego więźnia. – Pomysł na taką realizację kiełkował w mojej głowie od kilku lat. Jednak cały czas brakowało partnera, który wcieliłby go w życie – mówi Piotr Chruścielski, adiunkt w Dziale Naukowym Muzeum Stutthoff i merytoryczny autor aplikacji. Możliwość realizacji projektu nadarzyła się w 2014 roku. – W przedsięwzięcie włączyła się Politechnika Gdańska, a konkretnie inż. Przemysław Kubicki, obecnie absolwent PG, który pod kierunkiem dr. inż. Mariusza Szwocha wykonał aplikację pozwalającą zwiedzić Muzeum Stutthof w zupełnie nowatorski sposób – wyjaśnia P. Chruścielski. Niemiecki obóz koncentracyjny Stutthof to jedno z głównych miejsc martyrologii narodu polskiego w historii Pomorza Gdańskiego w czasie drugiej wojny światowej. Tutaj splotły się losy ok. 110 tys. więźniów z całej Europy, z których, według szacunków, 65 tys. poniosło śmierć. Obecnie na terenie byłego KL Stutthof, który liczył ok. 20 ha, zachowało się niewiele obiektów. Stąd, aby zwiedzający mógł choć przez chwilę poczuć prawdziwą historię tego miejsca, Piotr Chruścielski zdecydował, że najlepiej byłoby, gdyby po obozie „oprowadzała” osoba będąca częścią tego tragicznego czasu. – Od momentu, w którym po raz pierwszy spotkałem pana Felka, wiedziałem, że to on powinien być przewodnikiem. Spędził w obozie dwa lata, poza tym ma doskonałą pamięć i chciał podzielić się swoją historią – podkreśla pan Piotr. Tak powstała aplikacja, która działa na bazie GPS-u i wprowadza zwiedzającego w środek obozowego życia. – Cały obszar terenu Muzeum Stutthoff został pokryty siatką punktów, do których przypisano poszczególne materiały i prezentacje. Można to wszystko obejrzeć na ekranie tabletu, który zwiedzający może wypożyczyć w Muzeum Stutthof – mówi autor.

    Śladami historii

    Zwiedzanie zaczyna się przy bramie wejściowej, następnie zainstalowana na urządzeniu aplikacja automatycznie kieruje odwiedzającego do każdego z 23 punktów. – Starałem się, aby podróż współgrała z wystawą stałą muzeum, bo jest ona niezwykle ważna, ale poza tym chciałem, aby o każdym miejscu ze swoich doświadczeń obozowych opowiedział pan Felek – mówi P. Chruścielski. Jedną z historii, która zapada w pamięć, jest spotkanie F. Łady z matką. – Brzmi to jak abstrakcja, by więzień osadzony w obozie koncentracyjnym mógł wypić z bliską sobie osobą herbatę, tymczasem taka sytuacja miała miejsce. Potrzebne było jednak szczęście, trochę sprytu i znajomości. Dzięki takiej „mieszance” pan Felek spotkał się ze swoją matką, o czym opowiada w jednym z punktów – mówi autor. Bo projekt „Stutthof. Nowy wymiAR” to nie suchy komentarz, ale możliwość wysłuchania historii w przekazie żyjącego jeszcze świadka wydarzeń. – Naszą wystawę wyróżnia fakt, że część wywiadów z panem Felicjanem wykorzystanych w aplikacji została nagrana na terenie muzeum. Zwiedzający ma więc niebywałą okazję podążyć śladami osoby, która pamięta to miejsce z czasów jego funkcjonowania – mówi P. Chruścielski. W zależności od miejsca na ekranie tabletu wyświetlany jest wywiad z panem Felicjanem, można zobaczyć również archiwalne zdjęcia, kartki świąteczne i portrety wykonane przez więźniów w obozie. To wszystko ma rozszerzyć rzeczywistość i pokazać zwiedzającemu przestrzeń tego konkretnego miejsca sprzed kilkudziesięciu lat. – Ta historia jest subiektywna, ale jak najbardziej autentyczna. Dzięki przekazowi wiemy, w jakich warunkach pan Felek spał i jadł posiłki. Jak układały się relacje między więźniami. Jak rozbudowywano obóz, a także jak dokonywano eksterminacji – zaznacza autor.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół