• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Westerplatte odżyje

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 11/2017

    dodane 16.03.2017 00:00

    Jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Polsce. Symbol narodowy. Przez lata nazywane było rupieciarnią, wysypiskiem śmieci, skansenem...

    Na początku 2016 r. informowaliśmy o utworzeniu Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Na konferencji prasowej wiceminister Jarosław Sellin zapowiedział powrót do koncepcji z lat 2005–2007, kiedy przy ówczesnym wojewodzie powstały grupa organizacyjna i założenia placówki. Jednak po 2007 r. rząd PO zrezygnował z tego pomysłu na rzecz Muzeum II Wojny Światowej. Od decyzji wiceministra Sellina minął ponad rok. Ile udało się zrobić?

    Od kilku miesięcy nową placówką kieruje Mariusz Wójtowicz-Podhorski. To znany w Gdańsku badacz historii obrony Westerplatte, autor komiksów oraz monografii popularnonaukowej. Współtworzył też Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej, które m.in. dbało o porządek na półwyspie i zabezpieczenie historycznych obiektów. – Przez lata Westerplatte popadało w coraz większą ruinę. Niszczały kolejne zabytkowe budynki związane z historią września 1939 r. Turyści przechodzili obok stert śmieci i niesprzątanych odchodów. Władze miasta nie interesowały się losem półwyspu. Zamiast wizji było to festynowe „mydło i powidło” – uważa dyrektor.

    Sytuacja, zdaniem M. Wójtowicza-Podhorskiego, nie zmieniła się po utworzeniu Muzeum II WŚ. – Dyrekcja placówki nigdy specjalnie nie interesowała się losem Westerplatte. Przez 9 lat istnienia Muzeum II WŚ na półwyspie powstała zaledwie jedna wystawa plenerowa. Spośród kilkudziesięciu gablot tylko parę opowiada skrótowo o obronie Westerplatte, czyli o tym, o czym zwiedzający chcą się dowiedzieć najwięcej – podkreśla.

    Na te zarzuty odpowiada dr Janusz Marszalec, wicedyrektor Muzeum II WŚ: „Pokazujemy na wystawie nie tylko siedem dni obrony, ale też szeroki kontekst tego dramatycznego wydarzenia, mówiąc o zagładzie elit Pomorza, o Piaśnicy, o wypędzeniach Polaków i o pakcie Ribbentrop–Mołotow, o okrucieństwie Wehrmachtu i o czwartym rozbiorze Polski”.

    Jako dyrektor Muzeum Westerplatte M. Wójtowicz-Podhorski stoi przed szansą zmiany wizerunku półwyspu. – Co udało się dotychczas zrobić? Obecnie terenami dawnej składnicy na Westerplatte zarządza prawie 10 instytucji, których kompetencje często się na siebie nakładają. Jesteśmy w trakcie procesu scalania tych gruntów. To zadanie priorytetowe, które pozwoli na realizowanie spójnej wizji Westerplatte – wyjaśnia. Od kilku miesięcy muzeum prowadzi na półwyspie pierwsze od 1945 r. wielopłaszczyznowe badania archeologiczne. – Słyszeliśmy: „Po co? Dlaczego? Przecież już wszystko znaleziono”. Tymczasem z niewielkiego terenu wydobyliśmy 4,5 tys. cennych obiektów. To m.in. rzeczy osobiste żołnierzy, guziki, elementy umundurowania, amunicja. Najcenniejszym znaleziskiem jest pogięty orzełek z czapki jednego z obrońców. Wszystkie zabytki trafią na naszą ekspozycję. Co więcej, okazało się, że na półwyspie wciąż znajdowało się wiele niewybuchów i niewypałów. Uspokajam, że przy pomocy saperów zostały one rozminowane i wywiezione – opowiada M. Wójtowicz-Podhorski. – Zamierzamy zrewitalizować istniejące obiekty i zrekonstruować te, które z biegiem lat popadły w ruinę. Mowa tu m.in. o budynku koszar, Willi Oficerskiej czy ukazaniu reliktów zniszczonej Wartowni nr 5 – informuje dyrektor.

    Na półwyspie pojawią się też rekonstruktorzy odtwarzający armię II RP. – Chcemy, by historia obrony Westerplatte została opowiedziana w sposób żywy, interesujący. Będziemy dążyć do tego, by turyści mogli poznać od rekonstruktorów szczegóły na temat umundurowania czy nauczyć się obsługi broni wykorzystywanej w obronie Westerplatte, np. armaty polowej – mówi dyrektor.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół