• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Fotografia Zmartwychwstałego?

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 15/2017

    dodane 13.04.2017 00:00

    Naukowcy z Gdańska zbadali Chustę z Manoppello − relikwię Grobu Pańskiego, jedną z największych tajemnic współczesnego świata. Co odkryli?

    Manoppello, położone w Apeninach Środkowych, z zabytkową romańską świątynią przez lata pozostawało jednym z wielu malowniczych włoskich miasteczek. Oczy całego świata zwróciły się w kierunku miejscowości za sprawą niemieckiego dziennikarza i pisarza Paula Baddego, a właściwie jego książki „Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”. Opisuje ona historię prywatnego śledztwa, w którym autor doszedł do wniosku, że Chusta z Manoppello, znajdująca się w miejscowym kościele Volto Santo, jest tak naprawdę... chustą grobową z wizerunkiem Jezusa Chrystusa. Znalezienie relikwii wzbudziło wielkie zainteresowanie Kościoła katolickiego, wiernych z całego świata, turystów, mediów oraz przedstawicieli świata nauki. Jednymi z pierwszych polskich naukowców, którzy zdecydowali się zbadać tajemniczą chustę, byli prof. Zbigniew Treppa oraz dr Karolina Aszyk, wykładowcy Uniwersytetu Gdańskiego. Do jakich wniosków doszli badacze? Czy potwierdzili autentyczność relikwii? A może odkryli wielkie fałszerstwo?

    Nie ręką ludzką wykonany

    On jest analitykiem obrazu, fotografem i teologiem. Ona – malarką i fotografem. Prywatnie są małżeństwem. W Manoppello stanęli przed kawałkiem tkaniny o rozmiarach ok. 17 x 24 cm, umieszczonym pomiędzy dwiema szybami w relikwiarzu oprawionym w zdobione ramy. Gdańscy naukowcy zrobili chuście setki zdjęć. Do obserwacji była wyjmowana z cyborium. Po dogłębnej analizie okazało się, że unikatową cechą wizerunku z chusty jest jego wariantowość wywoływana różnym kątem oświetlenia obiektu. − W zależności od tego, jak pada światło, zmienia się twarz postaci przedstawionej na chuście − usta wydają się raz otwarte, raz zamknięte − mówią badacze. Co więcej – obraz posiada awers i rewers o takim samym stopniu nasycenia barwą. − Po konsultacjach z historykami sztuki i konserwatorami okazało się, że nie ma takiego dzieła sztuki, które byłoby idealnie obustronne − wyjaśniają. Analiza fotografii wykonanych z zastosowaniem oświetlenia o bardzo małym kącie padania światła, uwydatniająca najdrobniejsze szczegóły załamań i zgięć tkaniny, pozwoliła postawić tezę, że materiał, na którym znajduje się wizerunek, to najprawdopodobniej bisior. Bardzo rzadka, delikatna, stosowana w starożytności tkanina, której nici pochodzą z wydzieliny małżów, charakteryzuje się tym, że nie da się na nią nałożyć pigmentu. Badacze dopuszczają także możliwość, że materiałem może być len. Jednak niezależnie od rodzaju tkaniny, z której została wykonana chusta, widoczny na niej obraz posiada cechy − wspomnianą wcześniej wariantowość czy idealną obustronność – niewystępujące na żadnym spośród znanych dzieł sztuki. − Po dogłębnych i długotrwałych badaniach nie mam wątpliwości, że Chusta z Manoppello jest acheiropoietos, czyli obrazem nie-ręką-ludzką-wykonanym − podkreśla prof. Treppa.

    Jeśli nie obraz, to co?

    Czym więc jest Chusta z Manoppello? I być może ważniejsze pytanie: jak powstała? – Brakuje obecnie w pełni racjonalnego wytłumaczenia sposobu utworzenia się obrazu. Można domniemywać, że powstał on na drodze nadprzyrodzonej − odpowiada prof. Treppa. − Prawdopodobnie doszło do podobnego zjawiska jak w przypadku Całunu Turyńskiego – w momencie uwalniania się ciała na powierzchni włókien utworzył się obraz będący efektem promieniowania. Nie mam wątpliwości, że w obrazie chusty należ dostrzec oblicze Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego, który po przeniknięciu przez płótna pozostawił je pustymi − dodaje naukowiec. Co ciekawe, wnikliwa analiza porównawcza za pomocą fotograficznych powiększeń wykazała związek z Całunem Turyńskim. − Okazało się, że wizerunek z chusty i z całunu łączą identyczne cechy anatomii twarzy: długość, szerokość, cechy somatyczne, kształt – właściwości są takie same − zaznacza badacz. Część osób błędnie utożsamia tkaninę z Manoppello ze słynnym materiałem, którym św. Weronika wytarła oblicze Jezusa. Inni kojarzą ją z pośmiertną chustą, która leżała w grobowcu bezpośrednio na twarzy Chrystusa. Tymczasem Chusta z Manoppello nie jest ani jednym, ani drugim. To najprawdopodobniej chusta, znajdująca się na całunie w miejscu, w którym spowijał on twarz. Oznacza to, że nie stykała się bezpośrednio z ciałem, ale z płótnem. − Taką chustę, która „była na głowie Jezusa”, odkryli apostołowie Piotr i Jan po wejściu do pustego grobowca trzeciego dnia po złożeniu w nim ciała ich Mistrza. Znaleźli wówczas chustę „leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu [eis ena topon]” (J 20,7). Odnośnie ostatniego passusu, a szczególnie frazy eis ena topon możliwe też jest inne tłumaczenie: „w jedynej pozycji”, co – zdaniem niektórych badaczy, w których gronie również sam się znajduję – miałoby wskazywać na chustę przechowywaną dzisiaj w Manoppello − mówi prof. Treppa.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość
      14.09.2017 09:53
      utożsamienie z "Sudarion" zupełnie dowolne http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/manoppello_badde2.html
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół