• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Taktykę zostawiają Bogu

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 24/2017

    dodane 15.06.2017 00:00

    Jeśli chcesz, mogą się za ciebie pomodlić. W tramwaju, sklepie, na ulicy albo na uczelni. Poznasz ich po żółtej naszywce i otwartości na drugiego człowieka.

    Z inicjatywą po raz pierwszy spotkali się w 2015 roku. – Było to w czasie wyjazdu naszego Duszpasterstwa Akademickiego, działającego przy parafii Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku w Tatry. Na szlaku do Czarnego Stawu zobaczyliśmy dziewczynę z przyczepioną do plecaka naszywką, która zwróciła naszą uwagę – wspomina Damian Janczara, nauczyciel historii w jednej z gdańskich szkół, współtworzący Wolnych Strzelców na Pomorzu. Zrobili zdjęcie „odznaki” i na jakiś czas zapomnieli o całej sprawie. Dopiero pod koniec ubiegłego roku, przeglądając zdjęcia z wyjazdu, Damian ponownie natrafił na fotografię przedstawiającą naszywkę. – Wpisałem w wyszukiwarkę hasło, które było na niej zamieszczone: „Jeśli chcesz, mogę się za ciebie pomodlić”, i wyskoczyła strona Wolnych Strzelców – wyjaśnia. Zaczął przeglądać internet w poszukiwaniu dalszych informacji, które doprowadziły go do Krakowa i oo. jezuitów. – Zaproponowali wyjście z modlitwą na zewnątrz, do tych, którzy jej najbardziej potrzebują. Od razu spodobał mi się ten pomysł i stwierdziłem, że musimy zrobić coś takiego u nas w parafii, tworząc gdański oddział Wolnych Strzelców. Niedawno wystartowaliśmy – opowiada.

    Śmiałkowie z żółtą odznaką

    Wolni Strzelcy to chrześcijanie, którzy chcą indywidualnie modlić się za innych. – W tej formacji nie ma jednej utartej modlitewnej metody. Bo każdy musi wspólnie z Bogiem rozeznać swoje powołanie oraz wyrobić swój styl i sposób, w jaki będzie wspierał bliźniego – wyjaśnia ks. Adam Kołkiewicz, opiekuna akcji i Duszpasterstwa Akademickiego przy parafii Matki Bożej Fatimskiej. Co wyróżnia ich z tłumu? Żółta naszywka – ich „odznaka”, która powinna być umieszczona zawsze w widocznym miejscu – aby każdy mógł Wolnego Strzelca rozpoznać i móc poprosić o modlitwę. – Ta naszywka jednoznacznie nas identyfikuje. Jest to świadectwo tego, że jesteśmy chrześcijanami – otwartymi i chętnymi, by pomóc – mówi Damian. – Jezus był zawsze gotowy, aby służyć. Znamy wiele tekstów z Pisma Świętego, które mówią, że przychodzili do Niego ludzie i prosili o modlitwę. Później to zadanie wypełniali apostołowie. Byli otwarci na drugiego człowieka i dzięki tej postawie wielu – zarówno Żydów, jak i pogan – nawracało się na chrześcijaństwo. To samo zadanie stoi przed nami – być świadkiem i naśladowcą Jezusa w dzisiejszym świecie – wyjaśnia D. Janczara. Oprócz naszywki Wolnych Strzelców wyróżnia jeszcze coś – to nie jest wspólnota osób, które regularnie spotykają się ze sobą. Jednak aby samoformacja, jak nazywa ją Damian, miała sens, u jej podstaw muszą zawsze być sakramenty – Eucharystia i pokuta. – Są źródłem tego, co najważniejsze – miłości i przebaczenia. Modlitwa, adoracja i czytanie Pisma Świętego są dla mnie równie ważne. Bo spotykam się wtedy z Bogiem, który podpowiada mi, jak najlepiej działać wśród ludzi – mówi D. Janczara. – Wychodzimy poza kościelne mury i staramy się pokazać, że żyjemy wiarą na co dzień. Niektórym może się to wydawać skokiem na głęboką wodę, ale dla mnie jest to kolejny krok w wierze, bo mogę świadczyć o Jezusie wszędzie tam, gdzie jestem – mówi Damian. Ks. Kołkiewicz dodaje, że chociaż WS nie mają stałej formacji, nie znaczy to, że wcale nie będą się spotykać. – Planujemy co jakiś czas zapraszać na wspólną Eucharystię i adorację Najświętszego Sakramentu. Będzie to również szansa na podzielenie się świadectwem działalności i owocami modlitwy – wyjaśnia.

    Spotkasz ich wszędzie

    Wolny Strzelec dostępny jest zawsze. – Można nas spotkać w sklepie, w tramwaju, w kolejce, na spacerze – po prostu wszędzie. Jesteśmy wśród ludzi, w codziennej gonitwie ludzkiego życia, która w dzisiejszych czasach jest zawrotna. Sami również w niej uczestniczymy – podążając do pracy, do szkoły czy do innych naszych obowiązków – mówi Damian. Jednak w tym pośpiechu są nadal gotowi i otwarci na modlitwę lub na rozmowę z osobą, która ich o to poprosi. Do grupy należą osoby starsze i młodsze. Uczące się i pracujące. Łączy je wszystkie zapał, energia i chęć niesienia Chrystusa innym. – W czasie Mszy św. w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, kiedy zainaugurowaliśmy akcję, rozdaliśmy prawie 100 naszywek. Cały czas zgłaszają się kolejne osoby, które chcą podjąć się tego niezwykłego dzieła modlitwy za innych. Jest wiele dzieł prowadzonych przez różne duszpasterstwa, które pomagają materialnie i fizycznie. My chcemy iść do potrzebujących z naszą modlitwą i Bożym słowem – mówi ks. Adam. A jeśli akurat w okolicy nie ma Wolnego Strzelca, a modlitwa jest pilnie potrzebna? – Stworzyliśmy skrzynkę kontaktową. Jeśli ktoś chciałby wysłać nam prośbę z intencją modlitewną lub po prostu się z nami skontaktować, zawsze może to zrobić – dodaje. – Wzór wiadomości wygląda następująco: w temacie e-maila prosimy podać swoje imię, a w treści wiadomości – intencję modlitewną – wyjaśnia ks. Adam. I jednocześnie zaznacza, że wiadomości opisujące całą „historię życia” lub problemu, z którym ktoś się boryka, będą od razu usuwane. – Bóg zna doskonale historię każdego z osobna jak nikt inny, dlatego nie potrzeba jej opisywać. Wolni Strzelcy uderzają bezpośrednio w punkt – interesuje nas intencja. Analizę taktyczną i plan działania zostawiamy Bogu i Duchowi Świętemu – mówi ks. Kołkiewicz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół