• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Ale o fso poldzi, o co uazi?

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    Najstarszy w ich załodze jest... samochód. 30-letni uaz ma przed sobą trudne zadanie – dowieźć czwórkę śmiałków do Azji Środkowej.

    Na kilka dni przed rozpoczęciem rajdu emocje sięgają zenitu. Bo sprawy do załatwienia zdają się nie mieć końca. Wiza, paszporty, zapasowe koło i kanistry. No i trzeba jeszcze przyspawać bagażnik. Do ekipy śmiałków z Tczewa coraz bardziej dociera, że podróż zbliża się wielkimi krokami.

    Poldkiem na Sycylię

    Natalia Łosiak uśmiecha się szeroko i zaczyna wspominać, jak to się zaczęło, że kilku zapaleńców postanowiło przemierzyć Europę ikoną PRL. – Jakiś czas temu usłyszałam audycję o imprezie, która nazywa się „Złombol”. Pomyślałam, że to supersprawa i nawet zastanowiłam się, czy nie wziąć w niej udziału, dołączając do którejś załogi. Szybko jednak przyszła refleksja, ze najlepiej jechałoby mi się ze swoimi znajomymi, bo można wtedy słuchać ulubionej muzyki – uśmiecha się. Planów jednak nie porzuciła. Przeciwnie – kupiła poloneza. – Nie wiem, co ja miałam w głowie. Bo nie spojrzałam nawet na regulaminową listę aut. Znalazłam za to ogłoszenie i z tatą pojechałam do Malborka, skąd wróciłam „nowym” samochodem – mówi. Nie było już odwrotu. Teraz wystarczyło tylko skompletować załogę i zacząć przygotowania do rajdu. – Od razu pomyślałam o Mateuszu i Tomku, z którymi chodziłam do liceum. Zgodzili się – opowiada. Na Facebooku powstał ich profil „ale o fso poldzi?”. Znajomi pukali się w czoło i raczej z niedowierzaniem traktowali śmiałków. W końcu „poldek” pochodził z 1998 roku, a do przejechania było kilka tysięcy kilometrów. – Zaczęłam korespondować ze stałymi bywalcami „Złombola”, żeby podpytać, jak najlepiej się przygotować – jakich awarii się spodziewać i co ze sobą zabrać – wspomina Natalia. Rady doświadczonych kolegów i mała hurtownia z częściami zamiennymi w bagażniku na niewiele się przydały. – Polonez trasę przejechał prawie bez szwanku. Przepaliła się nam tylko żarówka – śmieje się dziewczyna.

    „Rekin” w Wenecji

    Byli pierwszą ekipą z Tczewa, która wyruszyła na „Złombol”. To ogólnopolskie wydarzenie o charakterze charytatywnym przyciąga co roku tysiące osób. W rajdzie mogą wziąć udział tylko samochody komunistycznej koncepcji lub produkcji. Dopuszczone są pojazdy osobowe, ciężarowe, autobusy, motocykle i motorynki. Uczestnicy imprezy udostępniają darczyńcom powierzchnię reklamową na swoim aucie. – Przekazane darowizny idą bezpośrednio na wsparcie dzieci z domów dziecka – wyjaśnia Mateusz Padykuła. Tak było również w przypadku ekipy „ale o fso poldzi?”. – „Złombol” pozwolił nam połączyć przyjemne z pożytecznym – zwiedziliśmy kawałek świata i wspomogliśmy dzieci – dodaje Mateusz. Kiedy na początku tego roku ogłoszono metę rajdu – załoga „poldka” od razu się zdecydowała. – W końcu Hiszpania to fantastyczny kraj na kolejną przygodę – podkreśla Natalia. I bardzo możliwe, że zrealizowaliby ten nowy plan, gdyby nie... „rekin”. – Jeszcze w czasie rajdu, podczas postoju w okolicach Wenecji, poszedłem popływać i skaleczyłem się o skałki. Noga nie wyglądała najlepiej. Na pobliskim kempingu zacząłem szukać kogoś, kto mógłby mi pomóc – wspomina Mateusz. Tak właśnie poznał chłopaków z ekipy „Ciuralla Squad” z Bydgoszczy, którzy zamiast plastra czy bandażu do opatrzenia rany użyli tego, co mieli pod ręką – trytytek i taśmy klejącej. – Martwego rekina znalazłem później i przyniosłem na potwierdzenie tego, że zostałem pogryziony. Tak powstała legenda, która krąży wśród nas do dzisiaj – śmieje się chłopak. Spotkanie było tym bardziej istotne dla załogi „poldka”, że zaowocowało 30-letnim uazem 469.

    Spełniają marzenia

    Od poznanej w Wenecji ekipy z Bydgoszczy Natalia dostała, jak się później okazało, propozycję nie do odrzucenia. – Po ogłoszeniu mety rajdu chłopcy chcieli odbić od Europy, która na podróżowanie, zwłaszcza takimi PRL-owskimi zabytkami, jest droga – mówi. – Poza tym całą trasę można przebyć autostradami i nie ma większego wyzwania. „Ciuralla Squad” zaproponowali, żebyśmy wyruszyli do Azji – dodaje Mateusz. O ile Europa niektórym znajomym rajdowców wydawała się wyzwaniem, o tyle Kirgistan był już zupełną abstrakcją. Ich to jednak nie zraziło i zaczęli przystosowywać swojego leciwego „poldka”, a także szukać dodatkowej osoby do ekipy. – Uznaliśmy, że podział kosztów, które w całości pokrywamy sami, na czworo będzie bardzo rozsądnym działaniem – uśmiecha się Natalia. Tak to załogi dołączyła Katarzyna Kryczyk. – Wcześniej zjeździłam na stopa całą Europę i kiedy Natalia zaproponowała, żebym wyruszyła z nimi, uznałam, że to świetny pomysł – mówi Kasia. W załodze jest również Tomek Leczkowski, który z Natalią i Mateuszem jechał na Sycylię. Zaczęli więc przygotowywać – siebie, jeśli chodzi o dokumenty, wiedzę o terenie, a także językowo, a „poldka” – mechanicznie. – Ruszyły prace nad zawieszeniem, bo trasa w dużej mierze prowadzi przez tereny górzyste. Z Natalią natomiast nie dało się pogadać, bo cały czas słuchała rozmówek rosyjskich – śmieje się Mateusz. Mimo że wszystko wdawało się dopięte na ostatni guzik, Natalii nie dawał spokoju pewien uaz. – Sprawdziłam ceny tych aut i okazało się, że nie są wygórowane. Przypadł mi do gustu zwłaszcza jeden egzemplarz i pokazałam go chłopakom z Bydgoszczy, którzy sami jeżdżą uazem. Byli zachwyceni – mówi. Pojechali więc zobaczyć „dzika” i nawet zdecydowali się na zakup. – Niestety, ówczesny właściciel wyjechał i wrócił dopiero po dwóch tygodniach, co spowodowało, że dopiero na miesiąc przed startem staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami uaza rocznik ‘87 – opowiada Mateusz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół