• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Brawa dla żółtych koszulek

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 41/2017

    dodane 12.10.2017 00:00

    – W szkole nie było osoby, która w jakiś sposób by się nie włączyła w organizację. Każdy chciał pomóc – mówi Julia Jankowska z II LO w Gdyni. – Musieliśmy wprowadzić limit wolontariuszy! – dodaje Anna Ćwiklińska-Rutka.

    Gdynia Arena po raz kolejny zamieniła się w salę koncertową dla znanych polskich wykonawców. Jednak tym razem za potężnym przedsięwzięciem nie stała żadna profesjonalna agencja eventowa, ale grupa uczniów z gdyńskiej „dwójki”.

    Dla Pauliny i Konrada

    Chcieli pomóc koledze i koleżance, którzy walczą z ciężkimi chorobami nowotworowymi.

    Paulina jest uczennicą III klasy liceum i choruje na białaczkę. Zmaga się z nią od 2 lat. Leczenie po udanym przeszczepie szpiku wciąż trwa. Jej organizm jest tak wyniszczony, że dziewczyna nie wychodzi z domu, w którym bardzo przydałby się remont. W kwietniu tego roku na raka trzustki zmarł ukochany dziadek Pauliny. Niestety, obecnie ze zdrowiem mamy też nie jest najlepiej. Konrad jest absolwentem „dwójki”. Po wakacjach rozpoczął studia na Politechnice Gdańskiej, lecz już po miesiącu wykryto u niego mięsaka kościopochodnego – nowotwór złośliwy umiejscowiony na kościach biodrowej, krzyżowej i guzicznej. Leczenie wymaga nowoczesnej terapii protonowej, której koszt to ok. 18 tys. zł. – Organizowaliśmy różne akcje, jakimi były kiermasze, sprzedaż ciast, loterie czy aukcje, ale pomysł, z którym przyszedł jeden z naszych uczniów wybiegał daleko poza szkolne ramy – mówi Elżbieta Zaręba, dyrektor II LO w Gdyni. Kajetan Wysokiński postanowił, że najlepszym sposobem na zebranie większej kwoty pieniędzy na leczenie kolegów będzie koncert charytatywny – z profesjonalnym nagłośnieniem, dużą sceną, dwutysięczną widownią i gwiazdami polskiej estrady. – Kiedy Kajetan powiedział mi o swoim pomyśle, miałem mieszane uczucia. Nie wiedziałem, czy żartuje, czy faktycznie chce się porwać z motyką na słońce. Okazało się, że mówił zupełnie poważnie, a co najlepsze – na tyle przekonująco, że dałem się namówić do wspólnej realizacji tego przedsięwzięcia – mówi Paweł Lemke, jeden z organizatorów. Kajetan przyznaje, że nie miał żadnego doświadczenia w organizacji imprez masowych. – Byłem zupełnie zielony. Wiedziałem tylko jedno – że jeśli chcemy, aby w Gdyni zagrali artyści znani w całej Polsce, musi być to impreza z dużą publicznością, aby muzyków zachęcić – wspomina. Tym sposobem od maja tego roku trwały przygotowania, w które włączyła się cała szkoła. Dzwonili i wysyłali maile do artystów, starali się zdobyć sponsorów, załatwiali pozwolenia... Poświęcili na to całe wakacje. – Pierwszym wykonawcą, który zgodził się wystąpić, był B.R.O. W tym momencie dotarło do nas, że ten koncert odbędzie się, że damy radę – mówi Paweł.

    Efekt kuli śnieżnej

    Imprezę zaplanowano na październik. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. – Tym samym udało się zdobyć Gdynia Arenę, ale to był dopiero wierzchołek góry lodowej, bo formalności zdawały się nie mieć końca – przy organizacji takiej imprezy trzeba mieć zgodę m.in. straży pożarnej, policji, szpitala, należy wynająć ochronę. Za każdym razem wypełnialiśmy tony dokumentów – mówi E. Zaręba. Kiedy dyrekcja, nauczyciele i rodzice zajmowali się sprawami urzędowymi, młodzi nie próżnowali – rozwieszali w mieście plakaty promujące koncert, sprzedawali bilety czy odwiedzali inne szkoły, żeby zachęcić swoich rówieśników do wzięcia udziału w przedsięwzięciu. – To wszystko działo się na początku obecnego roku szkolnego. W czasie wakacji nie udało nam się załatwić tak wiele, ile na miesiąc przed koncertem – mówi Anna Ćwiklińska-Rutka, koordynator koncertu z II LO. Chętnych do pomocy uczniów ciągle przybywało, każdy chciał choć trochę wspomóc akcję. – Musieliśmy wprowadzić limit wolontariuszy, którzy godzinami w swoim wolnym czasie – soboty, niedziele, wieczory – zupełnie bezinteresownie chcieli pomóc i zrobić coś dla innych – dodaje koordynator. Przedsięwzięcie zaczęło nabierać realnych kształtów i z małej „śnieżnej kulki” przeobraziło się w lawinę dobra. – Zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. Przybywało przedmiotów na licytację – otrzymaliśmy piłki z podpisami piłkarzy Arki, bony i vouchery na różne usługi i atrakcje, a nawet piękną szarą sukienkę z kryształkami Svarowskiego, która wykonana została dla aktorki Katarzyny Glinki do kalendarza marzeń dla dzieci chorych na raka przez Ewę i Piotra Krajewskich, trójmiejskich projektantów mody – mówi koordynator. Jednak najbardziej ucieszył ich gest jednego z rodziców, właściciela firmy budowlanej. – Zaoferował, że pomoże wyremontować dom, w którym Paulina mieszka sama z mamą – podkreśla pani Anna.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół