• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Irlandczyk, który chwały nie szukał

    dodane 26.07.2012 00:00

    Duszpasterstwo. W kwietniu z parafii katedralnej wyruszyli pątnicy do Petersburga. O jej celu, a także o historii archidiecezji gdańskiej z ks. prałatem Zbigniewem Zielińskim, proboszczem katedry oliwskiej, rozmawia ks. Rafał Starkowicz.

    Ks. Rafał Starkowicz: Skąd wziął się pomysł wyjazdu pielgrzymkowego do Petersburga?

    Ks. Zbigniew Zieliński: – Tradycją naszej parafii są doroczne pielgrzymki. Przygotowując nasz wyjazd odkryliśmy, że planowany termin rozpoczęcia pielgrzymki 21 kwietnia przypada w 90. rocznicę utworzenia Administracji Apostolskiej w Wolnym Mieście Gdańsku. Decyzja Piusa XI o jej powstaniu stworzyła warunki do tego, by trzy lata później została erygowana diecezja gdańska. Na jej czele papież postawił biskupa Rygi, szlachcica o irlandzkich korzeniach, niezwykle oddanego służbie Kościołowi. To właśnie określiło trasę naszego pielgrzymowania. Przemierzyliśmy Litwę, Łotwę i Estonię, aby dotrzeć do Petersburga. To tam biskup Edward O’Rourke spędził większość swojego kapłańskiego życia, zanim został administratorem, a później biskupem gdańskim.

    Jak to możliwe, że Irlandczyk większość życia spędził w Peter-sburgu?

    – Jego życiorys był niezwykle bogaty, starczyłby dla kilku osób. Jak wspomniałem, miał irlandzkie korzenie. Urodził się jednak na terenie dzisiejszej Białorusi. Studiował w Rydze i we Fryburgu. Był członkiem polskiej korporacji akademickiej „Arkonia”. Pełnił urząd proboszcza w Petersburgu. Sakrę biskupią przyjął w roku 1918 w Wilnie, ale święcony był dla Rygi. Swoją posługę w tym mieście rozpoczął dopiero rok później. W jego życiu przeplatają się różne wątki.

    Co wiemy o jego pracy kapłańskiej? O czasie, w którym był proboszczem?

    – Można powiedzieć, że Ed- ward O’Rourke miał ducha prorockiego. Umiał też wnikliwie obserwować rzeczywistość i wyciągać właściwe wnioski. Jeszcze zanim w 1911 roku objął wielonarodowościową parafię św. Stanisława w Petersburgu, zajął się pracą wśród rosyjskiej biedoty. Od 1908 roku do samej rewolucji posługiwał w robotniczym osiedlu Kołpino, położonym niedaleko Petersburga. Alarmował, że należy się zająć ludźmi ubogimi, bo inaczej Rosji grozi wielka społeczna katastrofa. Przewidywał, że dysproporcje w stanie posiadania nieuchronnie prowadzić będą do zaostrzenia się konfliktów o ekonomicznym podłożu. W mieście, w którym jedni żyli w kapiącym złotem bizantyńskim przepychu, a drudzy głodowali, można było spodziewać się niezadowolenia. Historia pokazała, że miał rację.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół