• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Światło Opatrzności

    Agnieszka Skowrońska

    |

    Gość Gdański 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    – Generał Mariusz Zaruski mawiał, myśląc o latarniach morskich: „Jak się ściemni, to się rozjaśni”. Kiedy żeglowałem w trudnych warunkach atmosferycznych, zwłaszcza w stronę Szwecji, to właśnie dzięki światłom latarni mogliśmy najpewniej korygować pozycję na morzu. A i w sercu robiło się jakoś jaśniej – uśmiecha się Paweł Szczepanik.

    Nocą toń morska ma kolor granatu przechodzącego w czerń. Przyjazny port znajduje się daleko za rufą, a świadomość odległości do dna czasem paraliżuje. Gdy silny wiatr spiętrza fale wokół statków, wtedy ich załogi mocniej odczuwają ludzką kruchość wobec potęgi żywiołu. A choć dzisiaj nie brakuje nowoczesnych urządzeń nawigacyjnych, to jednak snopy światła omiatające głębiny z sekundową regularnością nadal pozostawiają niezatarty ślad w sercach wielu żeglarzy.

    Ocalić od wygaszenia

    Latarnia to coś więcej niż tylko znak nawigacyjny. Dwa z siedmiu starożytnych cudów świata to właśnie latarnie morskie – jedna z wyspy Rodos, druga z Aleksandrii. Ale ambicją każdego architekta, także nowożytnego, było zaprojektowanie latarni jako małego dzieła sztuki, które by mogło stanowić jego wizytówkę. Stowarzyszenie Miłośników Latarń Morskich, które powstało w 1996 roku w Szczecinie, zajmuje się propagowaniem tych nadmorskich budowli, głównie znajdujących się w naszym kraju. Wydaje różne publikacje i pamiątki, z których dochód przeznaczony jest na pomoc w utrzymaniu latarni. Obecnie na polskim wybrzeżu działa ich 15: Świnoujście, Kikut, Niechorze, Kołobrzeg, Gąski, Darłowo, Jarosławiec, Ustka, Czołpino, Stilo, Rozewie, Gdańsk, Jastarnia, Hel oraz Krynica Morska. Różnią się nie tylko budową. – Kształt latarni oraz jej wysokość zależały od wielu czynników, między innymi od potrzeb nawigacyjnych i ukształtowania terenu, na jakim je stawiano. Każda ma też odmienny okres świecenia. Oznacza to, że nie znajdziemy dwóch latarń znajdujących się obok siebie, pulsujących w identyczny sposób – tłumaczy Paweł Szczepanik, przewodniczący gdyńskiego oddziału Stowarzyszenia Miłośników Latarń Morskich. O latarniach wie niemal wszystko. Polskie opisał w bogato ilustrowanym przewodniku. Zachęcając do wędrówki szlakiem latarń, zwraca uwagę na tę w Świnoujściu, która jest jedną z najwyższych na świecie. – Wejście po 300 stopniach na 68-metrową wieżę to spory wysiłek, ale panorama okolicy jest tego warta! – uśmiecha się P. Szczepanik. Proponuje też odwiedziny w Rozewiu, które dla wodnych podróżników ma wartość sentymentalną. – Jego światło żegna nas i wita na morskiej granicy – tłumaczy żeglarz. Podobne stowarzyszenia miłośników latarni morskich działają na całym świecie. Szczególnie popularne są w Niemczech i Ameryce. Ich członkowie, oprócz wymiany informacji, bywają też namiętnymi zbieraczami wszystkiego, na czym można znaleźć choć ślad latarni. Także Paweł Szczepanik dał się uwieść urokowi latarniowego kolekcjonerstwa. Z dumą prezentuje segregatory pełne pocztówek, kart telefonicznych i monet okolicznościowych oraz klasery ze znaczkami – wszędzie powtarza się motyw smukłej świecącej wieży. Podobnie na łyżeczkach do herbaty oraz na naparstkach dziewiarskich.

    Strażnik światła czuwa

    Latarnia morska w świadomości wielu osób nie może istnieć bez postaci latarnika. I faktycznie – w 13 polskich latarniach spotkać można taką osobę. Jedynie Jastarnia i Kikut to automaty nieobsługiwane przez człowieka. Sami latarnicy traktują swoją pracę jako służbę. Ich obowiązki i sposób życia przez długi czas opisywał kodeks, w którego myśl latarnik mógł opuścić swoje miejsce pracy tylko raz w tygodniu, aby pójść do kościoła, a także by odebrać pobory lub załatwić niezbędne sprawy służbowe. Dziś, mimo postępu technicznego, do obowiązków latarnika nadal należy zapalenie świateł 3 minuty przed zachodem słońca oraz gdy zaistnieją bardzo trudne warunki atmosferyczne i zgaszenie ich 3 minuty po wschodzie słońca. Musi też dbać o utrzymanie całej aparatury w pełnej sprawności. – Kiedyś latarnik spisywał również statki przepływające w pobliżu oraz dbał o zaopatrzenie latarni w olej. Dziś zasilane są one elektrycznie, ale zapas oleju też musi być, by w razie potrzeby uruchomić agregat prądotwórczy – mówi Szczepanik. Rekordzistką w długości świecenia jest jednak polska bezobsługowa latarnia „Arctowski”, która od 1978 roku stoi ok. 220 metrów od Stacji PAN na Antarktyce, na Wyspie Króla Jerzego. Ta 6-metrowa wieża o średnicy 80 cm, pomalowana w biało-czerwone pasy, emituje światło przez całą dobę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół