• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Złoty bożek

    ks. Rafał Starkowicz

    dodane 14.11.2012 06:56

    Jeżeli znany z gdańskiego podwórka muzyk promujący satanizm jest „tylko” biznesmenem – tym gorzej dla niego.

    Czasem ze zdumieniem słucham wypowiedzi moich braci katolików. Nie ma tu znaczenia ich wykształcenie ani status majątkowy. Zdarza się bowiem, że na tematy dotyczące wiary, a może precyzyjniej – oceny zjawisk zachodzących w świecie, bądź ludzkich postaw wypowiadają się w sposób, który zdradza ich głębokie zagubienie. Pół biedy, gdy dotyka to „zwykłych” osób. Problem pojawia się wówczas, gdy takim niezrozumieniem świata wykazują się osoby o dużym autorytecie, katoliccy felietoniści czy nawet księża.

    Ostatnio możemy zaobserwować wzrost aktywności działań wyrosłego z żabiankowego podwórka muzyka, promującego idee satanizmu. Wzbudza on w katolickich środowiskach niemałe emocje. Rzecz zrozumiała, że w rodzimym Trójmieście mają one szczególny wymiar.

    Byłem niedawno świadkiem tego, jak gorący katolicy stawali w obronie wspomnianego muzyka, tłumacząc, że jego działania promują nie tyle satanizm, co jego samego. Że to wyraz zwykłego lansu. Może nawet celnym jest samo odczytanie intencji owego człowieka. Tyle, że wcale go to nie usprawiedliwia. Wręcz przeciwnie. Bo jak inaczej spojrzeć na działania kogoś, kto wsącza w umysły – zwłaszcza ludzi młodych – truciznę, która unicestwia wrażliwość na dobro, rodzi egoizm i niszczy relację z Bogiem. Co więcej, truciznę, która może rzutować na przyjęcie, a właściwie odrzucenie zbawienia.

    Z argumentacji moich rozmówców wynikało jasno, że uważają iż gdyby owe poglądy odzwierciedlały prawdziwe przekonania Nergala – byłoby to czymś naprawdę złym. Jeżeli natomiast mają na celu wzrost zainteresowania jego osobą, a co za tym idzie zwiększenie jego dochodów – sytuacja jest w pełni usprawiedliwiona.

    Może to, co za chwilę napiszę niektórych zszokuje. Ponieważ uważam, że jest dokładnie odwrotnie. Człowiekowi zdarza się bowiem błądzić. Jeżeli w swoim błędzie jest on prawdziwie szczery – ma większe szanse, aby Bóg go odnalazł. Mamy nawet w historii życia świętych takie przypadki. Wystarczy popatrzeć na losy św. Pawła. Dużo gorzej jednak, gdy człowiek staje się tak cyniczny, że dla doraźnego zysku jest w stanie sprzedać to, co prawdziwie święte, a przy okazji zniszczyć tych, którzy zapewniają mu zyski.

    Żeby było jasne. Nie zamierzam ani wzywać do budowania stosów, ani pastwić się nad – bądź co bądź – biednym człowiekiem. Myślę jednak, że trzeba to w końcu jasno powiedzieć. Jeżeli Nergal nie jest przekonanym satanistą – tym gorzej dla niego. Bo jeżeli ktoś na scenie drze Biblię tylko dla pieniędzy, jest po prostu sprzedajny.

    Smutne, że na ocenę zachowań ludzkich rzutuje dzisiaj przede wszystkim to, czy przynoszą one zyski. Takie spojrzenie pokazuje, jak bardzo świat ze swoim systemem wartości wdarł się w życie katolików. Pokazuje, że często życiem naszym rządzi nie Bóg, ale złoty bożek mamony.

    Kierując się takim sposobem myślenia, należałoby z wielkim szacunkiem spoglądać na dealerów sprzedających dzieciom w szkołach narkotyki. W końcu też zarabiają. I to nie mało.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół