• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Legenda znika, będzie miasto

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 01/2013

    dodane 03.01.2013 00:00

    Zburzą stocznię? Jedno jest pewne. Sala BHP zostanie. Nie zlikwidują jej, bo to zabytek, symbol, kolebka „Kolebki”. Co jeszcze ocaleje ze Stoczni Gdańskiej? Nie wiadomo.

    Bilans jest taki: ponad 20 budynków zniknęło już z dawnego terenu stoczni, zezłomowano 5 z 29 stoczniowych dźwigów, zburzono robotniczą kolonię stanowiącą integralną część XIX-wiecznej Stoczni Schichaua, zamieszkiwaną jeszcze w pierwszej dekadzie XXI w. Nie ma już tzw. Willi Dyrektora, która jako kompleks mieszkalny z przyległymi zabudowaniami i ogrodem, istniejącym na terenie działającego pełną parą zakładu produkcyjnego, stanowiła unikat na skalę europejską. Znika mur otaczający Stocznię Gdańską od strony ul. Jana z Kolna. Kolejne budynki stoczniowe mogą zostać zburzone w najbliższym czasie. Wszystko po to, by w ich miejscu zbudować nowoczesną dzielnicę Młode Miasto. Kiedy ta dzielnica powstanie, dokładnie nie wiadomo, bo mówi się o niej niemal od dwóch dekad. Ale niedawno coś się ruszyło. W wyłomie, jaki powstał podczas likwidacji części stoczniowego muru, pojawiły się koparki i już wgryzają się w ziemię. W tym miejscu rozpoczyna się budowa szlaku komunikacyjnego nazwanego Nową Wałową. Trasa połączy Młode Miasto z al. Grunwaldzką, a kończyć się będzie nieopodal terenu, na którym powstanie gigantyczne centrum handlowe.

    Kłopotliwe dziedzictwo

    Na początku XXI stulecia Gdańsk odwiedzili przedstawiciele UNESCO. Chcieli zobaczyć słynną stocznię, zanim wpiszą ją na Listę Światowego Dziedzictwa. Że Stocznia Gdańska na taki wpis zasługuje, wierzyli, bo był to zespół poprzemysłowy, łączący funkcje produkcyjne z zabudową mieszkalną. Niestety, ostatecznie do uznania stoczni za dziedzictwo nie doszło. Powód? Ze stoczniowego krajobrazu zaczęły znikać kolejne budynki. Charakter stoczniowej zabudowy zmienił się, a sama Stocznia Gdańska po upadłości i przekształceniach „skurczyła się” do obszaru wyspy Ostrów, leżącej po prawej stronie Martwej Wisły. Z początkiem wyburzeń teren stracił spójność, a UNESCO straciło powód zainteresowania się Stocznią Gdańską. Z kolei właściciele tych gruntów nie mieli już kłopotu z trudnym dziedzictwem. Spółka Synergia 99, która została powołana do przekształcenia terenów postoczniowych, zajęła się administrowaniem tymi gruntami i przygotowaniem ich na sprzedaż. Sporą część sprzedano Baltic Property Trust Optima, a wydzielona z Synergii 99 kolejna spółka, Drewnica Development, jest teraz – z kilkoma innymi podmiotami – współodpowiedzialna za projekt zwany Młodym Miastem. Do jego wdrożenia przygotowywano się, usuwając kolejne przeszkody architektoniczne. Kiedy jednak z miejskiego krajobrazu zaczęły znikać dźwigi stoczniowe, mieszkańcy miasta zaprotestowali. Powstało kilka grup nacisku, które stawiają sobie za cel niedopuszczenie do całkowitego zaprzepaszczenia dziedzictwa kulturowego i urbanistycznego tego miejsca. – Efekt presji społecznej jest taki, że władze miasta zorganizowały coś na kształt sondażu wśród mieszkańców na temat zachowania lub likwidacji większości stoczniowych dźwigów. Kiedy okazało się, że 97 procent gdańszczan chce ich ocalenia, urzędnicy zrozumieli, że nie mogą uciekać od niewpływania na kształt tej dzielnicy, mimo że to teren prywatny – uważa Roman Sebastyański, pierwszy dyrektor ds. marketingu spółki Synergia 99, pomysłodawca utworzenia na dawnym terenie Stoczni Gdańskiej miejsca zwanego Kolonią Artystów. Był to budynek zaadaptowany na potrzeby pracowni i działalności artystycznej gdańskich twórców i animatorów kultury. Dziś Kolonii w tym miejscu nie ma, tak jak nie ma już budynku, w którym mieszkali i pracowali artyści. Ich obecność powodowała zainteresowanie tym terenem ludzi z zewnątrz. To z kolei miało znaczenie komercyjne. O tym, że działalność Kolonii jest w stoczni tymczasowa, było jednak wiadomo od początku.

    Liczą się konkrety

    Sebastyański zasiada w Radzie Interesariuszy Młodego Miasta, utworzonej z inicjatywy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W jej skład wchodzą użytkownicy wieczyści gruntów i inwestorzy terenów postoczniowych, w tym BTPO, Drewnica, Miasto Gdańsk, Europejskie Centrum Solidarności, Instytut Sztuki Wyspa i Stocznia Gdańska oraz przedstawiciele twórców – dawnych mieszkańców Kolonii Artystów. Były dyrektor Synergii 99 chce mieć wpływ na decyzje dotyczące przyszłości dawnych terenów stoczni. – Warto rozmawiać, ale w życiu publicznym liczą się tylko twarde argumenty i konkretne rozwiązania – mówi Sebastyański. – Jeżeli chcemy powstrzymać developerów przed nieograniczonym wyburzaniem starych budynków stoczniowych, powinniśmy po pierwsze wypracować odpowiednie procedury, po drugie przekonać, że warto informować mieszkańców o planach takich wyburzeń. Może uda się wskazać takie źródła finansowania funkcjonowania obiektów, które będą dla developerów korzystne, a przy okazji pozwolą na nowo zagospodarować i zrewitalizować te budynki.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół