• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Apostolstwo i poświęcenie

    Ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 05/2013

    dodane 31.01.2013 00:00

    Siostra Agnieszka od Niepokalanej Matki Wielkiego Zawierzenia jest przełożoną klasztoru karmelitanek bosych w Gdyni--Orłowie. Nie zgadza się z twierdzeniem, że życie zakonne jest ucieczką przed światem. – Myślę, że osoby nieodpowiedzialne szybko odeszłyby z klasztoru na jednym z pierwszych etapów.

    Mają różne stroje. Białe, czarne, brązowe granatowe… Można spotkać je praktycznie wszędzie. Na ulicy, w szkolnej klasie, przy łóżku terminalnie chorych. Siostry zakonne. Dla wielu obiekt żartów. Dla niektórych symbol przeszłości. Znak wiary, a przynajmniej znak zapytania.

    Modlitwa

    Orłowski klasztor karmelitanek bosych. W skromnym pomieszczeniu rozmównicy okno, a w nim solidna krata. W rogu, po stronie gości – stolik, a na nim czajnik, szklanki, kawa i herbata. Po chwili do drugiej części pomieszczenia wchodzi siostra, a właściwie matka Agnieszka. Uśmiecha się. Ma oczy pełne pokoju. Wielu, nawet bardzo gorliwych katolików, zastanawia się nad sensem istnienia zakonów klauzurowych. Dzisiejszy świat zdaje się ulegać herezji działania. – Posługując się słowami św. Teresy od Dzieciątka Jezus można stwierdzić, że każdy organizm ma serce, które pompuje krew do wszystkich jego części – wyjaśnia z uśmiechem s. Agnieszka. – Kościół też ma serce. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus nasze karmelitańskie powołanie porównała do bycia miłością w sercu Kościoła. To jest klucz do zrozumienia sensu naszego istnienia. Do tego, by pozorna bezużyteczność w wymiarze działania miała jednak głęboki sens. Jeżeli serce byłoby niesprawne, to na nic zdałyby się zdrowe ręce i nogi – dodaje. W orłowskim klasztorze żyje 16 sióstr. Kolejna wstąpi już niedługo. W szczytowych momentach, przed otwarciem fundacji w Bornem Sulinowie i Suchej Hucie, było ich nawet 29. O życiu w zakonie siostra mówi z prawdziwą pasją. Ukrycie, samotność, poświęcenie się tylko Bogu ma tutaj nie tylko wymiar ofiary. To także apostolstwo. Swoją modlitwą i ofiarą siostry wspierają Kościół. Zarówno ten rozumiany jako instytucja, jak i ten postrzegany przez pryzmat konkretnych, przeżywających różnorakie doświadczenia osób. Codziennie na skrzynkę mejlową dociera do sióstr kilkanaście próśb o modlitwę w przeróżnych intencjach. A wśród osób, które zetknęły się z Karmelem panuje przekonanie, że siostry – mając wyjątkowe miejsce w sercu Pana Boga – często wypraszają łaski, o które się modlą. Czasem podejmują też indywidualne rozmowy. – Jeżeli nawet ktoś twierdzi, że po rozmowie z karmelitanką mu się poprawiło, to tak naprawdę poprawiło mu się dlatego, że działa moc modlitwy. Spotkanie przemienia, bo staramy się, żeby nie było spotkaniem z nami, ale z Bożą miłością – stwierdza. Jako istotę powołania zakonnego widzi odczytanie w swoim sercu pragnienia naśladowania Jezusa i życia z Nim w bliskiej zażyłości. W duchu reguły modlitwa winna przenikać całe życie, by chodzić w obecności żyjącego Boga

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół