• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wśród dróg i bezdroży

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 11/2013

    dodane 14.03.2013 00:00

    – Podróże są świetne, ale mnie nie bawi ryzykowanie życia. Lubię przygody, dopóki są bezpieczne – mówi Małgorzata Molisz, podróżniczka, na co dzień nauczycielka geografii.

    Od kiedy pamięta, zawsze jest w drodze. Gdy miała 9 lat, jej tata – zawodowy marynarz – zabrał ją kontenerowcem do Afryki Zachodniej. Od tamtego czasu nigdy na dłużej nie rozstawała się z plecakiem. Podróżuje, nie korzystając z biur podróży. – W tym tkwi cały urok. Nocuje się tam, gdzie ma się ochotę, zwiedza miejsca pomijane w przewodnikach, poznaje ludzi, których nigdy nie spotkałoby się na tradycyjnym, turystycznym szlaku – wyjaśnia. Na popularnej w Gdańsku „Górce”, czyli duszpasterstwie dominikanów, poznała swojego przyszłego męża Andrzeja. Połączyła ich pasja do dalekich podróży. Za cel pierwszej wspólnej wyprawy wybrali góry Ałtaj. Wspinali się przez 2 tygodnie. W końcu dotarli na lodowiec. Na wysokości 4 tys. metrów, przy pomocy lin, raków i czekanów, pokonali niebezpieczną przełęcz. – Ściemniało się. Nie mieliśmy odpowiedniego sprzętu. Było mi zimno, czułam narastający lęk, że coś może się nie udać. Wtedy pomyślałam: podróżowanie nie powinno być igraniem z własnym życiem – mówi.

    Dawaj na Bajkał

    Podczas wyprawy w Ałtaj poznała Rosjanina Walerego Pazynina. Okazało się, że jest on nauczycielem historii w jednym z moskiewskich liceów. Zaproponował Gosi, która od 2010 r. uczyła geografii w III LO w Gdańsku, by zorganizować rosyjsko-polską ekspedycję badawczą nad Bajkał. Rozpoczęły się przygotowania. Do pomocy zgłosiło się pięciu pedagogów. Chętni na wyprawę uczniowie podzieleni zostali na dwie grupy: filologiczno-historyczną i geologiczną. – Nie chcieliśmy, żeby była to zwykła wycieczka krajoznawcza, dlatego przygotowaliśmy cały program naukowy – wyjaśnia M. Molisz. W ciągu roku szkolnego licealiści brali udział w warsztatach językowych, ćwiczeniach terenowych, spotkaniach z geologami i historykami na Uniwersytecie Gdańskim. – Organizacja wyjazdu na Syberię dla kilkudziesięciu osób to ogromne przedsięwzięcie. Przede wszystkim potrzebowaliśmy pieniędzy – wyjaśnia nauczycielka. Wspólnie napisali wniosek do Unii Europejskiej w celu pozyskania dodatkowych środków. Wysłali także ponad 100 listów do sponsorów z prośbą o wsparcie ekspedycji. Założyli stronę internetową. Nazwali swoją wyprawę: „Dawaj na Bajkał”. W końcu wyruszyli. Z Gdańska autobusem do Kaliningradu. Z Kaliningradu samolotem do Moskwy. Z Moskwy Koleją Transsyberyjską na Syberię. – To było niesamowite doświadczenie. Tydzień w pociągu. Człowiek się zadomawia. Nie mieliśmy osobnego wagonu, rozmawialiśmy z Rosjanami, Buriatami, Kazachami. Poznaliśmy Ałtajca, którego religią była mieszanka prawosławia, szamanizmu i... buddyzmu – opowiada podróżniczka.

    Cerkiew młodzieżowym klubem

    W następnym roku Gosia postanowiła zorganizować podobną wyprawę, tylko że na Ural. Tym razem uczniowie prowadzili badania etnograficzne we wsi Kaga. Dawniej była to całkiem spora, 10-tysięczna przemysłowa miejscowość. Ponieważ w okolicy znaleziono złoża żelaza, powstał tam zakład metalurgiczny. Niestety, w 1911 r. wybuchł we wsi ogromny pożar, który pochłonął 2/3 zabudowań, w tym jedyne miejsce pracy. Dzisiaj w Kadze mieszka zaledwie 1000 osób. Młodzi wyjechali za chlebem do dużych miast, a ze względu na problem alkoholowy wśród mężczyzn w miejscowości aktywne zostały niemal same starsze panie, czyli... babuszki. – To bardzo silne, niezależne kobiety. Wszystko robią same. Hodują len, z którego potem szyją ubrania. Mają zwierzęta, uprawiają ogródki. Pewnego razu byliśmy świadkami, jak 90-latka sama... wytapetowała swój dom – opowiada M. Molisz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół