• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Bałtyk zapomniany?

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 12/2013

    dodane 21.03.2013 00:00

    – Mieszkańcy innych regionów Polski zazdroszczą nam morza. Tymczasem... My, mieszkańcy tego terenu, coraz bardziej oddalamy się od niego – mówi Marek Błuś, wykładowca Akademii Morskiej.

    Cieszymy się sąsiedztwem Bałtyku. Jesteśmy z niego dumni i wciąż uważamy Gdynię za nasze okno na świat. Nie dostrzegamy, że choć to okno nadal otwarte, dziś już nie jest jedyne. Tylko upadku przemysłu stoczniowego nie da się nie zauważyć. Podobnie jak tego, że rybacy coraz częściej wyprzedają swoje kutry i zmieniają zawód. Czy jest więc co świętować w Dniu Morza Bałtyckiego? – Odpowiedź na to pytanie nie może być jednoznaczna – uważa Marek Błuś, kapitan żeglugi wielkiej, wykładowca Akademii Morskiej i publicysta piszący o sprawach morskich.

    Kłopot z dorszem

    – Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego – kontynuje Marek Błuś. – To tendencja, z jaką mają do czynienia chyba wszystkie kraje leżące nad Bałtykiem. W wypadku Polski istotnym czynnikiem jest fakt, że nigdy nie byliśmy i zdecydowanie nie będziemy, krajem morskim w takim znaczeniu, w jakim krajem morskim jest na przykład Holandia. Mamy przecież inne regiony i inny potencjał. I w sytuacji, kiedy światowa gospodarka zwalnia, a stocznie oddają pola azjatyckiej konkurencji, także u nas zauważamy spadek produkcji związanej z morzem. Od lat 90. udział tej produkcji w wytwarzaniu polskiego PKB skurczył się z 3 procent do około 0,8 procenta. A jeśli chodzi o wszystkie kraje bałtyckie, to na przestrzeni ostatnich lat, produkcja stoczniowa spadła ośmiokrotnie.

    Bałtyk to „duże jezioro” i nie będzie akwenem łatwo dostępnym, konkurencyjnym. Podobnie nieciekawe perspektywy dla naszego morza rysuje prof. Jan Horbowy z Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, specjalista od zasobów rybnych. – Stan zarybienia Bałtyku zmienił się z różnych przyczyn diametralnie – wyjaśnia naukowiec. – Nastąpiło to na przełomie lat 80. i 90. Kiedyś w naszym morzu królował dorsz, potem jego miejsce zajął szprot. To efekt zmian hydrologicznych, zasolenia wody, zanieczyszczeń. W ostatnich latach Unia Europejska podjęła działania, by te niekorzystne tendencje odwrócić. I dzięki krytykowanym przez rybaków obostrzeniom w połowach dorsza udało się odbudować liczebność tej ryby w Bałtyku. Tylko pojawił się kolejny problem. Dorsz zajął pas od Bornholmu po rejon Gdańska. Natomiast szprot koncentruje się bardziej na północny wschód. Dorsza jest dużo i brakuje mu pożywienia, między innymi szprota. Ryby ważą więc niewiele, są mało wartościowe pod względem handlowym, konsumpcyjnym. Trwają prace nad przełamaniem impasu. Ale to może wywołać niezadowolenie rybaków. Bo należałoby wstrzymać połów szprota tam, gdzie występuje dorsz, i odłowić go więcej na wschodzie, gdzie teraz jest go dużo. Tylko nasze statki musiałyby po tego szprota pływać dalej. A to powoduje zwiększenie kosztów.

    Z Łodzi bliżej?

    Ale Bałtyk to nie tylko stocznie i ryby. To także historia i zagadnienia z zakresu politologii. I między innymi tymi kwestiami zajmuje się Instytut Bałtycki w Gdańsku. To pozarządowa organizacja istniejąca od lat 20. minionego stulecia. – Wówczas prowadzono badania nad Bałtykiem pod kątem wielu dyscyplin – mówi prof. Andrzej Gąsiorowski, przewodniczący rady instytutu. – Dziś instytut zatracił swoją pierwotną rolę. Staramy się jednak przywrócić dawny charakter temu ośrodkowi naukowemu. Niestety, jak wszystkie organizacje pozarządowe, borykamy się z trudnościami finansowymi. Poza tym odnotowujemy coraz mniejsze zainteresowanie sprawami morskimi, problematyką bałtycką. Jak jest ono małe, niech świadczy fakt, że na organizowaną przez nas w kwietniu konferencję poświęconą współpracy i rywalizacji, konkurencji w regionie Morza Bałtyckiego zgłosiło się jak dotąd bardzo mało chętnych. To szokujące, że większe zainteresowanie Bałtykiem i badaniami związanymi z tym obszarem jest w ośrodkach w centrum kraju, choćby w Kielcach czy Łodzi, niż tu na miejscu. Zdaniem prof. Gąsiorowskiego jednym z czynników powodujących osłabienie znaczenia Bałtyku w wielu sferach gospodarki i nie tylko jest globalizacja. – Ale nie możemy tracić z oczu naszego morza, bo przecież skoro nie pełni ono pewnych funkcji istotnych w przeszłości, nie oznacza to, że za jakiś czas nie zyska nowych, równie ważnych – przekonuje szef Instytutu Bałtyckiego. Z tą opinią zgadza się kapitan Błuś, dla którego priorytetem jest utrzymanie portów. – Porty to nasza rezerwa strategiczna. Ich znaczenie w infrastrukturze transportowej jest dziś może niewielkie, ale sytuacja zawsze może się odwrócić.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół