• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Rejs w nieznane...

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 12/2013

    dodane 21.03.2013 00:00

    Gdynia dla tysięcy Polaków stała się „oknem na świat”. To właśnie stąd w podróż swojego życia wyruszyli Jan Kiepura czy Witold Gombrowicz.

    W rodzinie ubogiego szewca urodził się „król fryzjerów”. W wieku 17 lat z kilkoma frankami w kieszeni wyjechał do Paryża. Po paru latach jego fryzura „na chłopczycę” wraz ze strojami Coco Chanel zrewolucjonizowała damską modę okresu międzywojennego. Czesał koronowane głowy i największe gwiazdy swoich czasów – Édith Piaf, Gretę Garbo i Brigitte Bardot. Swój sukces powtórzył w USA, gdzie założył sieć zakładów fryzjerskich. Pracował również dla Hollywood. Słynął z ekscentrycznego stylu życia. Mieszkał w domu ze szkła, farbował włosy na niebiesko, spał w kryształowej trumnie, ubierał barwne fraki. Życie Antoniego Cierplikowskiego, bo o nim mowa, to klasyczna historia od pucybuta do milionera. Jednak nie zawsze los polskich emigrantów wyglądał tak różowo...

    Stajenny odór

    Przed wojną Polacy najczęściej emigrowali do Niemiec, Francji, USA i Ameryki Południowej. Głównie z powodów ekonomicznych – w poszukiwaniu pracy i ziemi do uprawy. – Często byli to bardzo biedni ludzie, którzy przez całe życie nie wychylali nosa z rodzinnej wsi. Nie znali języków obcych, w podręcznym bagażu wozili cały swój dobytek. Jeden chłop wziął ze sobą nawet drewniany pług – opowiada Karolina Grabowicz-Matyjas, dyrektor Muzeum Emigracji. Wychodźcy szczególnie musieli uważać na działalność oszustów handlujących żywym towarem. – Kobiety i dzieci na masową skalę wywożone były do domów publicznych. W Ameryce Południowej słowo „polacca” oznaczało prostytutkę – wyjaśnia dr Marcin Szerle, historyk. Emigrant, który dotarł szczęśliwie do celu podróży, musiał zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, pracując fizycznie nawet 18 godzin dziennie. Jednak wówczas najgorsze miał już za sobą. Morskie podróże przełomu XIX i XX wieku odbywały się w strasznych warunkach. Najbiedniejsi, stłoczeni na najniższych pokładach, pozbawiani byli dostępu do świeżego powietrza. Jeśli emigrowali do USA lub Ameryki Południowej, trwało to nawet przez miesiąc. Racje żywnościowe były skromne. Wychodźcy zabierali ze sobą suchary, które bardzo szybko pleśniały. Skazani na wodę, kawę zbożową i chleb, serwowane raz dziennie, głodowali. – Bywało tak, że lepiej usytuowani podróżni z wyższych pokładów zrzucali resztki jedzenia tłumowi kotłującemu się na dole – mówi dr Szerle. Wielu nie przeżywało podróży. Pasażerowie najczęściej umierali z powodu chorób zakaźnych i odwodnienia. 13 sierpnia 1923 r. w Gdyni zacumował pierwszy pełnomorski statek – francuski parowiec Kentucky. Do Polski przywiózł konie. Z powrotem zabrał ludzi. „Na dolnych pokładach czuć było stajenny odór” – napisał w swoich wspomnieniach Jan Żelewski, pracownik portu.

    Statek-ambasada

    Przełom nastąpił w 1933 roku. Wówczas oddano do eksploatacji Dworzec Morski – nowoczesny i reprezentacyjny budynek, który obsługiwał cały portowy ruch pasażerski. W dzielnicy Grabówek wybudowano Obóz Emigracyjny – nowatorski w skali europejskiej kompleks budynków, gdzie wychodźcy z całego kraju w godnych warunkach przygotowywali się do opuszczenia Polski. Dzięki bocznicy kolejowej emigrantów dowożono wprost pod burtę statku. Powstał także szpital kwarantannowy. – Podróżnych badano i obserwowano pod kątem chorób zakaźnych. Starano się nie dopuszczać do zaokrętowania osób zarażonych – tłumaczy dr Szerle. – Infrastruktura emigracyjna, stojąca na najwyższym poziomie, stała się wizytówką II Rzeczypospolitej. Standard podróżowania uległ radykalnej zmianie – dodaje Grabowicz-Matyjas. Władze Polski konsekwentnie powiększały także własną flotę pasażerską. Statki Batory i Piłsudski były pływającymi salonami i ambasadami kultury polskiej. Dla amerykańskich Polonusów były symbolem więzi ze starym krajem. Stanowiły także dowód na rosnące znaczenie II Rzeczypospolitej. – Warunki podróży na polskich transatlantykach w latach 30. XX w., w porównaniu z okresem wcześniejszym, były luksusowe – przyznaje dr Szerle. Na Batorym podróżni mogli skorzystać z salonu, czytelni, jadalni, pralni, przedniej i tylnej luksusowej werandy, a nawet damskiego saloniku. Jednak tam wstęp miały jedynie panie.

    Pierwsze w Polsce

    Powstające w odrestaurowywanym Dworcu Morskim Muzeum Emigracji to jedyne miejsce w kraju, które ukaże historię polskich wychodźców. – Chcemy przywrócić pamięć o ludziach, którzy na przestrzeni wieków podjęli trudną decyzję o opuszczenia kraju – wyjaśnia Karolina Grabowicz-Matyjas. – W Polsce często skupiamy się na porażkach, rozgrzebujemy bolesne rany. Tymczasem losy polskich emigrantów to powód do dumy. Wielu z nich, mimo przeciwności losu, osiągnęło sukces, jest znanych na świecie – dodaje. By wymienić choćby wybitną aktorkę Polę Negri, pioniera budowy śmigłowców Franka Piaseckiego czy Janusza Kamińskiego, operatora filmowego, bliskiego współpracownika Stevena Spielberga. Mamy się więc kim chwalić.

    Archiwum Emigranta

    Muzeum Emigracji poszukuje wspomnień emigrantów oraz pracowników gdyńskiej infrastruktury portowej. Osoby, które chciałyby podzielić się swoją historią, proszone są o kontakt pod nr. tel. +48 606 166 292 bądź drogą mejlową na adres archiwum: emigranta@muzeumemigracji.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół