• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Przed rokiem rosły tu kartofle

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    – Tego kościoła nie budujemy dla siebie. Robimy to dla Boga i dla pokoleń – mówi 80-letni parafianin Władysław Groenwald pracujący przy budowie kościoła w Mrzezinie.

    Na parafialnej działce, na której stoi dzisiaj okazała bryła kościoła, przed rokiem rosły ziemniaki. Kilkunastu ludzi w drelichach uwija się przy przeróżnych pracach.

    Trwała prowizorka

    Poprzedni kościół zbudowano tu dokładnie 80 lat temu. Niewielkie rozmiary pierwszej świątyni sprawiły, że z czasem wierni przestali się w niej mieścić. Stary kościół zbudowany jest z drewnianych belek. Przestrzenie pomiędzy nimi wypełniono trzciną. To właśnie dlatego od swego powstania budynek nosi status prowizorycznej kaplicy. – Każdorazowy proboszcz przychodził tu z poczuciem, że będzie budował nową świątynię. I tak minęło 80 lat – mówi ks. kan. Adam Zdrojewski, proboszcz parafii. Kiedy na początku proboszcz ogłosił, że trzeba rozpocząć budowę nowego kościoła, wierni odpowiedzieli: – To nic nowego. Każdy poprzedni proboszcz tak mówił. Ale czy ksiądz to w końcu zrobi?

    Na ochotnika

    Ksiądz Adam ma doświadczenie budowlane. Pracował nad wykończeniem kościoła św. Kazimierza na gdańskiej Zaspie. Ma też na swoim koncie budowę kościoła w Żelisławach, w dekanacie pruszczańskim. Jak sam mówi, do pracy w parafii Mrzezino zgłosił się na ochotnika. – Proboszcz jest niezwykle dynamiczny. To odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku – stwierdza pan Władysław, który podkreśla, że jest rówieśnikiem starego kościoła. – Codziennie sam z nami pracuje – dodaje. – Ledwie Mszę św. odprawi, ledwie zakończy pogrzeb, a już jest między nami. I zasuwa. Choć jestem stary, okupację przeżyłem, ale takiego kapłana nie pamiętam – chwali proboszcza. – Rok temu, we wspomnienie św. Jadwigi Śląskiej, rozpoczęliśmy wykopy – relacjonuje proboszcz. A ponieważ ludzie byli spragnieni budowy kościoła, wszystko dynamicznie ruszyło – zapewnia. – Pojawiały się nawet pytania: „Czemu się tak spieszymy?”. Nie ma tu jednak pośpiechu. Parafianie przychodzą na 8.00. Przyjeżdżają ze wszystkich wiosek. Zwykle jest ich około 20. W czasie pracy mamy przerwę na kawę z ciastem. Codziennie są też obiady przygotowywane przez panie z parafii. Nie ustalamy tego, kto gotuje. Zdarza się, że są trzy obiady. Ale wówczas wstawiamy jedzenie do spiżarni – opowiada. Proboszcz podkreśla zaangażowanie i ofiarność parafian. Zwraca jednak uwagę, że w budowę włączyły się także prywatne firmy, które znajdują się na terenie parafii. – Gdyby nie fachowa pomoc firm, teraz pewnie bylibyśmy jeszcze bez dachu – mówi z wdzięcznością.

    Integracja wokół ołtarza

    – Ludzie integrują się przy budowie kościoła. Wspólny cel ich jednoczy. Posiłki i kawa też są okazją do rozmów i żartów – mówią budowlańcy. – Jak budowa zaczęła się na poważnie, to mówiłem zaangażowanym w nią panom, że zapraszam ich, aby służyli też do Mszy św. Na początku myśleli, że żartuję. Kupiliśmy komże i zrobiliśmy przymiarki. Niektórzy z dorosłych parafian do służenia zgłaszali się sami. Dziś w parafii mamy 18 dorosłych ministrantów – mówi proboszcz. – Staramy się rozbudowywać duszpasterstwo. Mamy Domowy Kościół, 18 róż Żywego Różańca, 3 szafarzy, chór, zespół muzyczny. W parafii jest też 40 młodych ministrantów – wylicza ks. Adam. Proboszcz twierdzi, że zaskakuje go i cieszy zapał parafian. Na środowej adoracji po Mszy wieczornej jest zawsze kilkadziesiąt osób. – Czujemy, że poprzez swoją modlitwę i pracę przy budowie kościoła wpisujemy się w wielkie dzieło na chwałę Boga – mówi pan Władysław. – Mój dziadek budował stary kościół. To rodzi zobowiązanie. Chcę, żeby została tu po mnie jakaś pamiątka – dodaje pan Bronisław Kos.

    Anielskie wsparcie

    Pan Dariusz Pszczółkowski mieszkał wcześniej w Gdyni. Tam brał udział w budowie kościoła na Pogórzu. – Jestem zadowolony, że wszystko tak szybko poszło. Została nam jeszcze wieża do zbudowania – dodaje. Bryła kościoła jest już zamknięta. Pod całą posadzką znajduje się instalacja ogrzewania podłogowego. Aby podkreślić związek świątyni z kaszubską ziemią, ołtarz i kropielnice wykuto z wielkich głazów zebranych z okolicznych pól. Podczas robót okazało się, że jest to najprzedniejszy granit. Budowlańcy mówią też z dumą, że do kościoła przygotowano już organy. Zakupili je rodzice jednego z zamożnych parafian. – Wezwanie kościoła jest wielką pomocą. Przez cały czas budowy nie było żadnego wypadku. A przecież każda budowa niesie ze sobą niebezpieczeństwo. Poza tym fakt, że mam jeszcze siłę, też jest wyrazem działania Aniołów Stróżów – przkonuje. Uroczystość wmurowania kamienia węgielnego oraz poświęcenia kościoła i ołtarza odbędzie się już 13 października. Przewodniczyć jej będzie abp Sławoj Leszek Głódź.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół