• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Znikający element

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Strajk w Stoczni Gdańsk i instrukcja dla Agencji Rozwoju Przemysłu na wypadek odrzucenia planu ratowania tego zakładu to dwa wydarzenia, które wstrząsnęły w minionym tygodniu Gdańskiem.

    Stoczniowy serial zaczął się już we wtorek, kiedy w Instytucie Sztuki „Wyspa” miała miejsce prezentacja książki „Stocznia” autorstwa Michała Szlagi – fotografa, który od kilkunastu lat dokumentuje najnowsze losy największego niegdyś zakładu pracy w Gdańsku. Z czasem jego zdjęcia stały się zapisem systematycznej dewastacji i znikania stoczni z krajobrazu miasta.

    Album jak księga pamiątkowa

    – Najstarsze zdjęcie, jakie znalazło się w tej książce, pochodzi z roku 1999 i przedstawia robotników jadących wózkiem przemysłowym po Wyspie Ostrów – wyjaśnia Michał Szlaga. Kolejne pochodzą z lat 2007 i 2013, kiedy trwało już wyburzanie stoczni. – Podzieliłem ten album na cztery rozdziały. Pierwszy składa się wyłącznie z fotografii i może być traktowany jako część poznawcza dla tych, którzy w stoczni nigdy nie byli. Kolejne to między innymi naukowe opracowanie zabytkoznawcze, które spisał profesor Waldemar Affelt, a które poświęcone jest ginącym zabytkom przemysłowym z terenów postoczniowych.

    Udało się nam też podczas pracy nad albumem odkryć kilka zabytków, o których istnieniu nikt już nie pamiętał, bo były na przykład zakopane – opowiada autor. Michał Szlaga przyznaje, że koncepcja książki nie była jasna od początku. Najpierw miał to być album z fotografiami przedstawiającymi ludzi, pracowników stoczni, specjalistów wykonujących ginące współcześnie zawody. Ale taka książka, zdaniem autora, niczego by nie załatwiała i o nic nie walczyła. Stąd praca stanowiąca jedyną i najbogatszą jak dotąd dokumentację przestrzeni stoczniowej, jej infrastruktury, materialnego dziedzictwa. – Pomyślałem, że skoro na razie ten teren nie doczekał się swojej dokumentacji, to trudno stwierdzić, czy ta przestrzeń ma jakąś wartość, a co za tym idzie, czy należy ją prawnie chronić. Czy w ogóle powinno nam na tym zależeć – wyjaśnia. Książka Szlagi jest dowodem na to, że nie tylko tereny postoczniowe powinny być chronione, ale i na to, że ich postępująca w imię rozwoju i nowoczesności dewastacja jest ogromnym błędem. Tego błędu nie dostrzegają niestety lokalni włodarze. Zdaniem autora postrzegamy stocznię z perspektywy ostatnich 30–40 lat, a przecież jej historia jest znacznie dłuższa i liczy już dwa stulecia. Szczególnie przejmujący jest rozdział drugi zatytułowany „To, czego nie ma”, w którym zestawiono obrazy budynków i obiektów przemysłowych wykonane przed ich wyburzeniem, ze zdjęciami przedstawiającymi te same, opustoszałe miejsca, już po wyburzeniu.

    Czekając na upadłość

    Jak mówi Michał Szlaga, historia „Solidarności” przysłania całość dziejów stoczni dawniej podzielonej na dwa odrębne zakłady przemysłowe Stocznię Cesarską oraz stocznię Schichau. Ale współczesność to wciąż jeszcze czas NSZZ „Solidarność”. Związkowcy zorganizowali w ubiegły czwartek strajk ostrzegawczy w proteście przeciwko zaległościom w wypłatach. Zdaniem Karola Guzikiewicza, wiceprzewodniczącego zakładowej „Solidarności”, większość pieniędzy na wypłaty zajęli komornicy. Mają one zostać przekazane wierzycielom zakładu. Czwartkowy strajk potrwał do 13.00, a w tym tygodniu mają być znane dalsze decyzje związkowców. Wszystko zależy od tego, czy znajdą się pieniądze na wypłaty dla całej załogi Stoczni Gdańskiej. Związkowców oburzyły także działania komunikacyjne Agencji Rozwoju Przemysłu. W środę, w lokalnych mediach pojawiła się informacja o tym, jakoby Agencja Rozwoju Przemysłu nie zamierzała przyjąć planu restrukturyzacji zakładu. Co więcej, pojawiły się wiadomości, że manipuluje ona informacjami i chce zrzucić z siebie odpowiedzialność za tę decyzję. ARP wynajęła firmę PR-ową i zleciła jej opracowanie kampanii informacyjnej na wypadek, gdyby plan restrukturyzacji przygotowywany przez zarząd Stoczni Gdańskiej został odrzucony. Dokument wyciekł do mediów. Można w nim było przeczytać: „Analiza Biznesplanu SG wykazała, że nie ma przesłanek pozwalających na dalsze dofinansowanie stoczni przez ARP, w związku z tym należy się liczyć z jej upadłością.” Agencja wydała oświadczenie z wyjaśnieniami. Według jej przedstawicieli takie działania sa „normalne” i „standardowe”. W oświadczeniu napisano m. in.: „ARP S.A. prowadząc trudne projekty musi się liczyć z różnymi wersjami rozwoju wydarzeń. (…) Przygotowywane scenariusze działań komunikacyjnych nie są automatycznie wykorzystywane i wdrażane przez Agencję. Opublikowany na stronie trojmiasto.pl materiał jest propozycją, nie jest natomiast dokumentem przyjętym przez ARP S.A. Większościowy udziałowiec Stoczni Gdańsk zostanie poinformowany jako pierwszy o podjętych przez ARP S.A. decyzjach.” Czy naprawdę będziemy świadkami kolejnej upadłości gdańskiej stoczni? W Wydziale Gospodarczym Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ jest już wniosek o jej ogłoszenie. Złożyła go firma Techwind, której Stocznia zalega 250 tys. zł.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół