• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pan od pudli i inni

    dodane 10.10.2013 00:00

    – Marysia Skłodowska bawiła się lalkami, Frycek Chopin lubił jeździć konno, a Janek Heweliusz siedział na drabinie i podziwiał gwiazdy. Przez swoje książki próbuję powiedzieć: to były zwykłe dzieci, takie jak wy – mówi Anna Czerwińska-Rydel.

    Jest pianistką, chociaż, jak sama przyznaje, panicznie boi się występów publicznych. Już jako mała dziewczynka marzyła, by zostać pisarką...

    Jaśnie Pan Pichon

    Pierwszą książkę – „Tajemnicę Matyldy”, napisała dla swoich kilkuletnich dzieci. Wcale nie planowała jej publikować. – Nie znałam innych autorów, ludzi z branży, nie miałam kontaktów. Ktoś kiedyś polecił mi książki katolickiego wydawnictwa Bernardinum. Zapamiętałam tę nazwę i pewnego dnia postanowiłam zadzwonić. Zapytałam, czy nie chcieliby wydać mojej „Matyldy”. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź była pozytywna. I tak się zaczęło – opowiada. Opowieść dla dzieci odniosła sukces. Wydawnictwo poprosiło Annę o napisanie drugiej części historii, a potem kolejnej. – Potem przyszedł rok 2010, którego głównym bohaterem był Fryderyk Chopin. Dostałam zadanie przedstawienia tego wybitnego kompozytora najmłodszym.

    Byłam ciekawa, jakie skojarzenia z Fryckiem mają dzieci – wspomina. Któregoś razu pisarka zapytała grupę przedszkolaków, kim był Fryderyk Chopin. – Jedna dziewczynka podniosła rękę i wysepleniła: „To taki pan, co pluł krwią” – opowiada A. Czerwińska-Rydel. – Co ciekawe, taka odpowiedź nie była odosobniona. Rzeczywiście Chopin cierpiał z powodu gruźlicy, ale przecież nie to było najważniejsze w jego biografii. Dlatego postanowiłam ukazać jego życie w ciepłych barwach, z humorem. Swoją książkę zatytułowała „Jaśnie Pan Pichon”. Skąd wziął się ten pomysł? Fryderyk mając 9 lat odwiedził kolegę mieszkającego na wsi. Tam zwiedzał gospodarstwo, oglądał zwierzęta, biegał po polach i jeździł na koniu. Zaczął również pisać kronikę, którą w formie listów wysyłał do swojej rodziny. W jednym z nich napisał: „Kaczor wyszedłszy po kryjomu z kurnika, utopił się. Dotąd nie można dojść przyczyn owego samobójstwa. Familia kaczorów bowiem nie chce gadać”. – Był bardzo kreatywnym, wesołym i dowcipnym chłopcem. Za każdym razem podpisywał się: „Jaśnie Pan Pichon” – wyjaśnia autorka.

    Ty człowieku!

    W 2012 roku oprócz książki o Marii Skłodowskiej-Curie napisała także opowieść o astronomie Janie Heweliuszu. Praca tak spodobała się prezydentowi Gdańska, że zamówił u autorki kolejne dwie – o Gabrielu Fahrenheicie i Arturze Schopenhauerze. Jej znajomi, gdy dowiedzieli się, że pisze książkę dla dzieci o słynnym filozofie pesymiście, robili wielkie oczy albo pukali się w czoło. Jak sama przyznaje, postanowiła poznać Artura. Zawsze, gdy zaczyna pracę nad nową powieścią, wiele godzin spędza w bibliotekach i archiwach. Czyta publikacje na temat postaci, którą opisuje, szuka pamiętników, listów. – Czasem jedno zdanie w książce to kilkanaście godzin studiów – tłumaczy. Podobnie było z Schopenhauerem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół