• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tajemnice Bałtyku

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 45/2013

    dodane 07.11.2013 00:00

    Pod wodą. Nikt nie wie, ile dokładnie wraków spoczywa na dnie Morza Bałtyckiego. Pewne jest tylko, że muszą być ich tam tysiące.

    Bombowiec Douglas A–20 to jedno z najbardziej interesujących znalezisk spoczywających na dnie Morza Bałtyckiego nieopodal naszego wybrzeża. Niedawno archeolodzy z Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku próbowali wyciągnąć pochodzący z okresu II wojny światowej wrak na powierzchnię. Niestety nie udało się. Kolejna próba wydobycia jednostki zostanie podjęta wiosną. Ale odkryć na dnie morza dokonuje się niemal codziennie. – Najnowsze znalezisko sprzed kilku dni to wrak drewnianej barki spoczywający na dnie w okolicach wybrzeża środkowego – informuje Iwona Pomian, archeolog podwodny i kierownik Działu Badań Podwodnych CMM. – W przyszłości z pewnością udamy się w rejon odkrycia, żeby dokładnie zbadać jednostkę i pobrać próbki w celu ustalenia okresu pochodzenia barki. Drewniane statki i okręty wojenne są najczęstszymi znaleziskami badanymi przez archeologów. Sprawdzenie i wydobycie wraku Douglasa to dla nich zajęcie dodatkowe na rzecz Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. – Niedawno odkryliśmy trzy wraki statków leżących w rejonie Portu Północnego – mówi Iwona Pomian.

    – Chcemy zejść pod wodę i dokładnie je zbadać. Jak sądzę, są to obiekty pochodzące z XVIII wieku, ale na razie nie wiemy tego na pewno – mówi. Jak wyjaśnia nasza rozmówczyni, wprawdzie drewnianych wraków sprzed kilkuset lat jest na dnie Zatoki Gdańskiej najwięcej, ale można tam znaleźć też sporo okrętów z okresu I i II wojny światowej. – Ile dokładnie ich jest, oczywiście nie wiadomo – zastrzega Iwona Pomian. – Bardzo orientacyjnie można założyć, że skoro żegluga morska istnieje w tym regionie około tysiąca lat, a każdego roku tonie kilka, kilkanaście lub jeszcze więcej jednostek, to liczba wraków może być szacowana w tysiącach. Dla porównania Szwecja ma mniej więcej 20 tysięcy ustalonych wraków na dnie swojej strefy ekonomicznej. Dania podobnie – tłumaczy.

    Odkrywcy z „Arctowskiego”

    W odkrywaniu kolejnych wraków spory udział ma załoga ORP „Arctowski”, okrętu hydrograficznego Marynarki Wojennej. – Na dnie Bałtyku spoczywają nie tylko wraki jednostek pływających – zaznacza dowódca okrętu kmdr ppor. Artur Grządziel. – Istnieje kilka sposobów klasyfikacji tego, co znajdujemy w morzu. Jednym z nich jest wielkość obiektów. Małe obiekty podwodne to te do pięciu metrów wielkości. Są to miny denne, zatopione torpedy, a nawet bomby lotnicze. Duże obiekty podwodne to wraki jednostek pływających o długości powyżej pięciu metrów. Od czółen poczynając, przez kutry, statki handlowe i pasażerskie, po okręty wojenne. Głównym zadaniem marynarzy z „Arctowskiego” jest wytyczanie szlaków komunikacyjnych na Bałtyku, prowadzenie pomiarów głębokości Bałtyku i wykrywanie podwodnych przeszkód. – Prowadzimy zadania planowane oraz nagłe, wynikające z bieżącej sytuacji – wyjaśnia dowódca pionu hydrograficznego na okręcie kpt. Kozłowski. – Swoje zadania planujemy na początku roku i później je realizujemy. Wypływamy we właściwe rejony badań, sprawdzamy głębokości, weryfikujemy położenie znanych nam obiektów i ustalamy nowe podwodne przeszkody. Bywa też i tak, że wykonujemy prace niezaplanowane. Tak jak na przykład w maju tego roku, kiedy z liny holowniczej zerwał się statek transportowany z Rotterdamu do Kłajpedy, gdzie miał być zezłomowany. „Arctowski” interwencyjnie wyszedł w morze, ustalił dokładną pozycję statku i głębokość, na jakiej osiadł. Było to 36 metrów. Często dostajemy informacje o tym, że rybacy zahaczyli sieciami o jakąś podwodną przeszkodę. Wtedy także sprawdzamy, co to za obiekt, na jakiej głębokości leży i jakie są jego wymiary. Potem te informacje opracowujemy i przesyłamy do Biura Hydrograficznego, gdzie dane są analizowane, gromadzone i nanoszone na mapy – relacjonuje kapitan. Nie wszystkie wraki stanowią zagrożenie dla żeglugi. Wśród takich niekoniecznie niebezpiecznych pozostałości są znalezione samoloty. – Nie tylko amerykański douglas spoczął na dnie Bałtyku. Wśród naszych lotniczych znalezisk jest niemiecki samolot bombowy odkryty w grudniu ubiegłego roku – mówi kmdr Grządziel. – Przy użyciu specjalistycznego pojazdu podwodnego, operującego na głębokości, na której praca nurka byłaby mniej wydajna, za to bardziej ryzykowna, ustaliliśmy, że jest to Junkers JU-88 – precyzuje. Załoga ORP „Arctowski” dysponuje specjalistycznym sprzętem, pozwalającym prowadzić badania na dużym obszarze. – Wysokorozdzielcze sonary i echosondy wielowiązkowe przeczesujące jednorazowo znaczny obszar dna morskiego pozwalają na wykonanie bardzo dokładnego obrazu graficznego na podstawie fal dźwiękowych – wyjaśnia okrętowy hydrograf Dominik Iwen. – Nowe technologie pozwalają na cyfrowe przetwarzanie danych dźwiękowych i komputerowe przekształcanie ich w obraz do złudzenia przypominający zdjęcie – mówi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół