• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Rzuć okiem na pocztówkę

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 19/2014

    dodane 08.05.2014 00:00

    Zbiera widokówki już od 18 lat i sam dokładnie nie wie, ile ich ma. – Na pewno kilka tysięcy – mówi. A wszystko zaczęło się od pewnego snu...

    Był rok 1996. W moje ręce wpadła książka „Gdańsk w starej pocztówce” – wspomina Krzysztof Grynder, kolekcjoner, wydawca. – Przeglądałem ją kartka po kartce, pewnie ze sto razy. Byłem zafascynowany wydawnictwem do tego stopnia, że widokówki zaczęły mi się... śnić. I to nie raz. Codziennie. Trochę mnie to zaniepokoiło – uśmiecha się. – Któregoś razu opowiedziałem o tych nocnych wizjach mojemu koledze. On nic nie odpowiedział, tylko nabył na Jarmarku Dominikańskim dawną pocztówkę i mi ją podarował. Tak zostałem filokartystą. Od tego momentu pan Krzysztof jest stałym bywalcem lokalnych, krajowych, a nawet zagranicznych antykwariatów. Kupuje widokówki na targach staroci i internetowych aukcjach. Jego kolekcja stale się powiększa...

    Latające cygaro nad Wrzeszczem

    – W pewnym momencie postanowiłem z niewielkiej części swojego zbioru stworzyć oddzielną publikację – mówi pan Krzysztof. – Pocztówki, które wybrałem, przedstawiają Wrzeszcz, jedną z najstarszych i najważniejszych gdańskich dzielnic – wyjaśnia. Do współpracy zaangażował Jana Daniluka i Jarosława Wasielewskiego, autorów książki „Dolny Wrzeszcz i Zaspa”, którzy zajęli się przygotowywaniem opisów dawnych widoków. Po trzech latach żmudnej pracy został wydany album składający się z 99 widokówek. Najwcześniejsza pochodzi z przełomu lat 80. i 90. XIX w., najnowsza z 1943 r. Ukazują dzielnicę z okresu gwałtownego rozwoju, zarówno pod względem demograficznym jak i urbanistycznym. – Opowiadamy m.in. historię miejsc, o których nikt wcześniej nie pisał – na przykład przedwojennych sklepów pasmanteryjnych, stacji benzynowych czy restauracji – podkreśla J. Wasielewski, politolog, autor bloga ZWrzeszcza.pl. Jedna z pocztówek prezentuje centrum Wrzeszcza, w którym stoi dziś galeria handlowa Manhattan. Okazało się, że dawniej mieścił się w tym miejscu bank funkcjonujący najprawdopodobniej aż do zakończenia II wojny światowej. – Pracowała w nim kuzynka mojej babci, niemieckiej gdańszczanki. Ta osoba żyje do dzisiaj, mieszka w Bremie – zdradza Jan Daniluk, historyk. Na widokówkach uwiecznione zostały też niecodzienne wydarzenia. Choćby takie jak przelot nad dzielnicą słynnego niemieckiego Zeppelina, nazywanego „latającym cygarem”. – Okazuje się, że ten ówcześnie największy sterowiec świata, odwiedził Gdańsk trzy razy, z czego raz lądował właśnie we Wrzeszczu. Wizyty Zeppelinów każdorazowo miały charakter propagandowy, były swojego rodzaju manifestacją osiągnięć techniki niemieckiej. Pojawiły się nad miastem w czasie wyborów do Volkstagu, czyli parlamentu Wolnego Miasta Gdańska, a także wtedy, gdy władzę w mieście przejęli naziści – tłumaczy J. Daniluk. Każdy lot Zeppelina wywoływał ogromne poruszenie wśród lokalnej społeczności. Ludzie wychodzili na dachy domów, gromadzili się na placach, a relacje z wydarzenia publikowane były na pierwszych stronach gazet.

    Dziewczyna na wagarach

    Pocztówki opublikowane w albumie zostały powiększone, co pozwoliło autorom odkryć wiele ciekawych detali. Na przykład dziewczynę siedzącą na ławce w Parku Uphagena, której wyraz twarzy sugeruje, że została przyłapana na gorącym uczynku. – Kto wie, być może jest to uczennica pobliskiego liceum, która nie lubiła lekcji łaciny i poszła na wagary – żartuje J. Wasielewski. – Takich stopklatek z życia ludzi mieszkających we Wrzeszczu 120, 100 czy 80 lat temu, jest więcej. Do niektórych możemy dopisywać humorystyczne interpretacje – dodaje. Wśród prezentowanych widokówek znalazły się też białe kruki, które na aukcjach osiągnęły wysokie ceny. – Na jednej z nich widzimy w całej okazałości budynek pierwszego wrzeszczańskiego dworca kolejowego, znanego dotąd jedynie z dość przeciętnego zdjęcia – informuje Wasielewski. Część widoków uwiecznionych przez fotografa jest szczególnie bliska autorom. Tak jak ten ukazujący osiedle robotnicze powstałe ponad sto lat temu w rejonie ulic Klonowicza, Kochanowskiego i Mickiewicza, gdzie Daniluk i Wasielewski się wychowywali. – Znamy te uliczki jak własną kieszeń. Tutaj graliśmy w piłkę, jeździliśmy na rowerach, chodziliśmy po zakupy – mówi Wasielewski. Krzysztof Grynder planuje wydać kolejne dwie części albumu. Zapewnia, że we Wrzeszczu nadal jest wiele miejsc, które czekają na odkrycie swojej tajemnicy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół