• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kaszubskie pokłony feretronu

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    – Przez całe wieki pątnicy idący „na góry” szli boso. Dopiero przed Wejherowem myli sobie nogi w strumieniach. wkładali buty i piękne stroje – opowiada ks. Leszek Jażdżewski.

    Założone w 1643 roku Wejherowo, zbudowane tam kościół oraz stacje drogi krzyżowej, które na otaczających miasto górkach umieścił dokładnie według zebranych w Ziemi Świętej pomiarów o. Robert z Werben, powstały jako spełnienie ślubu wojewody pomorskiego Jakuba Wejhera. Wojewoda złożył go Bogu za uratowanie życia podczas wyprawy smoleńskiej.

    Wejherowska kalwaria, praktycznie od momentu swojego powstania, stała się miejscem, do którego zdążali pielgrzymi z Gdańska oraz wszystkich części Kaszub. Już w 1668 roku, zaledwie 13 lat po skończeniu budowy ostatniej kaplicy, na kalwarię z franciszkańskiego klasztoru w Chełmie wyrusza pierwsza pielgrzymka. Jej trasa wiedzie przez oliwskie opactwo cystersów, Kolibki, Gdynię, Chylonię, Zagórze.

    – Organizatorami tych pielgrzymek byli reformaci, którzy w latach 1664–1666 założyli klasztor w podgdańskim wtedy Chełmie. Oliwa była wówczas jedynie stacją pielgrzymkową – wyjaśnia Adam Kromer, znawca dziejów Oliwy, autor licznych publikacji z zakresu historii.

    W Wejherowie postawiono nawet specjalną budowlę, zwana Bramą Oliwską, przy której franciszkanie witali pątników. Ruch pielgrzymkowy rozwijał się bardzo dynamicznie przez całe następne stulecie. Znakiem tego był chociażby fakt, że w 1776 r. przy klasztornym kościele św. Antoniego w Chełmie powstało Bractwo Drogi Krzyżowej, zrzeszające pielgrzymów zdążających do Wejherowa.

    Kres pielgrzymkom ruszającym z gdańskiego klasztoru franciszkanów położyły jednak wojny napoleońskie. W 1807 r. klasztor spaliły wojska pruskie. Reszty dokonały działania wojenne. Świątyni nigdy nie odbudowano. Od tego czasu miejscem wyjścia pielgrzymki, w której uczestniczyli gdańscy katolicy, stała się Oliwa.

    Pielgrzymująca Matka

    Wówczas także do oliwskiego kościoła trafił feretron, który był własnością Bractwa Drogi Krzyżowej. – Być może było ono też fundatorem tego wizerunku. Przedstawia on Matkę Bożą z Dzieciątkiem i anioła na rewersie – mówi A. Kromer. Ozdobiony jest srebrnymi ramami, które w 1788 roku wykonał gdański złotnik Jantzen. Prace konserwatorskie, jakim obraz został poddany na początku XXI w., ujawniły, że pod srebrną sukienką nie ma pełnych wizerunków postaci – XVIII-wieczny malarz namalował tylko twarze, dłonie Maryi, Jezusa i anioła. Nie jest to zatem starsze malowidło zakryte blachami. Feretron powstawał od razu w takiej postaci, w jakiej go znamy i podziwiamy – tłumaczy A. Kromer.

    Obraz czczony jest obecnie jako wizerunek Matki Bożej Oliwskiej. – Pielgrzymka łączy kult Matki Bożej Wejherowskiej z kultem Matki Bożej Oliwskiej. W kaplicy Mariackiej można każdego dnia spotkać ludzi modlących się przed oliwskim wizerunkiem Maryi – mówi ks. Waldemar Waluk, proboszcz katedry. – W każdy poniedziałek po Mszy św. wieczornej odprawiamy nowennę do Matki Bożej Oliwskiej. Zanosimy prośby przez Jej wstawiennictwo. W pierwsze soboty miesiąca odbywa się także nabożeństwo ku Jej czci. Połączone jest z procesją różańcową, w której niesiony jest feretron.

    Najważniejszym wydarzeniem w ciągu roku pozostaje jednak oliwska pielgrzymka, która od zakończenia II wojny światowej podąża trasą przez Chwaszczyno, Kielno i Szemud. – To jednak, co wspólne dla obu tras, to fakt, że zawsze trwała ona dwa dni z noclegiem – opowiada ks. Jażdżewski.

    Radosny trud

    – Feretron oliwski waży 120 kg – opowiada Andrzej Dampc, prezes działającego przy oliwskiej katedrze Bractwa Krzyża Świętego. – My zajmujemy się opieką nad nim – dodaje. Wyjaśnia, że do bractwa należy 13 mężczyzn. Niestety, dwóch z nich, z racji wieku i chorób, nie może nosić ciężkiego obrazu. – Na pielgrzymkę idzie nas przynajmniej ośmiu. Chodzi o to, by można było robić zmiany – opowiada prezes.

    W Reniszewie feretron stawiają na specjalny wózek, który ciągną wraz z pielgrzymami. Przed każdą wioską biorą go na ramiona. Wchodząc do kościoła, robią kaszubski pokłon obrazu. Potrzeba wówczas znacznej siły. Szczególnym wyzwaniem dla przedstawicieli bractwa jest moment wejścia na kalwarię.

    – Na wejherowskie górki wchodzimy jako ostatni. Tam jest kilka pokłonów obrazów. To prawdziwy siłowy maraton – podkreśla A. Dampc. Dodaje, że mimo trudów, co rok czeka na dzień rozpoczęcia pielgrzymki. – Zawsze marzyłem, żeby nosić feretron Matki Bożej Oliwskiej. I ono się spełniło. Jestem wdzięczny Matce Bożej, że mogę Ją nosić na własnych ramionach. Na pielgrzymki chodzę od 18. roku życia. Tam poznałem moją żonę. Chodziła ze sztandarem – dodaje.

    Troską Andrzeja jest to, by bractwo się rozwijało. Mówi, że jego członkowie chętnie przyjmą do swojego grona każdego pobożnego mężczyznę, który zechce służyć Matce Bożej.

    Zmienna historia, ten sam duch

    – Kaszubi mają takie powiedzenie, że kto chociażby jeden raz nie pielgrzymował do Wejherowa, „na góry”, ten będzie musiał pielgrzymować po śmierci – opowiada ks. Jażdżewski. Pielgrzymki, które przybywają na wejherowskie wzgórza w dniu odpustu Wniebowstąpienia Pańskiego, wyruszają z różnych miejscowości południowej części Kaszub. Część z nich miała w swojej historii przerwy. – Jedna przypadała na lata II wojny światowej. Podobnie było w czasie wojny północnej w XVIII wieku. Nie znaczy to jednak, że ruch pielgrzymkowy wówczas ustał. Po prostu pielgrzymowano wtedy indywidualnie. Na kalwarii jednak wszyscy są jedną rodziną pielgrzymkową – mówi ks. Leszek. – W XVIII wieku wydano taki modlitewnik „Droga do nieba”. Pielgrzymka jest właśnie jak tytuł tego modlitewnika.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół