• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kiedy statkiem buja...

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 42/2015

    dodane 15.10.2015 00:00

    – Młodzi, którzy z nami pływają, uczą się prawdziwego życia – tam, na morzu. To jest lekcja, której nie odrobią w żadnej szkole – mówi kapitan żeglugi wielkiej Marek Menke, komendant „Daru Młodzieży”.

    Ponad 100 studentów Wydziału Mechanicznego Akademii Morskiej w Gdyni zakończyło swoją przygodę na morzu. Przez ponad miesiąc „Dar Młodzieży” był ich domem, uczelnią i miejscem spotkań z kolegami. W tym roku polski żaglowiec port opuścił 24 stycznia. – To zasługa łagodnej zimy, że mogliśmy rozpocząć sezon tak wcześnie – wyjaśnia komendant. W pierwszą zagraniczną podróż „Dar Młodzieży” wypłynął do Antwerpii, zabierając na podkład ok. 80 praktykantów.

    – W Belgii dołączyli do nas studenci Hogere Zeevaartschool, z którą współpracujemy od 8 lat – opowiada kpt. Menke. – Mamy dobre warunki socjalne, a przede wszystkim kuchnię znaną już we wszystkich portach, do których zawijamy – śmieje się komendant.

    „Dar Młodzieży” po raz pierwszy banderę podniósł w 1982 roku. Jest pierwszym żaglowcem zbudowanym w polskiej stoczni – Gdańskiej – wówczas jeszcze im. Lenina. Powstawał według oryginalnego polskiego projektu – od podstaw, jako żaglowa jednostka szkolna. Pływał na morzach i oceanach. Włączając ten rok, odbył 195 rejsów, odwiedzając porty Europy, Azji, Australii oraz obu Ameryk. Ponad 40-metrowe maszty są cechą charakterystyczną fregaty. – Dla mnie nie ma piękniejszego widoku niż „Dar Młodzieży” pod pełnymi żaglami – mówi Tomasz Okowiński, bosman III wachty. Na żaglowcu pływa od dwóch sezonów. Przekazuje młodzieży swoją ponad 20-letnią wiedzę i doświadczenie zdobyte na innych statkach. – Chociaż trudno w to uwierzyć, ale dla młodzieży szczotka i mop to czasami wysiłek ponad siły, a co dopiero, kiedy dochodzi praca z linami i pojawiają się pierwsze odciski na rękach – mówi pan Tomasz. Wtedy oczywisty staje się fakt, że to nie siła definiuje człowieka morza, ale psychika. – Bo może się okazać, że wielki osiłek zupełnie nie radzi sobie z rozłożeniem żagli, podczas gdy z pozoru słaby chłopak jest w tym mistrzem – dodaje bosman. Stąd nauka pracy w zespole i wzajemne wspieranie się, bo przecież cel jest jeden – port. – Załoga „Daru Młodzieży” jest zespołem i właśnie takie wartości, oprócz tych zawodowych, staramy się przekazać pływającym z nami studentom i uczniom – wyjaśnia T. Okowiński.

    Na rufie gromadzą się studenci. Wszyscy w mundurach. – Pamiętajcie, nigdy nie bójcie się pytać. Bo większym wstydem jest czegoś nie wiedzieć i popełnić błąd niż zapytać – mówi komendant „Daru Młodzieży”. To dla studentów AM ostatnie godziny przed zejściem na ląd i powrotem do domu. Jeszcze tylko pakowanie, ostatnia wachta i koniec. – To była niesamowita przygodna! Większość z nas nigdy nie wypływała w morze, a o tym, jak jest na statku, słyszeliśmy tylko na wykładach albo od starszych kolegów. Dopiero w czasie praktyk na własnej skórze mogliśmy przekonać się, co to znaczy, kiedy statkiem buja i czasami trudno trafić w drzwi oraz że choroba morska to nie mit – śmieje się Michał Michalski, praktykant maszynowni. Student AM pochodzi z Raciborza, a życie zawodowe chce związać z morzem. – Dla mnie to czysty pragmatyzm, dlatego w czasie praktyk najbardziej interesowało mnie to, co pod pokładem, czyli cała maszynownia – mówi Michał. Chociaż stawianie żagli było także bardzo ciekawym doświadczeniem. – Mieliśmy alarm chyba ok. 2.00 w nocy. Wszyscy wyrwani z łóżek musieli szybko stawić się na pokładzie w całym osprzętowaniu. Wchodzenie na reje, po ciemku i przy wietrze, było sporym wyzwaniem, ale chyba tego właśnie będzie mi najbardziej brakowało – mówi chłopak. – No i jeszcze zasypiania na bujającym statku. Bo sen szybciej przychodzi.

    Rejs studentów Wydziału Mechanicznego AM zakończył sezon morskich wypraw „Daru Młodzieży”. Żagle już zwinięte, a statek zimować będzie... w stoczni. – Planujemy bardzo duży remont. Chcemy polepszyć warunki socjalne dla naszych praktykantów, stąd pomysł na odnowienie wszystkich kubryków, żeby w przyszłości rejsy na naszym „trzydziestotrzylatku” były czystą żeglarską przyjemnością – bez hałasu silnika, z dobrą prędkością do 12 węzłów – mówi komendant fregaty.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół