Nowy numer 16/2018 Archiwum

Najlepszy moment 
to „teraz”

– My chyba nawet tego nie przegadaliśmy, 
bo było dla nas oczywiste, że skoro pielgrzymi przed ŚDM będą w Trójmieście, to nasz dom będzie w tym czasie także ich domem 
– mówi Ania Chojnowska z Gdyni.

Na kilka dni przed przyjazdem pielgrzymów w domu państwa Chojnowskich nadal trwa remont. Salon tonie w ogrodowych roślinach, które staną na balkonie. Stół to składzik rzeczy wszelakich, podobnie jak kanapa i podłoga. – Wprowadziliśmy się tutaj dosłownie przed chwilą i teraz ścigamy się z czasem, żeby na przyjazd pielgrzymów wszystko było gotowe – wyjaśnia pan Michał.
– Mikołaj ma dopiero 4 miesiące. Kiedy deklarowaliśmy, że chcemy zostać gospodarzami, nie było go jeszcze na świecie. Nie mieszkaliśmy również w tym mieszkaniu i ogólnie tylko jedno było pewne – przyjmiemy pielgrzymów, niezależnie od tego, jak potoczy się nasze życie – mówi pani Ania.


Chojnowscy twierdzą, że najlepszy moment na działanie względem drugiego człowieka to zawsze „teraz”. – Nigdy nie będzie lepszego i odpowiedniejszego. Dlatego my ze swojego skorzystaliśmy – wyjaśnia kobieta.
Wyszli poza strefę wiary bezpiecznej – tej, która dostrzega bliźniego tylko w kościele na Mszy św., a później wszyscy rozchodzą się do domów. – Sami byliśmy na ŚDM w Madrycie, stąd wiemy, jak ogromnym bogactwem jest doświadczenie Boga w drugim człowieku. Możliwość spotkania się przy wspólnym stole, rozmowa oraz modlitwa. To wszystko znosi bariery – językowe i kulturowe – mówi pani Ania.


Michał czynnie włączył się w organizację przyjazdu pielgrzymów. – Zachęcaliśmy gospodarzy, aby otworzyli swoje drzwi. Od czerwca poprzedniego roku byliśmy po trzy razy w każdej parafii naszego dekanatu – mówi mężczyzna.
Akcja zaowocowała i około 340 pielgrzymów 20 narodowości znalazło miejsce u prawie 100 rodzin. – Ludzie otworzyli nie tylko swoje domy, ale i serca. Czekali na moment, kiedy nareszcie pielgrzymi będą z nimi. Ci, którzy korzystają z internetu, prosili o adres mailowy, aby samodzielnie wysłać zaproszenie – mówi pan Michał.


Nie trzeba namawiać


S. Maria Pilar Casadó, hiszpańska misjonarka pracująca w Gdyni, podkreśla, że przyjmowanie w swoich domach pielgrzymów to ważny moment dla całego Kościoła. – Kościół nie ma granicy państwowej, a najlepiej mogą to przekazać osoby świeckie. Bo każdy dom to Kościół domowy, w którym goście doświadczają przekazywania wiary nie przez katechezę albo Mszę św., tylko przez wspólnie spędzony czas w towarzystwie gospodarzy. To otwiera horyzonty codzienności – tych, którzy goszczą, i przyjezdnych – mówi misjonarka.


– Światowe Dni Młodzieży są zawsze skierowane przede wszystkim do świeckich – tych, którzy mają związek z Bogiem, ale również tych, którzy dopiero Boga poszukują – mówi ks. Krzysztof Nowak, diecezjalny koordynator ds. ŚDM. W archidiecezji gdańskiej przygotowania do ŚDM w 90  proc. zrealizowali właśnie świeccy. Włączyli się w najróżniejsze akcje. – Działali na wszystkich polach. Od przygotowania systemów informatycznych, przez grafikę komputerową, a następnie komunikację internetową, po przygotowania muzyczne, liturgiczne, katechezy. Wykazali się także na polu językowym czy kulinarnym – wylicza ks. Nowak.


Koordynator podkreśla, że kiedy rozpoczynały się przygotowania do ŚDM, proporcje wiekowe były inne. – Głównie to średnie pokolenie wzięło na siebie odpowiedzialność, jednak w pewnym momencie grupy stawały się coraz bardziej młodzieżowe. W rezultacie młodzi wyparli starszych i pokazali, że można na nich polegać, bo świetnie radzą sobie ze wszystkim – mówi ks. Nowak.
Przy katedrze oliwskiej osób do pomocy nie trzeba było szukać – wolontariusze zgłosili się sami. – Przyszli z mnóstwem pomysłów. Chcieli działać. Powstało kilka grup, z których każda odpowiedzialna była za inny obszar – medyczna, techniczna, kulinarna, językowa – wylicza ks. Łukasz Grelewicz.


Doświadczenie wiary


– Na ŚDM jedziemy, żeby wspólnie świętować naszą religijność. To okazja do wymiany doświadczeń i przekonania się, jak wygląda chrześcijaństwo m.in. w egipskim wydaniu – mówi Kasia Mianowany z Gdańska.


Annę Wojak w ŚDM wciągnął brat Emil. – Na co dzień mieszkam i pracuję w Elblągu. Do Gdyni przyjechałam na wakacje i było dla mnie oczywiste, że będę pomagać. W dni przyjazdu pielgrzymów zadbam m.in. o to, żeby ich rozlokować – wyjaśnia kobieta.


Gosia Szopińska z Wrzeszcza nie wyobrażała sobie, aby ŚDM opuścić. – Pomagam zorganizować powrót z Krakowa. Z naszej parafii wyjeżdża kilka grup. Niektórzy nie mogą uczestniczyć w całym spotkaniu. Stąd inicjatywa, żeby chociaż razem wracać – podkreśla dziewczyna.


Ks. Nowak podkreśla, że duszpasterska praca nie kończy się na ŚDM. – Przygotowania miały rozpalić ogień w sercach – to się udało. Teraz stoi przed kapłanami trudniejsze zadanie – utrzymanie tego ognia.


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma