• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Głusi na uwagi

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 09/2017

    dodane 02.03.2017 00:00

    – Program przygotowany i przyjęty przez radnych PO jest niespójny, brakuje jasno sprecyzowanego problemu zdrowotnego i dowodów na skuteczność proponowanych działań – uważa prof. Piotr Czauderna, chirurg dziecięcy, a także wiceprzewodniczący Rady Miasta z PiS.

    Zamiar współfinansowania przez samorząd programu in vitro władze Gdańska ogłosiły w październiku ubiegłego roku. Od samego początku projekt budził liczne kontrowersje. Protestowali przedstawiciele trójmiejskiego świata naukowego. Mieszkańcy Gdańska od kilku miesięcy, w indywidualnych rozmowach z radnymi, wskazywali na braki w projekcie. Wysłane zostały tysiące listów z petycją o zrezygnowanie z programu w obecnym kształcie. Te działania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. 23 lutego program został przyjęty. Zadecydowały głosy radnych PO, którzy w większości głosowali na „tak”.

    duże zastrzeżenia

    W latach 2017–2020 miasto planuje wydać na dofinansowanie in vitro 4 mln zł. Samorząd chce dopłacać 5 tys. zł do każdej próby zapłodnienia pozaustrojowego. Z oferty programu będą mogli skorzystać mieszkający w Gdańsku od przynajmniej roku i płacący tu podatki. Pary małżeńskie oraz nieformalne. Od samego początku zapisy programu, jak i proces jego powstawania budziły kontrowersje i wątpliwości. Jako pierwsi wyrazili je głośno przedstawiciele środowiska naukowego, wysyłając do władz Gdańska list otwarty. – W przypadku tego programu mamy do czynienia z ewidentym wykluczeniem par, które mają problem niepłodności i chcą podjąć leczenie, ale nie z zastosowaniem procedury in vitro. Diagnostyka niepłodności jest bardzo kosztowna, wymagająca czasu i wysiłku. Dlaczego takie pary nie zostaną wsparte ze środków samorządowych? – mówi dr n. med. Aleksandra Kicińska, wykładowca na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, inicjatorka listu. – Ze strony władz miasta zabrakło również zaproszenia dla lekarzy specjalistów, którzy mają bogate doświadczenie i bardzo dobre wyniki w leczeniu niepłodności, pomimo że nie współpracują z ośrodkami wykonującymi in vitro – dodaje.

    Przeciwnicy programu wskazują także na niską efektywność procedury zapłodnienia pozaustrojowego w stosunku do spodziewanych rezultatów. W Polsce ogólna skuteczność in vitro podana przez ministra zdrowia w odniesieniu do uzyskanych ciąż, a nie narodzin dzieci, wynosi 32 proc. Z kolei liczba dzieci urodzonych z tych ciąż, według innych źródeł, nie przekracza 17 proc. Skuteczność in vitro jest więc nieproporcjonalna do ogromnych nakładów finansowych, które ta procedura generuje. Co więcej, osoby, które decydują się poddać in vitro, narażone są na szereg działań niepożądanych związanych z interwencją medyczną poprzedzającą samą procedurę. Pacjentki stymulowane hormonalnie w celu uzyskania komórek jajowych znajdują się w grupie zwiększonego ryzyka nowotworów jajnika. Również ryzyko wad wrodzonych wśród populacji dzieci urodzonych za pomocą in vitro jest znacznie podwyższone w stosunku do populacji ogólnej. Podobnie, jak ich zapadalność na nowotwory. Program budzi również wątpliwości natury etycznej, na co zwraca uwagę dr Joanna Banasiuk z Instytutu Ordo Iuris: – Dopuszcza on pośrednio możliwość selekcji i niszczenia poczętych in vitro ludzi w zarodkowym stadium ich rozwoju. Przewidziana w programie procedura przechowywania zarodków dotyczy jedynie tych, które uznano w laboratorium za prawidłowo rozwijające się, jednocześnie nie przewidując jakichkolwiek standardów postępowania z tymi ludźmi poczętymi poza organizmem matki, którzy zostali uznani za niespełniający tego uznaniowego i przez to stwarzającego pole do nadużyć kryterium.

    Polityka i ideologia

    Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe zastrzeżenia, radni PiS głosowali przeciw uchwale. Ich zdaniem, program powinien objąć refundację zabiegów naprotechnologii, czyli inną metodę leczenia niepłodności. – W projekcie przygotowanym przez PO nie zaprezentowano żadnych badań naukowych, które potwierdzają, że stosowanie technik wspomaganego rozrodu może zmienić trendy demograficzne. Nie oszacowano rzeczywistych potrzeb zdrowotnych w obszarze niepłodności, nie dokonano badań populacyjnych – ocenia prof. Czauderna.

    – Na sprawę in vitro można patrzeć w rozmaity sposób. Można m.in. ideologizować, jak czyni to prof. Czauderna, prezentujący postawę naukowca w służbie władzy – odpowiada na te zarzuty Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. – Jestem bardzo szczęśliwa, że ci gdańszczanie, którym żadna inna metoda nie jest w stanie pomóc, będą mogli skorzystać z dofinansowania w wysokości 5 tys. zł – dodaje Aleksandra Dulkiewicz, przewodnicząca klubu radnych PO, odpowiedzialna za program.

    Przed budynkiem Rady Miasta, jeszcze przed głosowaniem, odbył się protest Diakonii Społecznej Ruchu Światło–Życie Archidiecezji Gdańskiej pod hasłem: „Dzieci? Naturalnie!”. – Nie jesteśmy zaskoczeni wynikiem głosowania. Od kilku miesięcy próbowaliśmy w indywidualnych rozmowach przekonywać posłów PO, że program dyskryminuje pary borykające się z niepłodnością, które nie chcą stosować metody in vitro. Apelowaliśmy, żeby radni zdecydowali się włączyć do programu naprotechnologię. Bezskutecznie. Niestety, większość przedstawicieli PO w ogóle nie zainteresowała się tematem i nie odniosła do naszych argumentów merytorycznie. Wielka szkoda, że o kształcie programu zadecydowały ideologia i polityka, a nie dobro obywateli – mówi Marta Szagżdowicz, współorganizatorka manifestacji.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół