• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Álvaro i mętlik w głowie...

    Jan Hlebowicz Jan Hlebowicz

    dodane 23.03.2017 12:30

    Dla kogo zostało stworzone Muzeum II Wojny Światowej?

    Muzeum, którego budowę rozpoczęto 8 lat temu, 23 marca zostało udostępnione zwiedzającym. Można powiedzieć: "W końcu!", bo początkowo otwarcie planowano na 1 września 2014 roku. Prace się jednak opóźniły, a koszty budowy wzrosły z 360 do prawie 450 mln zł.

    Wystawa od strony wizualnej robi ogromne wrażenie. Pełne szczegółów, starannie wykonane rekonstrukcje ulicy czasu międzywojnia i ruin miasta, nad którymi góruje sowiecki czołg, pełnią funkcję wehikułu czasu. Sprawiają, że choć na chwilę możemy zbliżyć się do tego, co czuli nasi dziadkowie tak niedawno - nieco ponad 70 lat temu, kiedy po okresie zaborów mozolnie odbudowywana Polska legła w gruzach wojennych działań. Kompleksowo oddana część poświęcona warunkom życia w niemieckich obozach koncentracyjnych, przypominająca kaplicę z relikwiami sala z pamiątkami po ofiarach mordu w Katyniu czy ściana ułożona z walizek - symbol zamordowanych w Auschwitz, w pełni oddają grozę i dehumanizację wojny, w której losy jednostek przestają się liczyć.

    Całość dopełniają niezwykłe eksponaty, zdobyte m.in. od darczyńców. Na wystawie znajdziemy klucze do żydowskich mieszkań w Jedwabnem, żołnierskie umundurowanie, maszynę szyfrującą Enigma, a także dwa czołgi, niemiecką torpedę i wagon kolejowy produkcji niemieckiej. Dodatkowo na wystawie głównej znalazło się wiele niezwykłych zdjęć i plakatów. Jak choćby ten pochodzący z radzieckiej gazety "Prawda". Widzimy na nim "pocałunek pokoju" radzieckiego żołnierza i "wyzwalanego" chłopa. To alegoria "zjednoczenia" narodów wschodniosłowiańskich w ramach Związku Sowieckiego.

    Z drugiej strony należy podkreślić, że robiące wrażenie formy wystawiennicze nie są niczym nowym i szczególnie oryginalnym. Wielki sowiecki czołg stojący na zrujnowanej ulicy nawiązuje do rozwiązania z Domu Terroru w Budapeszcie, który zwiedzałem przed kilkoma laty. Podobna rekonstrukcja ulicy z epoki II RP znajduje się w muzeum POLIN w Warszawie. Przykłady odniesień do innych światowych i europejskich ekspozycji można mnożyć.

    Duże wrażenie na zwiedzających robi scenografia przedstawiająca zrujnowaną ulicę. Na gruzowisku kamienicy góruje sowiecki czołg   Duże wrażenie na zwiedzających robi scenografia przedstawiająca zrujnowaną ulicę. Na gruzowisku kamienicy góruje sowiecki czołg Jan Hlebowicz /Foto Gość Spacerując od jednego punktu do drugiego, analizowałem treść wystawy. Niezwykle ciekawa jest część poświęcona m.in. terrorowi nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. Dramat obozów koncentracyjnych, pracy przymusowej, masowych wysiedleń, głodowego wyniszczania jeńców, niemiecki plan eksterminacji tzw. istnień niewartych życia (eutanazja) - w dosadny i przekonujący sposób ukazują tragiczne konsekwencje systemów totalitarnych i wojny.

    Na niemal całej wystawie najważniejsze elementy polskiego doświadczenia wojennego - Wrzesień '39, Polskie Państwo Podziemne, powstanie warszawskie, zagłada inteligencji, rzeź wołyńsko-galicyjska - przeplatane są informacjami poświęconymi wojnie Niemiec z Francją, czystkom etnicznym dokonywanym przez Chorwatów czy japońskiemu imperializmowi. W pewnym momencie zacząłem zadawać sobie pytania: "Kto jest adresatem tych treści? Dla kogo wystawa została stworzona?".

    Wątpliwościami podzieliłem się z pracownikiem muzeum. Usłyszałem, że odbiorcą wystawy jest przeciętny Álvaro, który potrafi wymienić daty urodzin wszystkich piłkarzy swojej ulubionej drużyny piłkarskiej, ale niekoniecznie wie, że obozy koncentracyjne były niemieckie, a największa podziemna armia okupowanej Europy to polska Armia Krajowa. Nie wie też, co wydarzyło się pod Stalingradem, czym był rząd Vichy ani kto zaatakował Pearl Harbor. Álvaro, spędzając urlop w Gdańsku, ma więc odwiedzić Muzeum II WŚ, otrzymać podstawową dawkę informacji o II wojnie światowej (także o losach Polski) i z nabytą wiedzą wrócić do Portugalii. W podobnym tonie wypowiedział się o odbiorcy ekspozycji dyrektor MIIWŚ prof. Paweł Machcewicz: "Tworząc wystawę, przyjęliśmy więc takie założenie, że wszystko musi być zrozumiałe dla kogoś, kto nigdy nie miał do czynienia z polską historią i stworzyliśmy sobie taki trochę wirtualny byt - »turystę z Portugalii«".

    Podobną inscenizację można zobaczyć od 2002 roku w Domu Terroru w Budapeszcie   Podobną inscenizację można zobaczyć od 2002 roku w Domu Terroru w Budapeszcie Jan Hlebowicz /Foto Gość Nie przekonuje mnie to tłumaczenie. Jeżdżąc po Europie jako turysta, chcę poznać przede wszystkim specyfikę danego kraju, regionu czy miasta, w którym się obecnie znajduję. Chcę dowiedzieć się o jego doświadczeniach, wyjątkowości losów, odmiennym spojrzeniu na dany fragmentów dziejów. Chcę poznać i spróbować zrozumieć inny punkt widzenia. Te kryteria spełniło m.in. Muzeum Komunizmu w Pradze, które szczegółowo przedstawiło mi specyfikę reżimu komunistycznego w Czechosłowacji (a nie np. w Kambodży pod rządami Pol Pota). Z kolei w Muzeum Muru Berlińskiego przy Checkpoint Charlie poznałem dramatyczne losy uciekinierów z NRD do Berlina Zachodniego (a nie np. z PRL na Bornholm). Zdobyłem tym samym wiedzę w znacznej mierze niedostępną dla przeciętnego Polaka, a co więcej - poznałem odmienną od polskiej narrację na temat ważnej części historii.

    Twórcy Muzeum II WŚ wyjaśniają, że jednym z głównych celów wystawy jest ukazanie i wpisanie doświadczeń historycznych Polski w szerszy kontekst europejski i światowy. I tak obok siebie znalazły się trzy tablice opisujące partyzantkę polską, radziecką i francuską. Na każdej znajdziemy podstawowe informacje (o podobnej objętości) dotyczące zadań, realizacji celów, danych liczbowych poszczególnych formacji. Trudno w tym zestawieniu doszukać się podkreślenia wyjątkowości AK na tle pozostałych. W innym miejscu obok siebie pokazywane są pacyfikacje wsi białoruskich i greckich, czystki etniczne UPA oraz chorwackich ustaszy. W tym zestawieniu polskie doświadczenie zostaje rozmyte.

    Mam wątpliwości, czy wspomniany Álvaro na podstawie zaprezentowanego materiału sam będzie potrafił dokonać komparacji losów Japonii, Francji czy Jugosławii i odnaleźć w morzu informacji to, co wyróżniało na tle tych krajów Polskę. Wręcz przeciwnie, Álvaro opuści wystawę z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Nie pozna polskiej narracji, tylko uniwersalną opowieść o II wojnie światowej, gdzie losy poszczególnych państw i narodów sprowadzone zostały do podobnych doświadczeń, postaw i mechanizmów. Na przykład obok opisu zbrodni niemieckich na polskich jeńcach wojennych znajdzie informację o krwawej niedzieli w Bydgoszczy, gdzie w wyniku działań wojskowych oraz samosądów z udziałem cywilnych mieszkańców miasta zginęło ok. 350 przedstawicieli mniejszości niemieckiej. U mniej wyrobionego historycznie odbiorcy granica między ofiarami a katami może ulec zatarciu.

    Szkoda, że o treści wystawy Muzeum II Wojny Światowej się nie dyskutowało (i nadal nie dyskutuje). Wszelkie próby nawet merytorycznej krytyki spotykały się dotąd z bezpardonowymi atakami ze strony dyrekcji placówki, a także władz Gdańska. Twórcy muzeum instrumentalnie wykorzystali swoje dzieło do politycznego i ideologicznego sporu, a z "obrony" treści ekspozycji uczynili dogmat. Kosztem zarówno polskich, jak i zagranicznych gości.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół