• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Karawana Siedmiu Aniołów

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 29/2017

    dodane 20.07.2017 00:00

    Widać ich z daleka – robią wokół siebie pozytywne zamieszanie. Tańczą, śpiewają, ale przede wszystkim się modlą. Codziennie w innej miejscowości dzielą się swoimi talentami i mówią o Jezusie.

    Mimo wakacji Szkoła Podstawowa w maleńkim Łebczu tętni życiem. Boisko zamieniło się w pole namiotowe i wszędzie pełno dzieci. Są też dorośli i młodzież – każdy ma jakieś zadanie. Jedni rozładowują przyczepkę, na której przyjechały zapasy, inni pilnują dzieci, aby w czasie harców nie zrobiły sobie krzywdy, jeszcze inni przysiedli na trawie i o czymś rozmawiają. To już 5. dzień ich wędrówki, ale nie wydają się zmęczeni. Przeciwnie – uśmiech towarzyszy każdemu. Nagle przez wieś przejeżdża radiowóz, daje krótki sygnał dźwiękowy, a z megafonu słychać zaproszenie dla mieszkańców, aby przyszli do świetlicy przy remizie, bo tam zaplanowano pierwszą część atrakcji, czyli warsztaty dla mieszkańców.

    – Jesteśmy wspólnotą „Siedem Aniołów” – ewangelizujemy w drodze i dzielimy się tym, co potrafimy, naszymi talentami z ludźmi, których spotykamy. To najlepszy sposób, aby poznać lokalne społeczności, a i one stają się śmielsze i wtedy możemy pogadać o Bogu – mówi Maria „Mary” Sadowska. Początkowo była ich „garstka”, bo „ledwie” jakieś 70 osób. W tym roku idą w ponad 200-osobowym składzie. Na Kaszubach są na zaproszenie dzieci ze Starzyna.

    W świetlicy rozstawiane są kolejne warsztatowe stanowiska. Panie kucharki uczą najmłodszych, jak zrobić rogaliki. Dzieci z zaangażowaniem wyrabiają ciasto. Obok już powstaje lukier. Na kolejnym stole powstała wytwórnia chleba podsmażanego na patelni i posypywanego cukrem. Przysmak znika z talerzy błyskawicznie. Na zewnątrz można spróbować swoich sił w chodzeniu na szczudłach. Niektórzy świetnie sobie radzą. W jednym z kątów ustawili się panowie, którzy zbierają koszulki. – To nasz mały warsztat sitodruku, a to są chłopaki, którzy podjęli walkę i starają się wyjść z bezdomności – wyjaśnia Magda Zaręba, streetworkerka z Wrocławia, która w „Siedmiu Aniołach” udział bierze od początku. Cieszy się, widząc swoich podopiecznych, którzy z takim zapałem włączyli się w inicjatywę. – Może nie mają domu, ale mają talent i się nim dzielą – mówi. Dziewczyna nie ukrywa, że „Siedem Aniołów” to doskonały sposób, aby podbudować swoją relację z Bogiem i z drugim człowiekiem. – Przez te wszystkie edycje spotkałam wielu wspaniałych ludzi, także specjalistów w swoich dziedzinach – pedagogów, psychologów, od których czerpałam wiedzę i inspiracje do dalszej pracy. Poza tym codzienna modlitwa i adoracja bardzo wzmacniają, aby później radzić sobie z tym wszystkim, z czym mierzę się jako streetworker – dodaje.

    Dzień zaczynają jutrznią, pakują się i wyruszają w drogę do kolejnej wioski. Oprócz organizowania warsztatów dla mieszkańców ewangelizatorzy każdorazowo wystawiają sztukę, którą sami przygotowali. Reżyserem jest Mary, a scenariusz to zlepek historii poszczególnych osób. – Nie jest to łatwy w odbiorze spektakl, bo zamiast zabawnych anegdotek czy sytuacji, pokazujemy sceny z życia wzięte, które dzieją się za zamkniętymi drzwiami w wielu polskich domach – mówi kobieta. Przygotowane na ponad 100 aktorów przedstawienie nosi tytuł „Domność”. – Kiedy rok temu szliśmy na ŚDM, spotkaliśmy wielu bezdomnych. W tym roku są z nami dzieci z domów dziecka, które rodzinnego ciepła nie doświadczyły. Jest młodzież, która boryka się z brakiem akceptacji ze strony najbliższych. Są wreszcie ci, którzy podjęli walkę o to, by przestać żyć na ulicy – podkreśla Mary.

    Małgorzata Ślachetka jest studentką polonistyki. Nie uważa się za ewangelizatora, widzi siebie jako osobę, która sama potrzebuje modlitewnego wsparcia. – Dlatego tak bardzo się cieszę, że codziennie możemy adorować Jezusa. Jest także Msza św., a w czasie marszów, kiedy przód tańczy i śpiewa, z tyłu zawsze odmawiany jest Różaniec – tłumaczy. Gosia cieszy się, że swoją obecnością może dawać świadectwo dotyczące Boga i wspólnoty Kościoła. – Spotykam tutaj osoby, m.in. dzieci, którym nikt nie mówi o Jezusie, które nie chodzą do kościoła, których jedynym zajęciem jest siedzenie pod blokiem i palenie papierosów. W czasie „Aniołów” staramy się pokazać im, że one też mogą tworzyć wspólnotę Kościoła, że są do tego zaproszone – dodaje Gosia.

    Rogaliki za moment będą gotowe. Dziewczyny mają już pięknie zaplecione warkocze, a ręcznie wykonana biżuteria cieszy oko. Także rusztowanie, które posłuży jako teatralna scena, już stoi. – W zeszłym roku po spektaklu podszedł do mnie jakiś pan i mówi: „Wie pani, ja w tego Boga to nie wierzę, ale dzisiaj zobaczyłem tutaj to coś”. Bo właśnie taką wspólnotą jesteśmy, która stara się Bogiem dzielić w sposób prosty, czyli w taki, jak my Go doświadczamy – w bezwarunkowej codziennej miłości. Bóg nas kocha, a wszystko inne jest zupełnie mniej ważne – mówi Mary.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół