• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Świadkowie Chrystusa

    ks. Rafał Starkowicz ks. Rafał Starkowicz

    |

    Foto Gość

    dodane 05.08.2017 23:45

    - Pielgrzymowanie to najprostsza szkoła chrześcijańskiego życia - mówił w Licheniu ks. Krzysztof Ławrukajtis do pielgrzymów podążających z archidiecezji gdańskiej na Jasną Górę.

    Ponad 300 pątników z pielgrzymek gdańskiej i gdyńskiej wzięło udział w uroczystej Eucharystii odprawionej 5 sierpnia w bazylice licheńskiej. Mszy św. przewodniczył ks. Krzysztof Czaja, kierownik 32. Gdyńskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Kazanie wygłosił ks. Krzysztof Ławrukajtis, kierownik pielgrzymki gdańskiej, która w tym roku przeżywa swój jubileusz 35-lecia.

    - Jako pielgrzymi jesteśmy świadkami obecności Chrystusa - nie w chwale, kiedy idziemy prosto, uśmiechnięci, ale w cierpieniu, które podejmujemy. W tej naszej słabości jesteśmy mocni Jezusem Chrystusem, bo cierpienie jest twarzą Jezusa w nas - mówił w homilii ks. Ławrukajtis.

    - Pan Bóg dzięki naszemu pielgrzymowaniu chce przemieniać nasze serca. To jest najprostsza szkoła chrześcijańskiego życia. W tym roku chcemy nie tylko szkolić się w szkole Jezusa, ale przychodzimy do Maryi, aby wypraszała nam łaskę odwagi, abyśmy mogli mówić i dać świadectwo miłości Boga. Tego doświadczamy nie w euforii, ale właśnie w trudzie - dodał.

    Wszystkim pielgrzymkom podążającym z archidiecezji gdańskiej na Jasną Górę towarzyszy w drodze hasło roku duszpasterskiego, który obecnie przeżywamy: "Idźcie i głoście". Pielgrzymi przybędą przed Tron Królowej Polski w sobotę 12 sierpnia.

    Ks. Rafał Sarama po raz pierwszy Gdańskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę uczestniczył jeszcze jako uczeń szkoły średniej. Od tego czasu nie opuścił żadnej okazji do pielgrzymowania.   Ks. Rafał Sarama po raz pierwszy Gdańskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę uczestniczył jeszcze jako uczeń szkoły średniej. Od tego czasu nie opuścił żadnej okazji do pielgrzymowania. ks. Rafał Starkowicz /Foto Gość - Spotkanie w Licheniu to czas niezwykłej integracji pomiędzy pielgrzymami - podkreśla ks. Rafał Sarama, który od wielu lat uczestniczy w pielgrzymkach na Jasną Górę. - Na trasie Gdynia z Gdańskiem spotyka się niezwykle rzadko. Trzeba jednak pamiętać, że w tych pielgrzymkach często na pielgrzymi szlak wyruszają ludzie wierzący w Chrystusa. Co więcej, są tacy, którzy w swoim życiu chodzili zarówno w jednej, jak i drugiej pielgrzymce. Łączą nas te same cele. Wszyscy idziemy do Matki. Niesiemy swoje intencje. Chcemy zmienić swoje życie. Znosimy ten sam ból i to samo utrudzenie. Warto o tym pamiętać, warto także o to się modlić - wyjaśnia ks. Sarama.

    - Po 1992 roku, kiedy diecezja gdańska przekształciła się w archidiecezję, były takie propozycje, żeby te pielgrzymki połączyć. Dobrze, że tak się nie stało. Każda z nich bowiem ma swój charyzmat i charakter. Pomimo tych różnic łączy nas jedna wiara i jeden Bóg - ocenia kapłan.

    - W tym roku rozpoczynam nową pracę. Nie będę mogła dotrzeć na Jasną Górę. Dlatego nawiedzenie sanktuarium Matki Bożej w Licheniu ma dla mnie ogromne znaczenie. Muszę wprawdzie już wracać do domu, ale cieszę się, że mogłam się tu pokłonić Maryi - mówi Agata z gdańskiej grupy biało-czerwonej.

    Marek jest członkiem działającego w diecezji Bractwa św. Pawła.   Marek jest członkiem działającego w diecezji Bractwa św. Pawła. ks. Rafał Starkowicz /Foto Gość Marek jeździ w obsłudze pielgrzymki gdańskiej. Wozi tych, którzy z powodów zdrowotnych muszą zrobić sobie przerwę w pielgrzymowaniu. Czy uważa, że ten sposób uczestnictwa w pielgrzymce może przyczynić się do wzrostu wiary?

    - Na jednym z noclegów trafiłem do rodziny ze wspólnoty charyzmatycznej. Kiedy w tym roku wyruszałem na pielgrzymkę, nie byłem w najlepszej formie. Jednak na tym noclegu stało się coś, czego się nie spodziewałem. Odbyła się nade mną modlitwa wstawiennicza. Zrozumiałem, dlaczego tu jestem. To wlało wielką nadzieję w moje serce. Przeżyłem duchowe przebudzenie - wyznaje.

    Dodaje także, że niezwykle ceni sobie kontakt z niepełnosprawnymi uczestnikami pielgrzymki. - Nasi "wówzkowicze" najmniej marudzą. Wiedzą po co tu są. Uczę się od nich pokory, odwagi, wdzięczności i męstwa. To dla mnie ogromne doświadczenie - stwierdza Marek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół