• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Rachunki z historią

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 40/2017

    dodane 05.10.2017 00:00

    − Wzruszenie mnie ogarnia, gdy widzę salę wypełnioną po brzegi młodymi ludźmi, którzy biją brawo i wołają: „Cześć i chwała bohaterom!”. Nie wierzyłem, że dożyję takich czasów. Mam poczucie, że zostawiam Polskę w dobrych rękach − mówi major Stanisław Rusek ps. „Tęcza”, żołnierz niezłomny.

    Już po raz 9. w Gdyni od 27 do 30 września odbywał się Festiwal Filmowy „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”. Licznie zgromadzona w Gdyńskim Centrum Filmowym publiczność uczestniczyła w pokazach konkursowych, projekcie „Młodzi dla historii” oraz ciekawych dyskusjach. − Tegoroczne motto festiwalu NNW – „Wolna Polska w wolnym świecie. Bez niepodległości narodów Związku Radzieckiego nie odzyskamy i nie utrzymamy własnej niezależności” – zostało zaczerpnięte z manifestu Janusza Krupskiego, zamieszczonego 40 lat temu w niezależnym wydawnictwie „Spotkania”. Te słowa szczególnie zobowiązują nas do opowiadania o tym, co działo się podczas długiej nocy komunizmu, także u naszych sąsiadów. Dlatego w tym roku zaprosiliśmy do Gdyni wyjątkowych świadków historii z Czech, Węgier i krajów nadbałtyckich − mówi Arkadiusz Gołębiewski, dyrektor festiwalu.

    Wśród zaproszonych gości był m.in. Josef Mašín, który wraz z bratem Ctiradem walczył w podziemiu antykomunistycznym w Czechosłowacji. − Stopień kolaboracji był znacznie większy niż z Niemcami. We wczesnych latach 50. kontrola policji nad wszelkimi ruchami społecznymi i indywidualnymi działaniami opozycyjnymi była absolutna − podkreśla. W 1953 roku Josefowi i jego bratu udało się wyrwać z obławy i przedostać do Berlina Zachodniego. Tam poprosili Amerykanów, by przeszkolono ich w wojskach desantowych i zrzucono na spadochronach na teren Czechosłowacji. Mašínowie nigdy jednak nie wrócili do ojczyzny. Josef krytykuje zmiany ustrojowe, które nastąpiły po 1989 roku. − Nie o takie Czechy walczyłem. Dawni oprawcy uniknęli kary za swoje zbrodnie. Sędziowie, którzy nadużywali prawa, zostali na swoich stanowiskach. Własności skradzione przez komunistów zostały w rękach tych samych złodziei. Praca, którą kiedyś zaczęliśmy, nie została jeszcze ukończona − zaznacza. Podczas festiwalu Josef spotkał się po raz pierwszy od lat z siostrą, która przyjechała do Gdyni z Moraw. − Mój ojciec walczył podczas Wielkiej Wojny zarówno z imperium austro-węgierskim, jak i z Armią Czerwoną. Został zamordowany przez Niemców w 1942 roku. Moja mama zmarła w komunistycznym areszcie. Jej brat walczył z Niemcami, a za działalność w naszej grupie konspiracyjnej został stracony przez komunistów. Zdena była latami represjonowana przez komunistyczny terror. Dlaczego? Bo była moją siostrą − opowiada.

    W ramach konkursu głównego miłośnicy kina i historii zobaczyli m.in. film w reżyserii Marcina Maruszaka pt. „Ostatni rajd Zapory”. Dokument w barwny sposób opowiada o jednym z najbardziej malowniczych epizodów działalności antykomunistycznego podziemia na Rzeszowszczyźnie, kiedy oddział zgrupowania WiN przebył ok. 300-kilometrową trasę, tocząc walki z wojskami sowieckimi. Widzowie owacją na stojąco przywitali mjr. Stanisława Ruska ps. „Tęcza”, jednego z głównych bohaterów filmu. Pan Stanisław wspomina swojego dowódcę Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”. − To był taki nieduży, raczej wątły, niepozorny chłopak. Mówiliśmy: „Co on nam może zrobić?”. Oj, bardzo się pomyliliśmy. Dał nam ostro popalić − opowiada. − Wcześniej jeździliśmy wozami, śpiewaliśmy, chodziliśmy „na dymka”. Po objęciu dowodzenia przez „Zaporę” wszystko się zmieniło. Szliśmy cichutko. Tylko nocami. Za dnia odpoczywaliśmy. Panował straszny rygor. Dowódca nie znosił, gdy ktoś z nas palił papierosy. Myślę, że gdyby kogoś na tym przyłapał, to od razu byłoby „do widzenia”. Był też „Zapora” bardzo wierzący, dbał o codzienną modlitwę. Gdy zatrzymywaliśmy się u gospodarzy, pilnował, by za wszystko płacić. Ta jego dyscyplina zrobiła z nas wspaniałych żołnierzy. Przeprowadziliśmy szereg spektakularnych akcji − wspomina.

    Duże zainteresowanie wzbudził także pokaz specjalny NNW „Solidarność według Krzysztofa Wyszkowskiego”. − Zachowanie ludzi po roku 1989 jest argumentem na rzecz szczerości ich postawy z 1978, 1979 i 1980 roku. K. Wyszkowski nie godził się na kłamstwo w PRL i potwierdził swoją wiarygodność z tamtych lat godnym zachowaniem po tzw. transformacji ustrojowej. Nie bał się postawić pytania o współpracę Lecha Wałęsy z SB i wezwać do tego, by były lider Solidarności rozliczył się z przeszłością − mówił po projekcji Piotr Semka, dziennikarz, publicysta, a także działacz opozycji.

    NNW to nie tylko pokazy filmowe, ale także szereg wydarzeń towarzyszących − lekcje historii, warsztaty, stoiska edukacyjne, wystawy, koncerty oraz promocje książek. Podczas festiwalu zaprezentowany został najnowszy album poświęcony Annie Walentynowicz autorstwa prof. Sławomira Cenckiewicza i Adama Chmieleckiego. − Anna Walentynowicz była niepokorna, niezłomna i, niestety, została wyklęta. Matka Solidarności, mimo swoich ogromnych zasług dla odzyskania przez Polskę suwerenności, była marginalizowana już od pierwszego dnia po podpisaniu porozumień sierpniowych. W III RR sprzeciwiała się układom, zabiegała, by idea Sierpnia ’80 została w pełni zrealizowana. Z tego powodu określana była mianem „oszołoma” i została zepchnięta na margines życia społecznego − mówi A. Chmielecki.

    Tegoroczny festiwal poszerzony został o nowe elementy − filmy fabularne oraz pitchingi dla zawodowych twórców. Dużą popularnością cieszył się także pokaz mody. Każdy z 27 uczestników w swoim stroju nawiązywał do rozmaitych kontekstów historycznych. W prezentowanych kreacjach można było dopatrzeć się elementów ubioru sanitariuszek powstania warszawskiego, przedwojennych aktorek, przedstawicieli pokolenia Kolumbów, partyzantów. − Moja stylizacja − „dziewczyny z dobrego domu” okresu międzywojnia – inspirowana jest losami moich pradziadków i dziadków. To oni zainteresowali mnie historią i podpowiadali, jak dobrać odpowiednie elementy stroju − mówi Monika, gimnazjalistka biorąca udział w pokazie.

    − Budowane z determinacją fundamenty NNW przynoszą wymierne efekty. Staliśmy się miejscem, które skupia szeroką rzeszę środowiska filmowców, twórców z wielu innych dziedzin, a także przedstawicieli organizacji pozarządowych. To tu, na festiwalu, zrodził się samodzielny już projekt „Młodzi dla historii”. Młodzież z całego świata wysyła do nas setki filmowych projektów. Ich poziom z roku na rok jest coraz wyższy − podsumowuje A. Gołębiewski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół