• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Życie po stracie

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 44/2017

    dodane 02.11.2017 00:00

    – Mówiąc: „Nie płacz, wszystko się ułoży”, tylko pogarszamy sprawę. Czasami lepsze jest milczenie przy kubku gorącej herbaty – mówi Kamila Bubrowiecka, psycholog. 

    Agata straciła męża w wypadku samochodowym. – Był początek wakacji. Zaczynał się weekend. Jak zwykle, postanowiliśmy spędzić go w domku nad jeziorem. Mamy trójkę dzieci, ale wtedy pojechał z nami tylko najmłodszy, 8-letni Karol – wspomina kobieta. Pogoda dopisywała. Do pokonania mieli jeszcze kilkanaście kilometrów. Niespodziewanie jadąca przed nimi ciężarówka zjechała na pobocze. Naczepa się wypięła i stanęła w poprzek drogi. Piotr, mąż Agaty, nie zdążył całkiem wyhamować. – Wszystko stało się tak szybko. Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam coś, czego już nigdy nie zapomnę – przebite jakimiś prętami, nieżywe już ciało mojego męża – mówi. I chociaż ani jej, ani synowi nic się nie stało, Agata mówi, że czuje, jakby część niej wtedy umarła.

    Dostępne jest 15% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół