• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tamtego dnia słońce zaszło w południe

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 49/2017

    dodane 07.12.2017 00:00

    Największe zwycięstwo polskiej marynarki w historii? A może mało znacząca morska potyczka?

    Zimno i wietrznie. Okręty szwedzkie blokują już drugi rok gdański port. Marynarze mają dość. Są zmęczeni, osłabieni i głodni. Kończą się zapasy. Codziennie tylko kasza i piwo. Piwo i kasza. Na pokładzie ścisk i brud. A przede wszystkim ogromna nuda. Ile można grać w kości albo tryktraka? Zresztą nikt już nie ma na to ochoty. Widok cierpiących z powodu szkorbutu towarzyszy nie sprzyja rozrywkom. Lepiej odmówić modlitwę. Na posterunku zostało już tylko sześć okrętów. I w końcu nadchodzi długo wyczekiwany rozkaz. „Wracamy do domu. Tylko jeszcze jeden rejs patrolowy i będziemy mogli zobaczyć nasze żony i dzieci” – mówią do siebie wzruszeni marynarze. Entuzjazm przerywa rozrywający powietrze wystrzał z działa. To nie wróży nic dobrego. Za chwilę zza mgły wyłania się pierwszy polski okręt...

    Dostępne jest 10% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół