• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Płomień pomaga

    dodane 05.12.2013 00:00

    – Dzięki tej świecy każdego roku tylko w naszej diecezji 1000 dzieci korzysta z różnych form wypoczynku. A to zaledwie jeden z wymiarów tej pomocy – mówi ks. Janusz Steć, dyrektor gdańskiej Caritas.

    Jak twierdzi ks. dyrektor, kiedy przed dwudziestu laty w parafiach pojawiły się tzw. świeczki Caritas, inicjatywa od razu spotkała się z życzliwym przyjęciem. Sam ks. Janusz nie był wówczas jeszcze nawet klerykiem.

    Policzyć niepoliczalne

    – Myślę, że ludzie, którzy kupują świece Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, mają mocne poczucie uczestnictwa w wielkim dziele – mówi. – Dlatego zwyczaj zapalania tych świec na wigilijnych stołach przyjął się bardzo szybko. Szybko też się rozpowszechnił, a sprzedaż osiągnęła stały poziom. W naszej diecezji to ok. 100 000 sztuk – relacjonuje.

    Dodaje, że czas świąt Bożego Narodzenia budzi w ludziach większą wrażliwość i solidarność. Jubileuszowa edycja skłania do podsumowań. Pojawia się proste pytanie: ilu ludzi skorzystało z pomocy dzięki tej akcji? – Myślę, że to jest wręcz niepoliczalne – odpowiada ks. Janusz. – Dzięki funduszom pozyskanym z akcji organizujemy wyjazdy wakacyjne, obozy wędrowne, spływy kajakowe, wyjazdy zimowe – wylicza. – Pomagamy też dzieciom w trudnej sytuacji. Dotyczy to przede wszystkim dofinansowania sprzętu rehabilitacyjnego, a także dożywiania w szkole – dodaje. Do Caritas mogą zwracać się także rodziny, w których brakuje środków na zaspokojenie podstawowych potrzeb dzieci. Ks. Janusz podkreśla, że z każdej sprzedanej świecy jedna złotówka pozostaje w parafii, aby pomoc ubogim miała jak najbardziej bezpośrednią formę. – Caritas to jeszcze więcej działań. Pomoc człowiekowi od jego poczęcia aż do schyłku życia. Prowadzimy przecież zarówno Dom Samotnej Matki, jak i Dom Seniora czy hospicjum. Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom to tylko skrawek działalności Caritas, ale to bardzo ważny skrawek – podkreśla.

    Zimowe rozrywki

    Już niedługo dzięki pieniądzom ze sprzedaży świec dzieci i młodzież z ubogich rodzin będą mogły podczas ferii wyjechać na zimowisko. – W naszym ośrodku w Warzenku odbędą się dwa turnusy. Na każdy z nich pojedzie 96 dzieci – relacjonuje Karolina Lewandowska, koordynator wolontariatu gdańskiej Caritas. Pani Karolina obowiązków ma wiele. Kieruje Centrum Wolontariatu, dba o odpowiednie przygotowanie wychowawców do pracy z dziećmi, współpracuje ze szkolnymi kołami Caritas, koordynuje akcje zimową i letnią. Zajmuje się także programem stypendialnym „Skrzydła” oraz nadzoruje pracę wolontariuszy w placówkach. – Karty od nas pobierają parafie, które z nami współpracują przez cały rok. Na każdą przypada dziesięć. Kiedy karty wracają do nas, robimy listę dzieci. Układamy plan zimowiska. Pracujemy z wykwalifikowaną kadrą – opowiada. Co można zimą przez tydzień robić w Warzenku? – Bardzo dużo! Był rok, kiedy w programie mieliśmy łyżwy. Realizowaliśmy projekt ministerialny – mówi. – Jeżeli zima dopisze i będzie mróz, to mamy miejsce na wylanie lodowiska – dodaje Alicja Szostek, koordynator świetlic Caritas. – Będą na pewno warsztaty plastyczne, zajęcia survivalowe, budowanie igloo. Generalnie przez cały rok pracujemy ze studentami wolontariuszami. Spotykamy się, żeby oni uczyli się być lepszymi wychowawcami – mówi pani Karolina. – Jeden turnus to cały tydzień. Można go dobrze zorganizować nawet wtedy, gdy będzie trzeba to zrobić w budynku – stwierdza pani Alicja. Jak zgodnie mówią obie panie, dzieciom trudno wyjeżdża się z obozu. – Pod tym względem chyba jest dobrze. Czasem z dnia na dzień trzeba zmieniać program, bo zmienia się pogoda. Staramy się też odpowiadać na oczekiwania podopiecznych. Pilnie ich słuchamy i staramy się dostosowywać – mówi pani Karolina. Wychowawcy znają się na swojej pracy. Niektórzy spośród nich przed laty sami korzystali z tej formy wypoczynku. – Oni wiedzą ze strony uczestnika, co jest potrzebne, a teraz, po doszkoleniu, są świetnymi wychowawcami – zaznacza pani Karolina.

    Szalik, który łączy

    Jak podkreśla ks. Steć, Caritas wykorzystuje różne formy pomocy ubogim. Ostatnio w kręgach wolontariuszy pojawił się pomysł, aby każdemu bezdomnemu, który przyjdzie na wigilijną wieczerzę, ofiarować szalik. Istotą akcji jest jednak to, aby był on zrobiony własnoręcznie przez wolontariusza. Akcję rozpropagowano na Facebooku. Okazało się, że zgłosiły się nawet osoby z południa Polski. – Taka wielogodzinna praca jest sporym wyzwaniem. Cały czas, robiąc szalik, myśli się o człowieku, do którego on trafi. To fajna inicjatywa budująca więzi między ludźmi – mówi ks. Janusz. – Choć zakup świecy to tylko chwila, także łączy ludzi. Płomień i miłość to w przypadku świecy Wigilijnego Dzieła rzeczywistości w tajemny sposób powiązane – dodaje.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół