• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pierwszy menedżer drugiej RP

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 45/2014

    dodane 06.11.2014 00:00

    Historia. – Jedna żona, brak skandali obyczajowych na koncie, przywiązanie do Kościoła. Nawet jego awantura z Piłsudskim przebiegła dyskretnie. Wielu może pomyśleć o nim: nudziarz. Jednak niech nie mylą nas pozory. To była osobowość bardzo ciekawa i złożona – mówi dr Piotr Dwojacki.

    Kilka tygodni po przewrocie majowym minister Eugeniusz Kwiatkowski podjął odważną decyzję budowy portu w Gdyni. Musiał jednak przekonać do swojego pomysłu rozmiłowanego w rewiach ułańskich i traktującego Bałtyk jako mało użyteczną sadzawkę marszałka Piłsudskiego. Parokrotnie zapraszał komendanta na Wybrzeże, jednak za każdym razem słyszał odmowę. Postanowił więc samemu, bez zapowiedzi, udać się do Sulejówka. Drzwi otworzyła mu zdziwiona marszałkowa. Już chciała wołać męża, jednak minister powstrzymał ją i powiedział, że „on do córeczek”. Obiecał dziewczynkom, że razem z jego córką zostaną matkami chrzestnymi trzech niedawno wybudowanych statków. Były zachwycone. Następnego dnia minister został wezwany na dywanik. Piłsudski był wściekły. „Rewolucję pałacową mi pan zrobił! Gdy powiedziałem Wandzie i Jadwidze, że nie godzę się na żadne matki chrzestne, one w ryk, bo Anka Kwiatkowska może, a one nie? No to jak miałem się nie zgodzić?!”– krzyczał, ale w końcu skapitulował. Pojechał do Gdyni i poparł politykę morską Kwiatkowskiego...

    Twórca nowoczesnego piaru

    Kiedy w 1926 r. Eugeniusz Kwiatkowski obejmował stanowisko ministra przemysłu i handlu, miał zaledwie 38 lat. I chociaż był najmłodszym członkiem nowo utworzonego rządu, jego curriculum vitae robiło wrażenie. Za sobą miał już doświadczenie działalności w młodzieżowych organizacjach niepodległościowych, współtworzenia Legionów Polskich, zarządzania zaopatrzeniem frontu podczas wojny z bolszewikami, wykładania gazownictwa na Politechnice Warszawskiej czy pełnienia funkcji zastępcy dyrektora Gazowni Lubelskiej. Jednak przełomowym momentem w jego karierze było podjęcie pracy w Państwowej Fabryce Związków Azotowych na stanowisku dyrektora technicznego. Jego bezpośrednim przełożonym został wówczas sam prof. Ignacy Mościcki. Przyszły prezydent dostrzegł ogromny potencjał w młodszym koledze po fachu i 5 lat później umożliwił mu objęcie ministerialnego fotela. Kwiatkowski szybko zabrał się do pracy.– W tym czasie Polska prowadziła wojnę celną z Niemcami. Eksport surowców wydobywanych na Śląsku, gdzie skupiał się rodzimy przemysł, nie wchodził w grę. By ocalić narodową gospodarkę, trzeba było znaleźć inny kierunek zbytu. Kwiatkowski wpadł na genialny pomysł, by połączyć Śląsk i Wybrzeże koleją i poprzez port rozpocząć eksport drogą morską– wyjaśnia dr Dwojacki, szef Fundacji E. Kwiatkowskiego w Gdyni. Minister oprócz rozbudowy morskiej infrastruktury był także inicjatorem stworzenia polskiej floty handlowej oraz dalekomorskiej floty rybackiej.– Rzeczpospolita przestała być uzależniona od korzystania z usług obcych armatorów. Było to ogromne osiągnięcie, wykraczające poza wyobraźnię prawie wszystkich ówczesnych ludzi władzy – podkreśla dr Maria Pelczar z Biblioteki Gdańskiej PAN, autorka wystawy poświęconej E. Kwiatkowskiemu. Minister w bardzo krótkim czasie z niewielkiej rybackiej osady uczynił nowoczesne miasto. Co więcej, swoją wizją porwał wszystkich Polaków. – Był nie tylko wybitnym menedżerem, ale także twórcą nowoczesnego piaru w Polsce. Wykorzystując radio, dokumenty filmowe, prasę i plakaty propagandowe, przekonał społeczeństwo, że II RP jest państwem morskim. Zainicjował wielki ruch społeczny, popierający inwestycje rządu – mówi dr Dwojacki.

    Konflikt z pułkownikami

    Mimo ogromnych sukcesów, Kwiatkowski nieoczekiwanie został odsunięty od władzy w 1930 r. Do dziś historycy spierają się o przyczynę tej decyzji. – W środowisku sanacyjnym uchodził za zwolennika dialogu z innymi ugrupowaniami politycznymi. Według Władysława Pobóg-Malinowskiego, marszałek wściekł się na Kwiatkowskiego za jego „flirt” z opozycją – tłumaczy prof. Tomasz Dołęgowski, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Według innej wersji minister pokłócił się z komendantem o aresztowanie i torturowanie przywódców opozycji w twierdzy brzeskiej. Mimo różnic dzielących Kwiatkowskiego z marszałkiem, obaj panowie darzyli się szacunkiem. Prawdziwymi politycznymi wrogami ministra była grupa tzw. pułkowników – legionistów z kręgu najbliższych współpracowników „Dziadka”. – Kwiatkowski działał wprawdzie w Legionach, ale tylko w służbie cywilnej, dlatego nim pogardzali – wyjaśnia dr Dwojacki. Jednak nienawiść kół wojskowych do Kwiatkowskiego miała także drugie dno. – Jako minister, a potem wicepremier był zwolennikiem pozyskiwania licencji, kształtowania własnego „know how” i rozwijania rodzimej myśli technicznej, a nie kupowania gotowych zabawek i gadżetów militarnych ze świata. To się pułkownikom nie podobało – uważa dr Dwojacki. Do dziś w powszechnej świadomości Kwiatkowski funkcjonuje jako niemieszający się do polityki, łagodny technokrata. – To nieprawda. Twórca Gdyni był graczem – budował koalicje, negocjował, uczestniczył w różnych działaniach kuluarowych. W pewnym momencie został nawet namaszczony przez Mościckiego jako jego zastępca na stanowisku głowy państwa – opowiada dr Dwojacki. Tym planom przeszkodził Hitler i kampania wrześniowa.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Constance
      07.11.2014 01:42
      Bardzo fajny tekst. Chyba po raz pierwszy z zainteresowaniem czytam coś o Gdyni! :-))
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół