• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie dla medali

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 34/2016

    dodane 18.08.2016 00:00

    – Wcześniej to było cwaniactwo i powszechna beznadzieja. Kiedy wybuchł strajk, wszystko się zmieniło. Jakby z pleców zdjął nam ktoś wielki ciężar. Zaczęliśmy chodzić wyprostowani, a na twarzach pojawił się uśmiech. Wtedy po raz pierwszy od urodzenia poczułem, że to jest prawdziwa Polska – mówi Stanisław Wyrembak.

    W jednej z ankiet zapytano Polaków, z czym kojarzy im się „Solidarność”. Stocznia Gdańska, strajk, wolność, Lech Wałęsa i wielki, biało-czerwony długopis, którym podpisane zostały tzw. porozumienia sierpniowe – takie odpowiedzi padały najczęściej. – Nie byłoby tego wszystkiego bez setek innych – większych i mniejszych zakładów z całego Pomorza, które przyłączyły się do solidarnościowego zrywu, czyniąc go masowym. Nie byłoby też ostatecznego, wielkiego sukcesu bez tysięcy anonimowych bohaterów – lokalnych liderów, „motorów napędowych” tamtych wydarzeń. Ci ludzie po 1989 r. zostali z premedytacją wymazani z historii – podkreśla Arkadiusz Kazański, historyk z gdańskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

    Drogie mięso, papież i suwnicowa

    Druga poł. lat 70. XX w. to czas kryzysu. – Załamuje się system gigantycznych kredytów i inwestycji bez realnego finansowego pokrycia. Ceny mięsa i innych artykułów znacząco idą w górę, a w sklepach brakuje podstawowych produktów. Społeczeństwo jest coraz bardziej wściekłe i zdesperowane – mówi A. Kazański. Otuchę i odwagę w serca Polaków wlewa wizyta Jana Pawła II w 1979 r. – Ludzie czują wspólnotę i po raz pierwszy od wielu lat mogą się policzyć. Słowa papieża Polaka odczytują jako wezwanie do wzięcia odpowiedzialności za swój kraj – wyjaśnia historyk. Coraz widoczniejsza jest opozycja – WZZ, KOR, ROPCiO, RMP. Nasilają się represje. 17 marca 1980 r. z Motławy wyłowione zostają zmasakrowane zwłoki młodego chłopaka. Widać poszarpane kikuty po nogach, obciętych nieco poniżej kolan. To Tadeusz Szczepański, mechanik samochodowy, działacz WZZ i kolega L. Wałęsy. Prokuratura mówi o tragicznym wypadku. Opozycjoniści są przekonani, że za śmierć kolegi odpowiada bezpieka. Patriotyczne manifestacje gromadzą coraz więcej osób. Dochodzi do kolejnych aresztowań. Punktem zapalanym okazuje się dyscyplinarne zwolnienie z pracy Anny Walentynowicz, zasłużonej suwnicowej ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina. 14 sierpnia robotnicy wcześnie rano wywołują strajk. Do południa protestuje właściwie cała stocznia. Robotnicy żądają m.in. ponownego zatrudnienia zwolnionych, upamiętnienia ofiar Grudnia ‘70 oraz podwyżki płac. Wkrótce do protestu przyłączają się kolejne zakłady...

    A co z nami?

    Stanisław Wyrembak pracował w Zakładzie Remonotowo-Montażowym Przemysłu Mleczarskiego w Pruszczu Gdańskim. Był kierowcą. – 16 sierpnia przyszedłem do pracy i zamarłem. Kompletny paraliż, wszystko stoi. Ludzie gadają o stoczni, nie wiedzą, co robić. Skrzyknąłem paru chłopaków, wzięliśmy zakładowego żuka i pojechaliśmy do Gdańska. Po drodze zatrzymała nas SB. Nie wyłączyłem silnika. Kiedy podeszli do auta, dodałem gazu. O dziwo, nie gonili nas. Po chwili dotarliśmy pod bramę nr 2 – wspomina. Na miejscu zauważył, jak ze stoczni wychodzą tysiące osób. „Strajk się skończył, dostaniemy podwyżki” – usłyszał od jednego z robotników. Widział, jak trzy kobiety próbowały namówić stoczniowców, by nie opuszczali zakładu i kontynuowali strajk. Podszedł do jednego z robotników: „Wy dostaniecie swoje, a co z resztą przedsiębiorstw? Zostaniemy wyrzuceni z roboty albo zamkną nas w więzieniu” – powiedział z wyrzutem. – Chyba dotarło, bo jeszcze tego samego dnia podjęty został strajk solidarnościowy z innymi zakładami. Powołaliśmy Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Miałem ze sobą magnetofon. Wszystko nagrywałem. Potem wróciłem żukiem do Pruszcza i puściłem swoim kolegom ustalenia. Postanowiliśmy przystąpić do protestu – opowiada S. Wyrembak. Nieco inaczej sytuacja wyglądała w Przedsiębiorstwie Robót Kolejowych w Gdańsku. – Byliśmy gotowi do strajku już 15 sierpnia. Tego dnia przedstawiciele naszej załogi przybyli do stoczni. Jako przedsiębiorstwo zostaliśmy zarejestrowani pod numerem 12. Kiedy w sobotę komitet strajkowy Stoczni Gdańskiej na czele z Wałęsą zgodził się na podwyżkę płac i robotnicy zaczęli rozchodzić się do domów, byliśmy wściekli i zawiedzeni, a jednocześnie zdeterminowani, by kontynuować protest u nas – zaznacza Andrzej Osipów, pracujący w PRK jako starszy technik w bazie sprzętu.

    Bunt młodych

    Jak podkreśla A. Kazański, spiritus movens strajków 1980 r. byli głównie ludzie młodzi – 20 – i 30-latkowie. – Całe życie mieliśmy przed sobą. Chcieliśmy więcej i lepiej dla siebie i naszych rodzin. Domagaliśmy się poprawy warunków pracy, podwyżek, możliwości rozwoju i awansu – wylicza S. Wyrembak. Jednak nie tylko o sprawy bytowe chodziło młodym zbuntowanym. – Bezwzględnie nasze oczekiwania dotykały także sfery idei. Wiedzieliśmy, że trzeba na władzy wymusić powołanie niezależnej organizacji związkowej, która będzie mogła podejmować autonomiczne decyzje. Dążyliśmy też do całkowitego obalenia komunistycznego ustroju – podkreśla A. Osipów. Strajkowych liderów niejednokrotnie łączyło tragiczne doświadczenie Grudnia ‘70. – Aktywnie uczestniczyłem wtedy w walkach ulicznych pod KW PZPR. Rzucałem butelki z benzyną na transportery i czołgi. Wiedziałem o zabitych. Mimo tamtej masakry, 10 lat później nie miałem żadnych wątpliwości. Chociaż w domu czekała na mnie żona w zaawansowanej ciąży, wiedziałem, że muszę się zaangażować – zaznacza A. Osipów. – W 1970 r. widziałem na własne oczy protestujące tłumy i pożar gdańskiego dworca. Dlatego z tyłu głowy tliła się myśl, że może i tym razem komuniści spróbują nas w podobny sposób spacyfikować. Ale nie bałem się – dodaje S. Wyrembak. – Po Grudniu ‘70 odwiedzili mnie smutni panowie z SB. Wzięli na dołek. Próbowali zastraszyć i namówić do współpracy. Rok 1980 to była już inna atmosfera. Protestowały setki zakładów i miliony ludzi. Nie było widać wojska na ulicach. Pomyślałem: „Tym razem my zwyciężymy” – dopowiada Jan Niedźwiecki, wówczas kierownik wydziału Zakładu Produkcyjno-Remontowego Maszyn Budowlanych w Lęborku.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół