• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Gdzie chodziło się po bułki...

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 29/2017

    dodane 20.07.2017 00:00

    Ta mapa to kompilacja wspomnień, sentymentów i emocji. A jej twórcami są sami mieszkańcy, których historie opowiada

    tekst i zdjęcia Justyna Liptak justyna.liptak@gosc.pl Kolejne miejsca przy stole zapełniają się. Ci, którzy się znają, siadają koło siebie. Inni nawiązują znajomość z sąsiadem. Nagle po jednej stronie stołu słychać poruszenie. – No tak, przecież, że chodziłyśmy do jednej szkoły! Oczywiście, że cię pamiętam! – mówi pani Krystyna. Wywiązuje się dyskusja. Wracają wspomnienia.

    Historia nieznana

    Do sali wchodzą Basia Marchwicka i Michał Miegoń. To oni poprowadzą warsztaty i wsłuchają się w sentymentalne opowieści mieszkańców gdyńskiego Grabówka. Basia na zawieszonej na ścianie mapie zaznacza kolejne wymieniane przez uczestników punkty.

    – Chcemy zobaczyć, o których miejscach opowiadają nasi rozmówcy – wyjaśnia. Michał skrzętnie dopytuje o jakąś lokalizację. Bardzo dobrze zna historię Gdyni, jednak w tym przypadku coś go wyjątkowo zainteresowało... – We wspomnieniach przewija się temat schronów. Z opowieści wynika, że na terenie Grabówka są trzy takie budowle, o których wcześniej nie miałem pojęcia – mówi. I podkreśla, że w najbliższym czasie sprawdzi podane przez mieszkańców lokalizacje. Przedstawia się kolejna uczestniczka. Pani Krystyna wspomina wydarzenia Grudnia 1970 r. – Studiowałam. Szłam kładką i widziałam stojącą na peronie kolejkę. Zupełnie nie docierało do mnie, co się wokół dzieje. Ludzie starali się uciec z tamtego miejsca, a ja pamiętam, że parłam do przodu, bo bardzo nie chciałam spóźnić się na zajęcia. Dopiero po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że mogłam tam zginąć – wspomina. Na chwilę się zamyśla. – I pamiętam tamtego chłopaka, Zbyszka Godlewskiego, jak nieśli go na drzwiach. Oni szli środkiem, a ja trzymałam się z boku, ale byłam bardzo blisko. Latał nad nami chyba helikopter, wydarzenia stawały się coraz bardziej dramatyczne, na ulicy panował chaos – ciągnie. Do domu dotarła opłotkami. Jej droga powrotna zostaje skrzętnie zaznaczona na mapie.

    Chcą pamiętać

    Sentymentalna mapa dzielnic Gdyni to projekt organizacji Traffic Design. Młodzi, zrzeszeni w stowarzyszeniu ludzie postanowili ocalić od zapomnienia historie związane z poszczególnymi miejscami w mieście. Mapa nie ma nic wspólnego z historycznymi faktami – jest raczej składową opowieści, którymi zechcieli podzielić się zaproszeni na warsztaty mieszkańcy. – Pierwsza edycja przedsięwzięcia nie wiązała się z żadną dzielnicą. Pod lupę wzięliśmy ulicę Starowiejską – najstarszą w mieście – i udało się nam zebrać fantastyczne historie, które następnie opracowaliśmy i umieściliśmy na sentymentalnej mapie. Chcieliśmy, aby każdy mógł – także samodzielnie – pójść na spacer śladem tych wspomnień, które dotyczą przede wszystkim powojennych czasów – wyjaśnia Monika Domańska ze Stowarzyszenia „Traffic Design”, koordynatorka projektu „Mapa Sentymentalna”. Na warsztaty zapraszani są mieszkańcy 55+, którzy w danej dzielnicy mieszkają bądź mieszkali. Wspomnieniami podzielić mogą się również te osoby, które w danym miejscu pracowały albo uczyły się. – Zapraszamy takie osoby na warsztaty indywidualne albo grupowe, w czasie których zabierają nas w sentymentalną i pełną emocji podróż. Nie zależy nam na konkretnych datach, bo te znajdują się już w licznych publikacjach dotyczących miasta. Cieszą nas te nieformalne historie mówiące o tym, jak wyglądało kiedyś życie, gdzie się chodziło po bułki, gdzie był rzemieślnik, jak wyglądały zabawy na podwórku czy jacy byli sąsiedzi – wylicza M. Domańska. Basia Marchwicka przyznaje, że warsztaty na Grabówku to dla niej spore wyzwanie. – Niestety, nie znam dobrze tej dzielnicy, ale mam nadzieję, że uda mi się ją odkryć dzięki opowieściom – mówi. Basia jest urbanistką i dla niej Mapa Sentymentalna to kolejne narzędzie badawcze. – W czasie wszystkich warsztatów usłyszałam wiele historii, ale przyznam szczerze, że nie skupiam się na tym, aby zapamiętać poszczególne. Bo dopiero wszystkie zebrane razem dają mi pełny obraz tego, jaka była dana dzielnica, pozwalają zobaczyć ludzką twarz miasta – wyjaśnia Basia.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół